niedziela, 30 listopada 2014

21. Wpadki, chodzą po ludzich..

**Oczami Niny**

Dwa tygodnie później...
 
 
Właśnie wracam ze szkoły z Adą. Jak zwykle rozmawiamy tylko o jednym... ZAKUPY.  Ile ja bym oddała za to żeby teraz pospacerować sobie po sklepach. Jednak nie mogę bo na jutro mamy koszmarnie dużo nauki. Ahhh jeszcze tylko 2 lata tego cholernego liceum.. Tych wszystkich ludzi. A potem? Potem zacznę nowe życie, poznam nowych znajomych... Ahh. Z moich rozmyśleć wybiła mnie Ada:
-Czy to czasem nie twoja mama?- Zapytała spoglądając na kobiete siedzącą w granatowych autku. Tak to była moja mama.
- Ale co ona tu robi, miała wrócić dopiero za 2 miesiące- Szepnęłam, tak na prawdę sama do siebie , ponieważ Ada tego nie usłyszała. Doszłam do samochodu i otworzyłam drzwi.
-Hej córko- Powiedziała mama obejmując mnie jedną ręką.-  Ada odwieźdz Cię?
-Jeżeli by Pani mogła.- Powiedziała lekko zarumieniona wchodząc do auta.
-Nie ma najmniejszego problemu- Odpowiedziała z uśmiechem mama i już po chwili byłyśmy na drodze prowadzącej do domu mojej przyjaciółki. Po paru sekundach mama zatrzymała samochód.
-Dziękuje bardzo. Do zobaczenia Nina- Odpowiedziała i ruszyła w stronę swojego domu. Był on duży zaopatrzony w duży ogród, basen i malutki ganek. Ada miała piękne widoki na park, chodź nie mieszkała  w lesie. Od strony ulicy widać było różowo czarny balkon a na dole ogromne drzwi.  Po prostu było jak w bajce.
-Potem zadzwonię!- Krzyknęłam, gdy już miałyśmy odjeżdżać. Mam nadzieje że to usłyszała.- Powiesz mi o co chodzi?- Zaczęłam po paru minutach ciszy. Gdy mama zaczęła się kierować na Wrocław.- W ogóle dlaczego tak wcześnie wróciłaś?- Rzucałam pytaniami jak pokręcona.
-Zaraz Ci wszystko wytłumacze- Powiedziała, uważnie przyglądając się drodze- Skontaktowałam się z siostrą Rossa..- Serce zaczęło bić mi mocniej i powoli traciłam oddech- Powiedziała, że możemy wpadać kiedy chcemy. A z tego że mam niewykorzystany urlop wzięłam go teraz więc za godzine mamy odebrać bilety, po czym jutro o 5;30 wylatujemy do Los Angeles, dobrze się składa bo od zawsze marzyłam o zobaczeniu miasta aniołów , niby pracuje w Miami ale zawsze mnie tam ciągnęło. A teraz mam okazje pobyć tam przez ponad tydzień.- Mama zakończyła swoja wypowiedź a ja? W duchu cieszyłam się jak małe dziecko gdy zobaczy balonik, byłam po prostu zaszokowana, ponieważ nie codziennie słysze że zobaczę swoje słonko, ale i trochę zdenerwowana, zmartwiona i smutna bo do teraz wierzyłam że Ross mnie pamięta. A jutro może się to wszystko zmienić. -Co nie cieszysz się?- Zapytała mama, ponieważ moje rozmyślenia zajęły pare dobrych minut.
-Oczywiście że się cieszę- Odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem i wróciłam do przyglądania się karajobrazowi za oknem samochodu. Po policzku spłynęła mi łza, jedna ale bardzo duża i dość zauważalna. Rzecz jasna nie była to łza smutku, tylko szczęścia, radości i nadmiaru emocji. Mama jej na szczęście nie zauważyła, nie chciało mi się odpowiadać na zbędne pytania. Gdy znów spojrzałam za okno zobaczyłam wielką tabliczkę z napisem "Wrocław". Skierowałyśmy się na lotnisko, znajdowało się ono około 6 km od centrum miasta. Prowadziła do niego długa, wąska uliczka otoczona z dwóch stron domami i blokami. Gdy już dojechałyśmy na miejsce wolno zamknęłam drzwi podziwiając lotnisko. Co prawda nie byłam tu pierwszy raz, bo dość często przyjeżdżałam tu po mamę. Jednak teraz postanowiłam mu się bardziej przyjrzeć. Było ogromne, pokryte szkłem z wielkim napisem "Wrocław" . Wystawało z niego dość duże poddasze (Nie wiem jak to się nazywa xd ~autorka) Weszłam z mamą do środka po prawej znajdowała się tak zwana kasa, po lewej poczekalnia z małym placykiem zabaw i kawiarenką, a obok tego automat. Mama podeszła do kasy a ja podziwiałam wysokość lotniska. Gdy właśnie wylądował samolot. Podeszłam bliżej okna i leciutko dotknęłam je ręką:
- Jutro to ja będę tam siedzieć.- Powiedziałam sama do siebie i po woli wypuściłam powietrze. Zamknęłam oczy i mimowolnie się uśmiechnęłam, bała się że on nie będzie mnie pamiętał. Tak bardzo chciałam już wiedzieć na czym stoje.. Ale odpowiedz poznam dopiero jutro.
- Ejj nie rozmyślaj tak- powiedziała mama, podcodząc do mnie, jedną ręką objęła mnie w tali, a drugą złapała za rękę i mocno przycisnęła. Stałyśmy chwile w milczeniu, przyglądałyśmy się tylko ogromnemu samolotowi na którym było napisane LOS ANGELES. Chcąc, nie chcąc spuściłam wzrok na swoje buty, były zabłocone lecz dalej trzymały swój beżowy kolor. Odwróciłam się do mamy.
