czwartek, 22 stycznia 2015

22. Tęsknota niszczy ludzi :)

Powolnym lecz zdecydowanym krokiem udałam się ku wyjściu. Jeszcze raz spojrzałam na ekran telefonu, po czym włożyłam go do tylniej kieszeni spodni. Powoli zeszłam ze schodków udając się w strone Ady. Żuciła na mnie jedno spojrzenie które wyrażało wiele emocji m. in smutek, zaciekawienie, zniecierpliwienie. Przelotnie się na nią spojrzałam i przytuliłam  ją tak mocno jak tylko umiałam. Nie potrafiłam udawać, że nic się nie stało, bo wydarzyło się bardzo dużo. Gdy oderwałyśmy się od siebie szepnęłam:
-Chodź do mnie to Ci wszystko opowiem- po czym energicznym ruchem udałyśmy się w stronę mojego domu. Znajdował się jakieś 500m od przystanku. Gdy już weszłyśmy do domu, zaparzyłam herbate i udałyśmy się na werandę. Ja usiadłam na bujanym krześle, a Ada zaraz koło mnie na stołku.  No i zaczęła się ta długo przeciągana i trudna dla mnie rozmowa:
-To powiesz mi w końcu co się stało?
- Ehhh a więc zaczęło to się tak (...) no a na końcu mama dała mi bilet i powiedziała, że sama mam lecieć do Los Angeles. A ja nie wiem co mam robić. Trochę się boję.
- Musisz dac radę. Zadaj sobie pytanie wolisz żyć ciągle z brakiem odpowiedzi na pytanie czy Ross na prawdę Cię zna, kocha? Czy podjąć to ryzyko i poznać prawdę?- Powiedziała to na jednym tchu, ale spokojnie i wolno. Chyba chciała żeby te słowa do mnie dotarły, udało jej się. Powtórzyłam sobie je pare razy w głowie i już znałam odpowiedź.
- Oczywiście, że chcę dowiedzieć się czy on naprawdę mnie kocha...
-To jutro lecisz do LA a ja zostaje dziś na noc bo samej Cię tu nie zostawię słonko.
- Kocham Cię młoda, hmm to może na rozluźnienie jakiś film?
-Horror czy komedia romantyczna?- Zapytała żartobliwym tonem.
-A co Panienka sobie życzy?- Zapytałam i obie zaczęłyśmy się śmiać. Wyszłyśmy z werandy i obie przebrałyśmy się w koszule nocne. Zrobiłyśmy popcorn i poszłyśmy do sklepu po 4 czekolady. Siedziałyśmy do 23 po czym poszłyśmy spać bo o 9;30 miałam samolot.


**Następnego dnia**

Wstałyśmy o 5. Czy to przez emocje?  Szczerze to sama nie wiem, po prostu już o 5 zjadłyśmy "śniadanie" ja się spakowałam i Ada około 7 poszła już do siebie. Ja zrobiłam sobie kawe i po woli szykowałam się do wyjścia. Zaniosłam pod drzwi walizki zamówiłam taksi, jeszcze raz sprawdziłam czy wszystko pozamykałam i wyłączyłam, po czym napisałam Adzie, że wychodzę. Zamknęłam dom i skierowałam się do taksówki. Droga zajęła jakieś 30 minut. Gdy przejeżdzaliśmy koło miejsca wypadku.. Poleciała mi łza.. Taka mało widoczna, ale pomyślałam że muszę dac radę, że to właśnie jutro poznam prawdę.. Albo nawet dziś... Chociaż nie wiem czy chce ją znać. Z moich rozmyśleć wyrwało mnie zahamowanie auta, powoli wysiadłam i zapłaciłam kierowcy po czy skierowałam się na miejsce w którym byłam wczoraj. Podeszłam do kasy i dowiedziałam się że mój smolot ma opóźnienie. No super! Muszę czekać godzinę dłużej...  Ehh no ale dobra dam radę...
 

**15 godzin później**

Dobra już wysiadłam z samolotu ide tylko po bagażę.. Zaraz na jaką ulicę mam iść? Hmmm.. Aaaa to dość daleko. Ehh może wezmę taxi? No akurat jakaś jedzie. Machnęłam ręką i samochód staną, kierowca jechał strasznie wolno, szybciej doszłabym na piechotę.,. Na prawdę. Po jakiś 45 minutach drogi nareszcie byłam na miejscu. Zobaczyłam wielki biały dom a przy nim malutki garaż. Wokół domu biegła piękna zielona trawa a co kawałek rosły malutkie białe kwiaty. Do drzwi prowadziła drórzka nie bardzo wszystko widziałam bo było już ciemno. Wolnym krokiem szłam w stronę drzwi, wzięłam głęboki oddech i zadzwoniłam dwonkiem... Po chwili drzwi lekko się uchyliły.. A w nich staną Ross:
-Ross tak bardzo tęskniłam...
-Eyyy.. Alee..
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
___________________________________________________________________
 
 
 
 
 
 
 
 
 
WITAM od razu przepraszam że rozdział jest tak cholernie krótki i nic z niego się nie można dowiedzieć ale bardzo chciałam dziś go dodać. Więc jak najszybciej go napisałam :)
Postaram się wyregulować dodawanie rozdziałów i następny pojawi się być może w weekend :)
 
 
 
POZDRAWIAM :) 

niedziela, 30 listopada 2014

21. Wpadki, chodzą po ludzich..

**Oczami Niny**

Dwa tygodnie później...
 
