czwartek, 22 stycznia 2015

22. Tęsknota niszczy ludzi :)

Powolnym lecz zdecydowanym krokiem udałam się ku wyjściu. Jeszcze raz spojrzałam na ekran telefonu, po czym włożyłam go do tylniej kieszeni spodni. Powoli zeszłam ze schodków udając się w strone Ady. Żuciła na mnie jedno spojrzenie które wyrażało wiele emocji m. in smutek, zaciekawienie, zniecierpliwienie. Przelotnie się na nią spojrzałam i przytuliłam  ją tak mocno jak tylko umiałam. Nie potrafiłam udawać, że nic się nie stało, bo wydarzyło się bardzo dużo. Gdy oderwałyśmy się od siebie szepnęłam:
-Chodź do mnie to Ci wszystko opowiem- po czym energicznym ruchem udałyśmy się w stronę mojego domu. Znajdował się jakieś 500m od przystanku. Gdy już weszłyśmy do domu, zaparzyłam herbate i udałyśmy się na werandę. Ja usiadłam na bujanym krześle, a Ada zaraz koło mnie na stołku.  No i zaczęła się ta długo przeciągana i trudna dla mnie rozmowa:
-To powiesz mi w końcu co się stało?
- Ehhh a więc zaczęło to się tak (...) no a na końcu mama dała mi bilet i powiedziała, że sama mam lecieć do Los Angeles. A ja nie wiem co mam robić. Trochę się boję.
- Musisz dac radę. Zadaj sobie pytanie wolisz żyć ciągle z brakiem odpowiedzi na pytanie czy Ross na prawdę Cię zna, kocha? Czy podjąć to ryzyko i poznać prawdę?- Powiedziała to na jednym tchu, ale spokojnie i wolno. Chyba chciała żeby te słowa do mnie dotarły, udało jej się. Powtórzyłam sobie je pare razy w głowie i już znałam odpowiedź.
- Oczywiście, że chcę dowiedzieć się czy on naprawdę mnie kocha...
-To jutro lecisz do LA a ja zostaje dziś na noc bo samej Cię tu nie zostawię słonko.
- Kocham Cię młoda, hmm to może na rozluźnienie jakiś film?
-Horror czy komedia romantyczna?- Zapytała żartobliwym tonem.
-A co Panienka sobie życzy?- Zapytałam i obie zaczęłyśmy się śmiać. Wyszłyśmy z werandy i obie przebrałyśmy się w koszule nocne. Zrobiłyśmy popcorn i poszłyśmy do sklepu po 4 czekolady. Siedziałyśmy do 23 po czym poszłyśmy spać bo o 9;30 miałam samolot.


**Następnego dnia**

Wstałyśmy o 5. Czy to przez emocje?  Szczerze to sama nie wiem, po prostu już o 5 zjadłyśmy "śniadanie" ja się spakowałam i Ada około 7 poszła już do siebie. Ja zrobiłam sobie kawe i po woli szykowałam się do wyjścia. Zaniosłam pod drzwi walizki zamówiłam taksi, jeszcze raz sprawdziłam czy wszystko pozamykałam i wyłączyłam, po czym napisałam Adzie, że wychodzę. Zamknęłam dom i skierowałam się do taksówki. Droga zajęła jakieś 30 minut. Gdy przejeżdzaliśmy koło miejsca wypadku.. Poleciała mi łza.. Taka mało widoczna, ale pomyślałam że muszę dac radę, że to właśnie jutro poznam prawdę.. Albo nawet dziś... Chociaż nie wiem czy chce ją znać. Z moich rozmyśleć wyrwało mnie zahamowanie auta, powoli wysiadłam i zapłaciłam kierowcy po czy skierowałam się na miejsce w którym byłam wczoraj. Podeszłam do kasy i dowiedziałam się że mój smolot ma opóźnienie. No super! Muszę czekać godzinę dłużej...  Ehh no ale dobra dam radę...
 

**15 godzin później**

Dobra już wysiadłam z samolotu ide tylko po bagażę.. Zaraz na jaką ulicę mam iść? Hmmm.. Aaaa to dość daleko. Ehh może wezmę taxi? No akurat jakaś jedzie. Machnęłam ręką i samochód staną, kierowca jechał strasznie wolno, szybciej doszłabym na piechotę.,. Na prawdę. Po jakiś 45 minutach drogi nareszcie byłam na miejscu. Zobaczyłam wielki biały dom a przy nim malutki garaż. Wokół domu biegła piękna zielona trawa a co kawałek rosły malutkie białe kwiaty. Do drzwi prowadziła drórzka nie bardzo wszystko widziałam bo było już ciemno. Wolnym krokiem szłam w stronę drzwi, wzięłam głęboki oddech i zadzwoniłam dwonkiem... Po chwili drzwi lekko się uchyliły.. A w nich staną Ross:
-Ross tak bardzo tęskniłam...
-Eyyy.. Alee..
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
___________________________________________________________________
 
 
 
 
 
 
 
 
 
WITAM od razu przepraszam że rozdział jest tak cholernie krótki i nic z niego się nie można dowiedzieć ale bardzo chciałam dziś go dodać. Więc jak najszybciej go napisałam :)
Postaram się wyregulować dodawanie rozdziałów i następny pojawi się być może w weekend :)
 
 
 
POZDRAWIAM :)