-Jedziemy?- Szepnęłam a mama tylko odwróciła się na pięcie, jednocześnie puszczając mnie z objęcia i ruszyła w stronę naszego malutkiego autka. Lekko acz kolwiek skutecznie szarpnęłam za klamke od drzwi i delkianie schylając się weszłam do auto, to samo zrobiła mama i już po chwili byłyśmy w drodze do domu. Musiałyśmy przejechać przez centrum Wrocławie, które w tych godzinach było oblężone przez ludzi. Mama zatrzymała się na pasach przeszło na oko 20 osobników. I nagle miałam przed oczami akcje jak ze spowolnionego filmu. Mama nacisnęła gaz i ostro ruszyła a w tym samym czasie na jezdnię wybiegła mała dziewczynka.. Nie miała szans na przeżycie. Wysusiłam tylko głośne
-STÓJ- Ale wtedy było już za późno. Usłyszałam tylko głośny pisk, a potem instynktownie chwyciłam się fotela bo samchów obkręcał się pare razy z powodu gwałtownego zahamowania. Gdy już stanął przy małej była grommadka osób. My z mamą też podbiegłyśmy. Łzy naleciały mi do oczu, a ktoś już dzwonił na pogotowie. Mama była strasznie roztrzęsiona cała się telepotała.
- Co ja zrobiłam? Zabiłam dziecko, nigdy sobie tego nie daruje.- Powiedziała, a ja pomomo tego że stała tam już policja, pogotowie i pare innych ludzi. Mocno, ale to najmocniej jak się da przytuliłam mame. Wiedziałam że teraz potrzebuje teo najbardziej. Jednak po krótkiej chwili podszedł do nas policjant.
-Witam tu aspirant Tomczyk (zbieżność nazwisk przypadkowa ~Autorka). Czy Pani była sprawcą wypadku?- Zapytał dość poważnym tonem pokazując plakietkę.
-Tak, to ja- Odpowiedziała mama. A ja włożyłam ręce do kieszeni bo było mi już trochę zimno .
-A to córka?- Nie kurde pra babcia- Ona też widziała wypadek?
-Tak, tez uczestniczyła jako pasażer.- Po co mówiłaś mamo przecież by się nie domyślił. Ahhh...
- Panią prosimy z nami, a córka dostanie termin na zeznania w najbliższym czasie.- Nie teraz serce zaczęło bić mi mocniej.
- A co mamie za to grozi? Pójdzie do więzienia? Kiedy ją wypuścicie?- Rzucałam pytaniami jak nakręcona ale to przez nadmiar emocji towarzyszący mi w tej chwili.
-Na razie nie mogę Pani odpowiedzieć na żadne z tych pytań- Powiedziała zabierając mamę. A ja zkryłam dłonia usta.
-Mogłabym zamienić tylko słowa z córką?- Zapytała mama
-Dobrze ma Pani minute- Powiedział odchodząc do swoich kolegów stojących przy radiowozie.
- Córciu więc tu masz klucze do domu, mój telefon, portfel i bilety. - Powiedziała i wyciągnęła z torebki jeszcze kartke i długopis.- Tu masz napisana zgode na to że zgadzam się na twój wylot do Los Angeles. Może nie zobaczymy go razem, ale ty zobaczysz. Musisz tylko zadzwonić i jutro rano zamienić jeden bilet na pieniądze. A potem za nie kupisz bilet powrotny. Wszystkie "papierki" na wyjazd znajdziesz w mojej szufladzie.Niestety ja musze już iść, będę się z toba kontaktować tamtą komórką z komendy. Pa córciu- Przytuliła mnie jak najmocniej umiała a ja ruszyłam w stronę przystanku autobusowego. Nadal byłam w lekkim szoku, oglądnęłam się za siebie... Nie widziałam już nic oprócz Panów cholujących nasz samochód. Łzy kapały mi na kurtkę i zostawiały po sobie wyraźne slady. Pierwszy przystanek znajdował się jakieś na oko 800m od miejsca wypadku. Gdy już tam doszłam spojrzałam na rozkład jazy. Pierwszy autobus miałam za 15 minut, czyli świetnie się składa, zdążę odsapnąć i poukładać sobie myśli. Pierwsze co zrobiłam to wysłałam smsa do mojej najlpeszej przyjaciółki
Do: Ad <3
Treść: Jak możesz wyjdz na przystanek za około 30 minut. To na prawde ważne.
Następnie spojrzałam w telefon mamy spis połączeń, przewinęłam troszeczkę w dół i zobaczyłam kontakt "Siostra Rossa", bez wahania lekko dosłownie opuszką palca dotknęłam zieloną słuchawke. Długo nie musiałam czekac po paru sygnałach usłyszałam miły kobiecy ale zarazem słodki głoski:
-Ohh dzień dobry właśnie miałam do Pani dzwonić.- Odezwała się a je wzięłam głęboki oddech i zaczęłam mówić.
- Witam, tu Nina już chyba o mnie wcześniej słyszałaś. Chciałabym Cię poimformować że jutro przylecę sama bo mojej mamie coś wpadło.-  Wszystko wypowiedziałam na jednym tchum
-Ahh dobrze jutro mi wszystko opowiesz. Właśnie szykuje dla Ciebie pokój. To co do zobaczenia. A i adres wysłałam wczoraj twojej mamie sms'em.
-Dzieki, do zobaczenia- Powiedziałam i rozłączyłam się. Udetchnęłam z ulga ponieważ trochę bałam się tej rozmowy, ale nie wiem dlaczego. Akurat podjechał autobud, wolnym krokiem udałam się do drzwi, zakupiłam bilet i usiadłam na miejscu. Ludzie szybko weszli i już za chwile jechaliśmy do mojej miejscowości. Miałam za oknem piękne widoki, w końcu jest jesień.. ale jakoś nie miałam ochoty zachwycania się nimi, miałam poważniejsze problemy. Jechaliśmy bardzo krótko. Albo po postu mi się tak wydawało. Na przystanku widziałam zniecierpliwioną Adę.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Rozdział krótki, ale wiecie sami Andrzejki, sprawdziany, lekcje i szkoła. Chyba sami wiecie ile to zajmuje czasu. Następny rozdział za tydzień. Pozdrawiam!!!!
 