 
Właśnie wracam ze szkoły z Adą. Jak zwykle rozmawiamy tylko o jednym... ZAKUPY.  Ile ja bym oddała za to żeby teraz pospacerować sobie po sklepach. Jednak nie mogę bo na jutro mamy koszmarnie dużo nauki. Ahhh jeszcze tylko 2 lata tego cholernego liceum.. Tych wszystkich ludzi. A potem? Potem zacznę nowe życie, poznam nowych znajomych... Ahh. Z moich rozmyśleć wybiła mnie Ada:
-Czy to czasem nie twoja mama?- Zapytała spoglądając na kobiete siedzącą w granatowych autku. Tak to była moja mama.
- Ale co ona tu robi, miała wrócić dopiero za 2 miesiące- Szepnęłam, tak na prawdę sama do siebie , ponieważ Ada tego nie usłyszała. Doszłam do samochodu i otworzyłam drzwi.
-Hej córko- Powiedziała mama obejmując mnie jedną ręką.-  Ada odwieźdz Cię?
-Jeżeli by Pani mogła.- Powiedziała lekko zarumieniona wchodząc do auta.
-Nie ma najmniejszego problemu- Odpowiedziała z uśmiechem mama i już po chwili byłyśmy na drodze prowadzącej do domu mojej przyjaciółki. Po paru sekundach mama zatrzymała samochód.
-Dziękuje bardzo. Do zobaczenia Nina- Odpowiedziała i ruszyła w stronę swojego domu. Był on duży zaopatrzony w duży ogród, basen i malutki ganek. Ada miała piękne widoki na park, chodź nie mieszkała  w lesie. Od strony ulicy widać było różowo czarny balkon a na dole ogromne drzwi.  Po prostu było jak w bajce.
-Potem zadzwonię!- Krzyknęłam, gdy już miałyśmy odjeżdżać. Mam nadzieje że to usłyszała.- Powiesz mi o co chodzi?- Zaczęłam po paru minutach ciszy. Gdy mama zaczęła się kierować na Wrocław.- W ogóle dlaczego tak wcześnie wróciłaś?- Rzucałam pytaniami jak pokręcona.
-Zaraz Ci wszystko wytłumacze- Powiedziała, uważnie przyglądając się drodze- Skontaktowałam się z siostrą Rossa..- Serce zaczęło bić mi mocniej i powoli traciłam oddech- Powiedziała, że możemy wpadać kiedy chcemy. A z tego że mam niewykorzystany urlop wzięłam go teraz więc za godzine mamy odebrać bilety, po czym jutro o 5;30 wylatujemy do Los Angeles, dobrze się składa bo od zawsze marzyłam o zobaczeniu miasta aniołów , niby pracuje w Miami ale zawsze mnie tam ciągnęło. A teraz mam okazje pobyć tam przez ponad tydzień.- Mama zakończyła swoja wypowiedź a ja? W duchu cieszyłam się jak małe dziecko gdy zobaczy balonik, byłam po prostu zaszokowana, ponieważ nie codziennie słysze że zobaczę swoje słonko, ale i trochę zdenerwowana, zmartwiona i smutna bo do teraz wierzyłam że Ross mnie pamięta. A jutro może się to wszystko zmienić. -Co nie cieszysz się?- Zapytała mama, ponieważ moje rozmyślenia zajęły pare dobrych minut.
-Oczywiście że się cieszę- Odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem i wróciłam do przyglądania się karajobrazowi za oknem samochodu. Po policzku spłynęła mi łza, jedna ale bardzo duża i dość zauważalna. Rzecz jasna nie była to łza smutku, tylko szczęścia, radości i nadmiaru emocji. Mama jej na szczęście nie zauważyła, nie chciało mi się odpowiadać na zbędne pytania. Gdy znów spojrzałam za okno zobaczyłam wielką tabliczkę z napisem "Wrocław". Skierowałyśmy się na lotnisko, znajdowało się ono około 6 km od centrum miasta. Prowadziła do niego długa, wąska uliczka otoczona z dwóch stron domami i blokami. Gdy już dojechałyśmy na miejsce wolno zamknęłam drzwi podziwiając lotnisko. Co prawda nie byłam tu pierwszy raz, bo dość często przyjeżdżałam tu po mamę. Jednak teraz postanowiłam mu się bardziej przyjrzeć. Było ogromne, pokryte szkłem z wielkim napisem "Wrocław" . Wystawało z niego dość duże poddasze (Nie wiem jak to się nazywa xd ~autorka) Weszłam z mamą do środka po prawej znajdowała się tak zwana kasa, po lewej poczekalnia z małym placykiem zabaw i kawiarenką, a obok tego automat. Mama podeszła do kasy a ja podziwiałam wysokość lotniska. Gdy właśnie wylądował samolot. Podeszłam bliżej okna i leciutko dotknęłam je ręką:
- Jutro to ja będę tam siedzieć.- Powiedziałam sama do siebie i po woli wypuściłam powietrze. Zamknęłam oczy i mimowolnie się uśmiechnęłam, bała się że on nie będzie mnie pamiętał. Tak bardzo chciałam już wiedzieć na czym stoje.. Ale odpowiedz poznam dopiero jutro.
- Ejj nie rozmyślaj tak- powiedziała mama, podcodząc do mnie, jedną ręką objęła mnie w tali, a drugą złapała za rękę i mocno przycisnęła. Stałyśmy chwile w milczeniu, przyglądałyśmy się tylko ogromnemu samolotowi na którym było napisane LOS ANGELES. Chcąc, nie chcąc spuściłam wzrok na swoje buty, były zabłocone lecz dalej trzymały swój beżowy kolor. Odwróciłam się do mamy.
-Jedziemy?- Szepnęłam a mama tylko odwróciła się na pięcie, jednocześnie puszczając mnie z objęcia i ruszyła w stronę naszego malutkiego autka. Lekko acz kolwiek skutecznie szarpnęłam za klamke od drzwi i delkianie schylając się weszłam do auto, to samo zrobiła mama i już po chwili byłyśmy w drodze do domu. Musiałyśmy przejechać przez centrum Wrocławie, które w tych godzinach było oblężone przez ludzi. Mama zatrzymała się na pasach przeszło na oko 20 osobników. I nagle miałam przed oczami akcje jak ze spowolnionego filmu. Mama nacisnęła gaz i ostro ruszyła a w tym samym czasie na jezdnię wybiegła mała dziewczynka.. Nie miała szans na przeżycie. Wysusiłam tylko głośne
-STÓJ- Ale wtedy było już za późno. Usłyszałam tylko głośny pisk, a potem instynktownie chwyciłam się fotela bo samchów obkręcał się pare razy z powodu gwałtownego zahamowania. Gdy już stanął przy małej była grommadka osób. My z mamą też podbiegłyśmy. Łzy naleciały mi do oczu, a ktoś już dzwonił na pogotowie. Mama była strasznie roztrzęsiona cała się telepotała.
- Co ja zrobiłam? Zabiłam dziecko, nigdy sobie tego nie daruje.- Powiedziała, a ja pomomo tego że stała tam już policja, pogotowie i pare innych ludzi. Mocno, ale to najmocniej jak się da przytuliłam mame. Wiedziałam że teraz potrzebuje teo najbardziej. Jednak po krótkiej chwili podszedł do nas policjant.
-Witam tu aspirant Tomczyk (zbieżność nazwisk przypadkowa ~Autorka). Czy Pani była sprawcą wypadku?- Zapytał dość poważnym tonem pokazując plakietkę.
-Tak, to ja- Odpowiedziała mama. A ja włożyłam ręce do kieszeni bo było mi już trochę zimno .
-A to córka?- Nie kurde pra babcia- Ona też widziała wypadek?
-Tak, tez uczestniczyła jako pasażer.- Po co mówiłaś mamo przecież by się nie domyślił. Ahhh...
- Panią prosimy z nami, a córka dostanie termin na zeznania w najbliższym czasie.- Nie teraz serce zaczęło bić mi mocniej.
- A co mamie za to grozi? Pójdzie do więzienia? Kiedy ją wypuścicie?- Rzucałam pytaniami jak nakręcona ale to przez nadmiar emocji towarzyszący mi w tej chwili.
-Na razie nie mogę Pani odpowiedzieć na żadne z tych pytań- Powiedziała zabierając mamę. A ja zkryłam dłonia usta.
-Mogłabym zamienić tylko słowa z córką?- Zapytała mama
-Dobrze ma Pani minute- Powiedział odchodząc do swoich kolegów stojących przy radiowozie.
- Córciu więc tu masz klucze do domu, mój telefon, portfel i bilety. - Powiedziała i wyciągnęła z torebki jeszcze kartke i długopis.- Tu masz napisana zgode na to że zgadzam się na twój wylot do Los Angeles. Może nie zobaczymy go razem, ale ty zobaczysz. Musisz tylko zadzwonić i jutro rano zamienić jeden bilet na pieniądze. A potem za nie kupisz bilet powrotny. Wszystkie "papierki" na wyjazd znajdziesz w mojej szufladzie.Niestety ja musze już iść, będę się z toba kontaktować tamtą komórką z komendy. Pa córciu- Przytuliła mnie jak najmocniej umiała a ja ruszyłam w stronę przystanku autobusowego. Nadal byłam w lekkim szoku, oglądnęłam się za siebie... Nie widziałam już nic oprócz Panów cholujących nasz samochód. Łzy kapały mi na kurtkę i zostawiały po sobie wyraźne slady. Pierwszy przystanek znajdował się jakieś na oko 800m od miejsca wypadku. Gdy już tam doszłam spojrzałam na rozkład jazy. Pierwszy autobus miałam za 15 minut, czyli świetnie się składa, zdążę odsapnąć i poukładać sobie myśli. Pierwsze co zrobiłam to wysłałam smsa do mojej najlpeszej przyjaciółki
Do: Ad <3
Treść: Jak możesz wyjdz na przystanek za około 30 minut. To na prawde ważne.
Następnie spojrzałam w telefon mamy spis połączeń, przewinęłam troszeczkę w dół i zobaczyłam kontakt "Siostra Rossa", bez wahania lekko dosłownie opuszką palca dotknęłam zieloną słuchawke. Długo nie musiałam czekac po paru sygnałach usłyszałam miły kobiecy ale zarazem słodki głoski:
-Ohh dzień dobry właśnie miałam do Pani dzwonić.- Odezwała się a je wzięłam głęboki oddech i zaczęłam mówić.
- Witam, tu Nina już chyba o mnie wcześniej słyszałaś. Chciałabym Cię poimformować że jutro przylecę sama bo mojej mamie coś wpadło.-  Wszystko wypowiedziałam na jednym tchum
-Ahh dobrze jutro mi wszystko opowiesz. Właśnie szykuje dla Ciebie pokój. To co do zobaczenia. A i adres wysłałam wczoraj twojej mamie sms'em.
-Dzieki, do zobaczenia- Powiedziałam i rozłączyłam się. Udetchnęłam z ulga ponieważ trochę bałam się tej rozmowy, ale nie wiem dlaczego. Akurat podjechał autobud, wolnym krokiem udałam się do drzwi, zakupiłam bilet i usiadłam na miejscu. Ludzie szybko weszli i już za chwile jechaliśmy do mojej miejscowości. Miałam za oknem piękne widoki, w końcu jest jesień.. ale jakoś nie miałam ochoty zachwycania się nimi, miałam poważniejsze problemy. Jechaliśmy bardzo krótko. Albo po postu mi się tak wydawało. Na przystanku widziałam zniecierpliwioną Adę.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Rozdział krótki, ale wiecie sami Andrzejki, sprawdziany, lekcje i szkoła. Chyba sami wiecie ile to zajmuje czasu. Następny rozdział za tydzień. Pozdrawiam!!!!
 
 

KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ



piątek, 21 listopada 2014

20. Nic nie przychodzi łatwo..

**Oczami Rossa**

Doleciałem do LA i wszedłem do domu. Przy drzwiach stała Rydel:
-Znalazłeś Ninę?
- Co ? Jaką znowu Nine?
-No ta o której mówiłeś 24/7
- Co? m żadnej Niny nie znam... Daj mi spokój- powiedziałem i pobiegłem do swojego pokoju. Rozpakowałem rzecz, ruszyłem się wykąpać, po czym odpłynełem w kraine Morfeusza.  Rano jak zwykle ruszyłem do łazienki i wziąłem gorący prysznic po czym zszedłem na dół zjeść śniadanie. Zrobiłem sobie płatki z mlekiem, gdy zjadłem ubrałem dres i poszedłem pobiegać.. Najpierw truchtem ruszyłem do parku zajęło mi to około godziny ponieważ postanowiłem się nie śpieszyć, obiegłem cały park co również było czasochłonne z powodu jego długości. Około 14 rzuciłem się na sofe, jednocześnie włączając telewizor.  . Gdy spojrzałem na zegarek dochodziła 15; 30. Postanowiłem dowiedzieć się od Rydel o jaką Nine chodziło. Ja nie znam nikogo takiego.. A może po prostu nie pamiętam... Sam nie wiem... I raczej się nie dowiem...