 

KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ



piątek, 21 listopada 2014

20. Nic nie przychodzi łatwo..

**Oczami Rossa**

Doleciałem do LA i wszedłem do domu. Przy drzwiach stała Rydel:
-Znalazłeś Ninę?
- Co ? Jaką znowu Nine?
-No ta o której mówiłeś 24/7
- Co? m żadnej Niny nie znam... Daj mi spokój- powiedziałem i pobiegłem do swojego pokoju. Rozpakowałem rzecz, ruszyłem się wykąpać, po czym odpłynełem w kraine Morfeusza.  Rano jak zwykle ruszyłem do łazienki i wziąłem gorący prysznic po czym zszedłem na dół zjeść śniadanie. Zrobiłem sobie płatki z mlekiem, gdy zjadłem ubrałem dres i poszedłem pobiegać.. Najpierw truchtem ruszyłem do parku zajęło mi to około godziny ponieważ postanowiłem się nie śpieszyć, obiegłem cały park co również było czasochłonne z powodu jego długości. Około 14 rzuciłem się na sofe, jednocześnie włączając telewizor.  . Gdy spojrzałem na zegarek dochodziła 15; 30. Postanowiłem dowiedzieć się od Rydel o jaką Nine chodziło. Ja nie znam nikogo takiego.. A może po prostu nie pamiętam... Sam nie wiem... I raczej się nie dowiem...