**Oczami Niny**

Stałam przy półce z kwiatami, cały czas miałam dość szeroko otwartą buzię. Czy to Ross? Byłam na 100% pewna że to mój skarb, mój sens życia. Jednak bałam się podejść. On mnie nie zauważył.. Podjechałam koszykiem do kasy. Położyłam produkty, zapłaciłam i szybko wybiegłam z marketu. Udając się do domu. W połowie drogi zebrało mi się na szloch. Upuściłam pare pojedynczych kropel, ale dalej szłam przed siebie. Po drodze omijałam nasz ulubiony park, market do którego codziennie rano chodziliśmy po bułki, centrum handlowe w którym dość często się wygłupialiśmy, butik w którym Ross kupił mi bluzkę, kwiaciarnęe w której... DOŚĆ. Ross ma mnie gdzieś, czyli ja też powinnam go olać. Będzie dużo innych chłopaków, lepszych... Nina co ty bredzisz.. On był dla Ciebie ideałem.. Czy każdy chłopak do końca życia będzie kojarzył mi się z Rossem? W takim razie zostanę starą Panną. Bo nie wyobrażam sobie iść za rękę z chłopakiem któremu na mnie zależy i myśleć o Rossie... Jeszcze nigdy nie czułam się tak obojętnie...  Doszłam do domu. Położyłam na ziemi zakupy i udałam się na kanape do salonu. Siedziała tam mama, która w ostatnim czasie bardzo mi pomaga. Usiadłam koło niej. Dziwnie się na mnie spojrzała i próbowała cos powiedzieć ale ja jej przerwałam:
-Ja go widziałam..- Zaczęłam
-Kogo?-Zapytała mama a po wyrazie jej twarzy można było wywnioskować że jest zdziwiona.
-Rossa.. Mojego Rossa- Powiedziałam i jednocześnie schowałam głowę między nogi.
-Na pewno Ci się zdawało.- Szepnęła i wróciła do rozwiązywania krzyżówki.
-Ty też masz mnie za idiotkę? Nie wierzysz mi, ja to wiem. Ale mogłabyś chociaż poudawać że Cię to obchodzi!- Krzyknęłam, i wybiegłam w stronę swojego pokoju.
-Nina- Usłyszałam głośne wołanie, jednak nie miałam zamiaru wracać i kontynuować tej rozmowy. Postanowiłam poczytać książkę, może to mnie wyciszy i choć na chwile zapomnę o tej szarej rzeczywistości. Postanowiłam poczytać  "3 metry nad niebem". To właśnie ona przed poznaniem Rossa pomagała mi utrzymać się przy życiu. Zaczęłam  czytanie, "[...] nie wiem dlaczego, ale moje marzenia nigdy nie realizują się do końca." Jak najbardziej się z tym zgadzam! Dwoje ludzi którzy tworzą parę idelaną, ich kłótnie trwają mniej niż godzinę bo więcej nie potrafią milczeć. Ale wystarczy jedna osoba, jedna noc, jeden błąd, ułamek sekundy i tracimy nasz sens życia. Tracimy osobę która była naszym całym światem... Ahh czytam dalej  "Tamten nie może jej kochać tak jak on, nie może jej wielbić w taki sposób, nie jest w stanie dostrzec jej wdzięcznych ruchów ani tych szczególnych znaczków na jej twarzy. Jakby to tylko jemu było dane widzieć prawdziwy kolor jej oczu i poznawać smak jej pocałunków." Kolejne prawdziwe stwierdzenie. Prawdziwie kocha się tylko raz. Pierwsze zakochania są najbardziej trwałe ale w wielu przypadkach bez odwzajemnienia. Moje fascynujące czytanie przerwała mama, usiadłam na łóżku opierając się o ścianę i jednocześnie odwróciłam głowę w drugą stronę:
-Nina, przepraszam, że tak zareagowałam. Nie codziennie słysze takie rzeczy 
-A ja nie na co dzień mam widzę swojego Rossa w markecie.- Powiedziałam trochę ironicznie
- Ja przemyślałam sobie to. Skontaktowałam się z siostrą Rossa. Ma na imię Rydel i powiedziała mi że Ross Cię pamiętał aż do momentu w którym Cię zobaczył. Opowiedział swojej siostrze dokładnie to samo co ty opowiedziałaś mi. Mówił że bardzo Cię kocha i odnajdzie Cię. To właśnie dlatego widziałaś go w markecie. Przyleciał do Polski dla Ciebie. Tylko w momencie kiedy wasze spojrzenia się zetknęły on przestał Cię pamiętać- Wow byłam zaszokowana, ON MNIE ZNAŁ! ON MNIE PAMIĘTAŁ. Jednak jak na razie mogę mówić to tylko w czasie przeszłym.... mam jednak nadzieje że to się zmieni.
-Czy mogłabym się spotkać z Rydel?- Zapytałam
-Ona nie może do nas przylecieć bo niestety musi załatwić sprawy związane z zespołem. Ale jestem z nią w kontakcie i to chyba my polecimy do nich.- Odpowiedziała mama, byłam w szoku! Zobaczę moje słonko! Mojego kochanego Rossiego za którym tęsknie z sekundy na sekundę coraz bardziej. Mam nadzieje że plan wypali i już za parę dni o tej porze będę siedziała w samolocie do wiecznego szczęście...
 
 

**W tym samym czasie u Rossa**

-Hej Delly, co na obiad-?-Zapytałem zadowolony wchodząc do kuchni.
-Za chwile będzie kurczak- Odpowiedziała bez entuzjazmu
-Sis co się stało?- Powiedziałem podchodząc i obejmując ją jedną ręką.
-Ty i tak nic nie pamiętasz, więc po co mam Ci mówić?-  Powiedziała i delikatnie, ledwo widocznie zaszkliły jej się oczy
-Ejeje czy to co zapomniałem było aż tak ważne?
-Bardzo- Odpowiedziała wracając do garnków.
-Ahmm- Odpowiedziałem siadając przed telewizorem i włączając wiadomości. Nigdy ich nie oglądam ale nic lepszego nie leci w telewizji.
-OBIAD!- Krzyknęła głośno Rydel. A za chwile tylko było słuchać szybkie zbieganie po schodach. Po dosłownie 3 sekundach wszyscy siedzieli już przy stole. Tylko ja postanowiłem nie ruszać się ze swojego miejsca.
-Ross!!- Wrzasnęła moja sis
-Już, już- Odpowiedziałem, musiałem się ruszyć bo jak nie to bym zmywał. A do tego nie dopuszczę! Każdy błyskawicznie zjadł, byle by tylko uniknąć zmywania. Ludzie my mamy zmywarke. Ahh co za lenie pospolite. Najdłużej jadłem ja więc musiałem włożyć naczynia do zmywarki. Przecież to takie straszne! Po jakże ciężkej pracy poszedłem do swojego pokoju pograć na gitarze. Zagrałam sobie If I Can't Be Witch You potem (I Can't) Forget About You a na koniec Pass My By. Gdy skończyłem dochodziła godzina 17. Miałem zamiar iść się wykąpać ale była taka kolejka że "rezerwacje" miałem na 19;35, więc sobie odpuściłem. Przebrałem się próbowałem komponować piosenki, ale szybko zasnąłem. Obudziłem się o 5 jak Rydel darła się na Rockiego że budzi wszystkich po nocach, a tak właściwie to ona wszystkich obudziła, ale nie wnikam. Znając Delly gdybym coś powiedział musiałbym sprzątać dom cały tydzień,  robić śniadanie, obiad, kolacje, potem wyciągać naczynia ze zmywarki itd., itd.  Spojrzałem tylko na okno i ponownie odpłynełem w kraine Morfeusza...
 
 
 
 
 
 
 
Heej! :D Dodałam rozdział ;3 Reszte macie na grupie :D Także ten, do następnego! :D
 
 
Paaa misie <3
 
 



niedziela, 13 lipca 2014

19. Własna droga

**Oczami Niny**

Spakowałam się, lecz dalej byłam w szoku. Nie powiem o tym nikomu bo uznają mnie za idiotkę. Bardzo chciałabym żeby teraz Ross był przy mnie. No dobra Nina weź się w garść. Poszłam zjeść śniadanie i szybkim ruchem pomaszerowałam się wykąpać, mam rezerwacje biletu, wylatuje o 13, a jest hmmm 11. Czyli mam jeszcze jakąś godzinę na pomalowanie się, i ubranie. Musze się ruszać. Nałożyłam na twarz delikatny makijaż, ubrałam czarne leginsy, żółtą bluzkę na ramiączkach, która sięgała mi do połowy ud. i do tego szare vansy. Spięłam włosy w kłosa i rozpuściłam grzywkę. Wzięłam swoja walizkę i zeszłam na dół. Pożegnałam się z babcią, zamówiłam taksówkę i ruszyłam na lotnisko. Samolot nie spóźnił się, punktualnie o 13 wylecieliśmy do Miami. Podróż trwała równe 9h byłam padnięta, przez całą drogę nie zmrużyłam oka. Rozmyślałam nad cała ta sprawą. Na lotnisko przyjechała po mnie mama. Pojechałyśmy do domu, a ja poszłam do "swojego" pokoju. rozpakowałam się i od razu położyłam się spać. Znowu pojawiła się ciemność za chwile słyszałam tylko głos Rossa, jejku jak ja za nim tęskniłam. Lekko otworzyłam oczy i spojrzałam się w jego ciemne oczy,  zaczynajac rozmowę:
-Riker, Rydel moglibyście zostawić nas samych
- No dobrze- Odpowiedział blondyn, i szybkim krokiem ruszyli ku wyjściu z sali.
-Dlaczego to zrobiłaś?- Zapytał blondyn, łapiąc mnie za rękę. 
-Zdradziłeś mnie, Ross przemyśl sobie czy tak naprawdę chcesz ze mną być- Powiedziałam i jednocześnie wyrwałam rękę z pod jego ręki.
-Chcę, to była po prostu chwila słabości, coś czego strasznie żałuje. To przyjacielski pocałunek który akurat ty zobaczyłaś, mnie z ta dziewcyną nic nie łączy.- Powiedział, spuścił głowę iiiiiii.... obraz znowu się urwał, tym razem przeleciały mi jeszcze przed oczami smutne momenty naszego "związku".  Znowu zrobiło się czarno, obudziłam się cała spocona, wstałam z łóżka i poszłam wziąść zimny prysznic. Przy okazji ubrałam się i pomalowałam. Założyłam na siebie luźną niebieską bluzke a do tego szare leginsy, uwielbiam je! Do kompletu czarne conversy. Zeszłam na dół gdzie siedziała mama, pijąca kawe. Zrobiłam sobie kanapke z szynka i serem a nastepnie zrobiłam sobie kakao i usiadłam koło mamy., i zaczęłam rozmowe:
- Mama po tym co Ci teraz powiem nie uznasz mnie za idiotkę?
-Oczywiście że nie córeczko.
-No więc zaczne od początku, bo to co teraz jest przezyłam już.. nie wiem czy zrozuiesz, ale przeżyłam twój telefon, wylot do Miami, tylko troche inaczej, bo tam pomyliłam samoloty i poleciałam do Los Angeles. Tam zobaczyłam Josha, no wiesz tego co znim do podstawówki chodziłam. Zaproponował mi żebym przenocowała u jego kolegów, okazało się że mieszka u Lynchów, świetnie mnie ugościli, ale był jeden problem podobałam się Rossowi z którym nie jednokrotnie się całowałam ale i Rikerowi, któremu wyznałam miłość. Na poczatku nic się nie układało, ale potem było jak w bajce, jednak wróciliśmy do Polski i zaczęły się problemy, ja zostałam pobita, potem Ross, zmarła babcia, wy z tata się rozwiedliście, ja zaszłam w ciąże, i jeszcze Josh który pobił mnie i rossa zaczął chodzic tu do szkoły. Ja wyprowadziłam się do LA ze względu ciązy a Ross mnie zdradził,ja przecięłam sobie ręke i wylądowałam w szpitalu, nagle obraz się urwał zadzwonił telefon i odezwałaś się ty, za chwilę znowu usnęłam i sniła mi się jakby częśc dalsza że sa oni w szpitalu. Dzis sniła mi się moja dalsza rozmowa z Rossem. Mamo ja nie wiem co robić, ja chciałabym żeby on był teraz przy mnie. Chciałabym czuc jego ciepło które czuje w śnie- Powiedziałam i zaczęłam płakać.
-Ja nie wiem co powiedzieć. To trochę dziwne, i teraz pozostaje zagadka. Czy on widzi również Ciebie...