**Oczami Niny**

Stałam przy półce z kwiatami, cały czas miałam dość szeroko otwartą buzię. Czy to Ross? Byłam na 100% pewna że to mój skarb, mój sens życia. Jednak bałam się podejść. On mnie nie zauważył.. Podjechałam koszykiem do kasy. Położyłam produkty, zapłaciłam i szybko wybiegłam z marketu. Udając się do domu. W połowie drogi zebrało mi się na szloch. Upuściłam pare pojedynczych kropel, ale dalej szłam przed siebie. Po drodze omijałam nasz ulubiony park, market do którego codziennie rano chodziliśmy po bułki, centrum handlowe w którym dość często się wygłupialiśmy, butik w którym Ross kupił mi bluzkę, kwiaciarnęe w której... DOŚĆ. Ross ma mnie gdzieś, czyli ja też powinnam go olać. Będzie dużo innych chłopaków, lepszych... Nina co ty bredzisz.. On był dla Ciebie ideałem.. Czy każdy chłopak do końca życia będzie kojarzył mi się z Rossem? W takim razie zostanę starą Panną. Bo nie wyobrażam sobie iść za rękę z chłopakiem któremu na mnie zależy i myśleć o Rossie... Jeszcze nigdy nie czułam się tak obojętnie...  Doszłam do domu. Położyłam na ziemi zakupy i udałam się na kanape do salonu. Siedziała tam mama, która w ostatnim czasie bardzo mi pomaga. Usiadłam koło niej. Dziwnie się na mnie spojrzała i próbowała cos powiedzieć ale ja jej przerwałam:
-Ja go widziałam..- Zaczęłam
-Kogo?-Zapytała mama a po wyrazie jej twarzy można było wywnioskować że jest zdziwiona.
-Rossa.. Mojego Rossa- Powiedziałam i jednocześnie schowałam głowę między nogi.
-Na pewno Ci się zdawało.- Szepnęła i wróciła do rozwiązywania krzyżówki.
-Ty też masz mnie za idiotkę? Nie wierzysz mi, ja to wiem. Ale mogłabyś chociaż poudawać że Cię to obchodzi!- Krzyknęłam, i wybiegłam w stronę swojego pokoju.
-Nina- Usłyszałam głośne wołanie, jednak nie miałam zamiaru wracać i kontynuować tej rozmowy. Postanowiłam poczytać książkę, może to mnie wyciszy i choć na chwile zapomnę o tej szarej rzeczywistości. Postanowiłam poczytać  "3 metry nad niebem". To właśnie ona przed poznaniem Rossa pomagała mi utrzymać się przy życiu. Zaczęłam  czytanie, "[...] nie wiem dlaczego, ale moje marzenia nigdy nie realizują się do końca." Jak najbardziej się z tym zgadzam! Dwoje ludzi którzy tworzą parę idelaną, ich kłótnie trwają mniej niż godzinę bo więcej nie potrafią milczeć. Ale wystarczy jedna osoba, jedna noc, jeden błąd, ułamek sekundy i tracimy nasz sens życia. Tracimy osobę która była naszym całym światem... Ahh czytam dalej  "Tamten nie może jej kochać tak jak on, nie może jej wielbić w taki sposób, nie jest w stanie dostrzec jej wdzięcznych ruchów ani tych szczególnych znaczków na jej twarzy. Jakby to tylko jemu było dane widzieć prawdziwy kolor jej oczu i poznawać smak jej pocałunków." Kolejne prawdziwe stwierdzenie. Prawdziwie kocha się tylko raz. Pierwsze zakochania są najbardziej trwałe ale w wielu przypadkach bez odwzajemnienia. Moje fascynujące czytanie przerwała mama, usiadłam na łóżku opierając się o ścianę i jednocześnie odwróciłam głowę w drugą stronę:
-Nina, przepraszam, że tak zareagowałam. Nie codziennie słysze takie rzeczy 
-A ja nie na co dzień mam widzę swojego Rossa w markecie.- Powiedziałam trochę ironicznie
- Ja przemyślałam sobie to. Skontaktowałam się z siostrą Rossa. Ma na imię Rydel i powiedziała mi że Ross Cię pamiętał aż do momentu w którym Cię zobaczył. Opowiedział swojej siostrze dokładnie to samo co ty opowiedziałaś mi. Mówił że bardzo Cię kocha i odnajdzie Cię. To właśnie dlatego widziałaś go w markecie. Przyleciał do Polski dla Ciebie. Tylko w momencie kiedy wasze spojrzenia się zetknęły on przestał Cię pamiętać- Wow byłam zaszokowana, ON MNIE ZNAŁ! ON MNIE PAMIĘTAŁ. Jednak jak na razie mogę mówić to tylko w czasie przeszłym.... mam jednak nadzieje że to się zmieni.
-Czy mogłabym się spotkać z Rydel?- Zapytałam
-Ona nie może do nas przylecieć bo niestety musi załatwić sprawy związane z zespołem. Ale jestem z nią w kontakcie i to chyba my polecimy do nich.- Odpowiedziała mama, byłam w szoku! Zobaczę moje słonko! Mojego kochanego Rossiego za którym tęsknie z sekundy na sekundę coraz bardziej. Mam nadzieje że plan wypali i już za parę dni o tej porze będę siedziała w samolocie do wiecznego szczęście...
 