**W tym samym czasie u Rossa**

Poszłem na dół i zjadłem śniadanie, ubrałam sie i uczesałam swoje blond włosy. Wyszłem z łazienki i udałem sie do swojego pokoju. Nagle przyszła Rydel, usiadła koło mnie na łózku i zaczeła rozmowe:
-Ross o jakiej Ninie mówiłeś?- Zapytała kładac swoja lewa reke na mojej nodze.
-Rydel moze uznasz mnie za idiote ale to było tak (Ross zaczął opowiadac to co Nina swojej mamie- od autora). Ja po prostu boje się że ona nie istnieje, że nigdy jej nie poznam, nie pocałuje i nie wesprze. Również boje się że ona mnie nie zna. Chodź we snie była nasza wielka fanką...A i jeszcze dodam że moge sie z nia kontaktowac tylko przez sen.
-Ross, zatkało mnie, obiecuje że pomoge Ci ja odnaleźć, i nie spoczne póki nie będziesz szczęśliwy- Mówiąc to przytuliła mnie i zaczęła głaskac po plecach
-Dziekuje sis, jestes najlepsza- Powiedziałem i odwzajemniłem uścisk.
-Nie ma za co, ale teraz musze spadac ide na zakupy z Rockym.- Powiedziała podeekscytowana
-Jakim cudem onn..- Nie dała mi dokonczyć
-Ma się moc przekonywania- Powiedziała Rydel z lekkim usmieszkiem
-Tsaa jasne. Co mu zrobiłaś?- Zapytał
-Ganiałam go z patelnią nic wielkiego- Powiedziała i złośliwie zaczęła się śmiać wychodząc z mojego pokoju. Co ja będe robił? No dobra namówie Rylanda i ryuszymy na basen, musze jakos odreagować.
-Ryland jedziesz na basen?-Zapytałem
-Oczywiściee! 
-A może chcecie jechac z nami na zakupy?- Zapytała Rydel
-Po moim trupie- zekłem wychodząc z domu razem z młodszym bratem. Na basenie było bosko nie jednokrotnie wrzuciłem Rylanda do wody i przez to po godzinie wyrzucili nas z basenu. Zapomniałem o wszystkim, jednak na krótko. Juz po drodze o wszystkim sobie przypomniałem. Jednak nie dałem tego po sobie poznać. Jechalismy przez zatłoczone ulice Los Angeles, dochodziła 16 więc były ogromne korki. Dopiero po 18 udało nam się dotrzec na miejsce. Przyjechałem do domu i ruszyłem do pokoju w którym w moim śnie spała Nina. Położyłem się na łóżko i momentalnie usnąłem, ale już nie śniła mi się częśc dalsza tego tylko to jak całuje się z Niną. A jakiś głos w oddali mówi "Lec do Miami, ona Cie potrzebuje" i tak w kółko. Obudziłem się około 23 siadłem na łóżku i udałem się do swojego pokoju, otworzyłem laptopa i sprawdziłem najbliższy lot do Miami, był on o 7 rano. Spakowałem się w jedną maluteńka walizke i zszedłem na dół oznajmić rodzinie że jutro z rana wylatuje szukac Niny:
- Hej, jutro z rana wylatuje do Miami- oznajmiłem
-Synku po co Ci tam lecieć??- Zapytał tata
-Musze odnaleźdz swój ideał- Powiedziałem i ruszyłem na górę a rodzina tylko zmierzyła mnie wzrokiem. Jednak po chwili usłyszałem że ktoś bieganie na góre, odwróciłem się i zobaczyłem Rydel:
-Ross, chcesz może żebym leciała z tobą?- Zapytała
-Nie Ryd poradze sobie sam, ale dziekuje sis- Odpowiedziałem i przytuliłem ją. Na co ta odpowiedziała usmiechem i zeszła na dół. Ja poszłem do swojego pokoju i dokończyłem pakowanie, po czym usnąłem a co było najdziwniejsze we snie nie widziałem Niny.


**W tym samym czasie u Niny**

-Mamo, on na pewno mnie zna!!- Wykrzyczałam prawie na całą ulicę.
--Wiesz nie jestem tego taka pewna..- Powiedziała a mi zakręciła się łezka w oku. Czyli Ross tak na prawdę mnie nie zna? To tylko moja głupia wyobraźnia? Nie możliwe? Wybiegłam z domu, biegłam uliczkami LA, dobiegłam do parku, kocham go! To jedyne gdzie mogę się wyluzować i przemyśleć sobie wszystkie rzeczy. Usiadłam na ławce, nie usiedziałam długo, może z jakieś 15 minut. Droga do parku mi trochę zajęła, ponieważ dochodziła już 15, spacerkiem ruszyłam do domu, doszłam około 18 i byłam tak zmęczona że poszłam zjeść śniadanie i spać. We śnie nie widziałam Rossa. Obudziłam się o 5 poszłam się wykąpać i dalej spałam. Około 13 obudziły mnie huki dochodzące z salonu. Okazało się że mama niechcący zbiła wazon. Ubrałam się i ruszyłam w stronę marketu, przechodząc koło półek z kwiatami stało się coś dziwnego...


**W tym czasie u Rossa**

Lot dłużył mi się strasznie, wysiadłem z samolotu i ruszyłem w stronę marketu sam nie wiem czemu po prostu serce mnie tam pokierowało. Przy wejściu zobaczyłem dużo grupkę dziewczyn. Jednak nie było tam Niny, mojej Niny. Poszedłem dalej, najpierw zajrzałem na półkę ze słodyczami i wybrałem czekoladki dla Niny. Dalej kwiaty, poszedłem na półkę z kwiatami i zobaczyłem Ninę. Przed oczami zrobiło mi się czarno i nagle nic nie pamiętałem, Jakbym jej nie znał przeszyłem obok niej i nie zareagowałem. Wybrałem róże, czerwone róże. Poszedłem do kasy i zapłaciłem, tylko zapomniałem dla kogo to kupiłem. Nina wtedy wyleciała mi z pamięci.. Jakbym w ogóle jej nie znał. Zapłaciłem za kwiaty i wyszedłem z super marketu udając się na samolot do Los Angeles a pobyt w Miami potraktowałem jako pomyłkę. 

____________________________________________

Wybaczcie ale reszte błędów poprawie jak przyjadę z koncertów :D Pozdrawiam!

środa, 14 maja 2014

18. Rozstania i powroty...

Była to Nina leżąca na dywanie, a wokół niej peeeełno krwi. Nie mogłem tak bezczynnie, patrzeć. Szybko wybrałem numer, na pogotowie. Jezu oni wiecznie mają czas. Po 30 minutach dojechali i wzięli Ninę a ja zabrałem się z nimi zostawiając krótką karteczkę dla rodziny. Lekarze próbowali cos zrobić, ale to na nic. Chwile potem już siedziałem na korytarzu, w szpitalu. I co mogłem robić? Czekałem co powie lekarz. Postanowiłem zadzwonić do Rydel.

**Oczami Rydel**
Wbiegłam szybko do sali Rossa i zdenerwowana zaczęła się drzeć:
-Ross, gówniarzu! Co ty zrobiłes tej biednej Ninie- tu przerwał mi telefon.- Halo
-Rydel, Nina jest w szpitalu- Powiedział zdenerwowany Riker.
-Jak to? Co się stało?- Krzyknęłam
-Z tego co wiem przecieła sobie ręke żyletką! I pech chciał że trafiła pewnie na żyłę- Powiedział, juz troszkę spokojniej.
-Zaraz tam będę- Powiedziałam i rozłączyłam się. -Jestes z siebie dumny Ross?
-A co ja zrobiłem?- Zapytał, myslałam że mnie szlak trafi.
-Zdradziłeś Ninę z jakąś dziewczyną. A teraz przez Ciebie lezy w szpitalu i ma marne szanse na przeżycie!- Krzyknęłam na jednym wdechu.
-A co jej się stało?- Zapytał, i przerażony wstał z łózka.
-Przecieła sobie rękę żyletka natrafiając na żyłę.- Powiedziałam, juz troche spokojniej.
-Ale dlaczego?- Zapytał
-Bo ja zdradziłeś i sobie z tym nie radziła?- Powiedziałam jakby to było oczywiste
-Ja, ja jej nie zdradziłem- Wydukał, nie no wcale!
-Jak to nie! Całowałes się z jakaś blondyną!- Krzyknełam
-To był przyjacielski pocałunek!- Bronił się
-Mhm od kiedy przyjaciele się całują?
-A od dziś!-Krzyknął
-Jedziesz do Niny czy nie?!- Zapytałam
-Oczywiscie że tak!- Odpowiedział, widziałam że był wystraszony

**Oczami Niny
Obudziłam się, i widziałam ciemność, nie było światła! Nagle usłyszałam pukanie i stukanie. Otworzyłam oczy i to co zobaczyłam zwaliło mnie z nóg!!! Byłam u siebie w domu, w swoim pokoju. A przede mną stała babcia! To nie możliwe! Nie miałam siły nic mówić ale babcia zaczęła:
-Nina rusz się mama dzwoniła 2 razy a ty śpisz.- Powiedziała i wyszła z pokoju, zupełnie jakby nic nigdy się nie stało. Nagle zadzwonił mój telefon:
-Halo? Nina, jesteś?- Zapytała kobieta, wiedziałam że to mama
-Tak- Odpowiedziałam resztkami sił.
-Jutro wylatujesz do Miami. Cieszysz się?- Zapytała
-Tak, znaczy, oczywiście ale teraz.. ja muszę siebie coś przemyśleć. No narazie, powiedziałam i zaczęłam płakać. Jak to? Nie znam Rossa i całego R5? To był tylko sen, te wszystkie emocje i ciąża.. to było mało realne. Zaczęłam sobie wszystko przypominać, wszystko co stało się w ostatnich "miesiącach". Było zupełnie jak teraz. A może ten sen to była moja przyszłość? Niee, to mało realne. tak bardzo łudziłam się że to tylko głupi żart, ale nie wydawało się jakby ktoś chciał mnie wkręcić. Usiadłam na łóżko i połozyłam ręce na głowie. A do pokoju weszła babcia:
-Pakuj się! Jutro wylatujesz do Miami- Powiedziała i wyszła a ja na serio musiałam się spakować. Zajęło mi to 15 minut a potem zasnęłam. Śniła mi się jakby dalsza część obudziłam się w szpitalu, siedział nade mną Riker a za chwile wszedł Ross i Rydel. Nie odzywałam się, bo co to do cholery było? Przed chwilą siedziałam w domu a tu nagle leże w szpitalu? To chyba jakiś żart. Wszyscy siedzieli i nie odzywali się do siebie. Za chwile obraz jakby zgasł zrobiło się czarno i znowu obudziłam się u siebie w pokoju... Tu było dziwne, czyli ja przez sen kontaktowałam się Lynchami? Co ja jestem jakaś nie z tego świata? Czyli w normalnym prawdziwym życiu ich nie znam? Nagle coś we mnie pękło... zaczęłam płakać jak małe dziecko które nie dostało tego co chce. Super czyli teraz wszyscy będą uznawać mnie za jeszcze większa idiotke? No to się złożyło...






**Oczami Rossa**

Wszedłem  do pokoju Niny.. iiiiiiiiiii nagle wszystko się urwało cały obraz zgasł a ja obudziłem się w swoim łóżku ubrany jak w dzień w którym poznałem Ninę. Zszedłem na dół a tam siedziała cała moja rodzinka. Skrępowany i poirytowany zapytałem:
-Gdzie Nina?
-jaka Nina? Coś Ci się stało? Żadnej Niny tu nigdy nie było.- Powiedział Riker a mi zakręciła się łezka w oku. Czyli Nina tak na prawdę nie istnieje? Ale w sumie musi istniec czytałem kiedys na ten temat w internecie. Tak czy siak nie spoczne puki nie odnajde Niny, tej dziewczyny która we snie była moim ideałem.. 