 

**W tym samym czasie u Rossa**

-Hej Delly, co na obiad-?-Zapytałem zadowolony wchodząc do kuchni.
-Za chwile będzie kurczak- Odpowiedziała bez entuzjazmu
-Sis co się stało?- Powiedziałem podchodząc i obejmując ją jedną ręką.
-Ty i tak nic nie pamiętasz, więc po co mam Ci mówić?-  Powiedziała i delikatnie, ledwo widocznie zaszkliły jej się oczy
-Ejeje czy to co zapomniałem było aż tak ważne?
-Bardzo- Odpowiedziała wracając do garnków.
-Ahmm- Odpowiedziałem siadając przed telewizorem i włączając wiadomości. Nigdy ich nie oglądam ale nic lepszego nie leci w telewizji.
-OBIAD!- Krzyknęła głośno Rydel. A za chwile tylko było słuchać szybkie zbieganie po schodach. Po dosłownie 3 sekundach wszyscy siedzieli już przy stole. Tylko ja postanowiłem nie ruszać się ze swojego miejsca.
-Ross!!- Wrzasnęła moja sis
-Już, już- Odpowiedziałem, musiałem się ruszyć bo jak nie to bym zmywał. A do tego nie dopuszczę! Każdy błyskawicznie zjadł, byle by tylko uniknąć zmywania. Ludzie my mamy zmywarke. Ahh co za lenie pospolite. Najdłużej jadłem ja więc musiałem włożyć naczynia do zmywarki. Przecież to takie straszne! Po jakże ciężkej pracy poszedłem do swojego pokoju pograć na gitarze. Zagrałam sobie If I Can't Be Witch You potem (I Can't) Forget About You a na koniec Pass My By. Gdy skończyłem dochodziła godzina 17. Miałem zamiar iść się wykąpać ale była taka kolejka że "rezerwacje" miałem na 19;35, więc sobie odpuściłem. Przebrałem się próbowałem komponować piosenki, ale szybko zasnąłem. Obudziłem się o 5 jak Rydel darła się na Rockiego że budzi wszystkich po nocach, a tak właściwie to ona wszystkich obudziła, ale nie wnikam. Znając Delly gdybym coś powiedział musiałbym sprzątać dom cały tydzień,  robić śniadanie, obiad, kolacje, potem wyciągać naczynia ze zmywarki itd., itd.  Spojrzałem tylko na okno i ponownie odpłynełem w kraine Morfeusza...
 
 
 
 
 
 
 
Heej! :D Dodałam rozdział ;3 Reszte macie na grupie :D Także ten, do następnego! :D
 
 
Paaa misie <3