________________________________________________________________





 Hej skarby :D Nie wiem czy ktos ze mna został bo trosze się nie odzywałam :( Ale stwierdziłam że ten blog to najlepszy jakim kiedykolwiek prowadziłam i czytaja go najlepsze osoby :D 


CZYTASZ? KOMENTUJESZ :D CHCE WIEDZIEĆ ILE OSOÓB ZE MNA ZOSTALO :D

środa, 7 maja 2014

17. Czarna godzina

No nie wiem, z Rikerem czuje się jak z Rossem. On pomaga mi zapominać te złe rzeczy, a cieszyć się tymi dobrymi. On zawsze mnie pociesza. Ale Ross... Jego i tak zawsze będę kochała najmocniej. Z niego brałam przykład. Chodź teraz nie wiem czy powinnam to robić. Te narkotyki...  nawet nie chcę myśleć jakie on będzie miał przez to problemy... Z moich rozmyśleń wyrwał mnie telefon:
-Tak, słucham?- Szepnęłam
-Witam, jest może Rossy?- Zapytała, była to dziewczyna o słodkim, miłym głosiku.
-Niestety nie, a mam coś przekazać?
-Tak, proszę powiedz mu ze jego dawna koleżanka wróciła- Szepnęła
-No spoko- Powiedziałam przeciągłym głosem
-Aaa tak w ogóle nie przedstawiłam się, jestem Selena, byłam przyjaciółka Rossa. A ty kim jesteś?- Zapytała.
-Mam na imię Nina, i jestem dziewczyną Rossa.- Powiedziałam
-To Ross ma dziewczynę?- Krzyknęła
-No tak
-A to drań, zerwie z tobą kotku prędzej czy później. Nareczka- Powiedziała, a ja stałam z otwartą buzia i nie wiedziałam o co chodzi. Stałam tak trzymając słuchawkę w ręku. Gdy nagle zorientowałam się że koło mnie stoi Riker.
-Nina ja...muszę Ci coś powiedzieć. - Szepnął -Ja od dawna, coś.. ale to się potwierdziło.. ja nie wiem, czy ty.. też- Wykrztusił
-Riker, przejedz do rzeczy!
-Emm bo ja się chyba w tobie zakochałem..- Szepnął
-No to się porobiło..- Odpowiedziałam
-Ale ja rozumiem że ty i Ross jesteście razem i że..- tu mu przerwałam
-Porobiło się, bo ty tez mi się podobasz- Powiedziałam, już troche bardziej zirytowana
-Jest- Szepnął pod nosem, ale ja to słyszałam
-Riker, to nie jest śmieszne. Ross leży w szpitalu, a ja zakochuje się w jego bracie. Do tego jestem z nim w ciąży..- Szepnęłam
-Nina, wcale nie musisz byc z Rossem. Możesz byc ze mną.- Powiedział
-Fajnie, a ja głupia myślałam że zrozumiesz. Riker, Ross jest ojcem mojego dziecka.- Krzyknęłam zła, pełna smutku i irytacji.
-Nina, ja rozumiem ale ja mógłbym wychowywać to dziecko- Powiedział, a ja momentalnie wybuchłam
-Riker! To dziecko jest Rossa! To on ma je wychowywać razem ze mną. Nie zostawię go teraz. Ty mi siępodobasz, a go kocham!- Krzyknęłam i wyszłam z domu. Skierowałam się w kierunku szpitala, miałam do niego jakąś godzinę drogi. Ale dla Rossa zrobię wszystko. Szłam uliczkami Los Angeles, jeździło tu bardzo dużo samochodów dlatego starałam się nie przechodzić co chwile na inna stronę. Po około 1,30h doszłam do szpitala i szybko skierowałam się do sali Rossa. Co zobaczyłam, totalnie mnie zatkało. Nie mogłam wydusić ani jednego słowa. Przy Rossie siedziała, jakaś mała drobna blondyneczka na oko może z 165cm. Siedziała, koło Rossa i głaskała go po głowie. Byli tak blisko, ich usta były od siebie zaledwie parę centymetrów, minimetrów... i pocałowali się. Ross potem spojrzał w stronę drzwi i zobaczył zapłakana mnie. Szybko wybiegłam ze szpitala i najszybciej wracałam do domu. Droga zajęła mi jakieś 30 minut. Ale bez przerwy biegłam. Weszłam do domu, rozebrałam się i pobiegłam na górę, momentalnie rzuciłam się na łóżku, cały czas miałam przed sobą obraz Rossa i tej dziewczyny. Nie to nie może być prawda. Znowu Ross okazał się podrywaczem, i.. słodkim, kochanym, romantycznym.. Nina co ty gadasz!Ten chłopak parę minut temu całował się z inną. Moje przemyślenia przerwała Rydel:
-Hej słonko- Szepneła
-Delly, Ross on..- Szepnełam łkając- Całował się z inna dziewczyną. Nie znam jej, była taka drobna o blond włosach i ślicznej figurze.
-Ja nie wiem co powiedzieć. Takiego czegoś się po nim nie spodziewałam
-Ja tez- Wykrztusiłam
-Jadę do niego- Powiedziała Rydel, i wybiegła z pokoju. A ja bez namysł. Powróciłam do dawnego sposobu radzenia sobie z takimi rzeczami. Wzięłam żyletkę i mocno przejechałam nią Sobie po ręce. jednak trafiłam w żyłę, i straciłam przytomność...

**Oczami Rossa**

Co ze mnie za dupek. Co prawda nie widziałem długo Seleny. No ale żeby całowac się z nią na oczach Niny. Kompletny ze mnie idiota. Ona teraz pewnie nie chce mnie znac, przeciez ona jest w ciąży. Nie no moja głupota nie zna granic. Musiałem się jej pozbyć, chce pobyć sam:
-Selena, mogłabyś przyjść jutro? Trochę źle się czuje.- Szepnąłem
-Jasne- Powiedziała i po krótkiej chwili wyszła, a ja miałem czas wszystko przemyśleć.

**Oczami Rydel**

Jejku, jak wstyd mi za mojego brata. Co on zrobił tej dziewczynie? Nie wieżę... Musze sobie z nim poważnie porozmawiać. On już za dużo sobie pozwala. najpierw wyzywa dziewczynę, potem z nią jest, potem robi jej dziecko, a teraz całuje inna na jej oczach. Niech się lepiej gówniarz boi!!!!

**Oczami Rikera**
Weszłam do pokoju Niny, i to co zobaczyłem totalnie zwaliło mnie z nóg, była to...


________________________________________________


Wiem że pewnie mnie zabijecie za końcówkę no ale :*** Napisałam rozdział, mimo że mam mega dużo nauki :( Następny, hmm może w Sobotę, albo niedziele. Ale to zależy czy pojadę na weekend do BFF :D Tak wiem że krótki, ale chciałam wam go dziś opublikować więc :D Za wszelkie błędy przepraszam

Komentujciee :***


niedziela, 4 maja 2014

16. Blizny przeszłośći

Zobaczyłam Rossa, tak wiem to nic dziwnego że widziałam Rossa. Ale był on na noszach a wokół niego pełno pielęgniarek, lekarzy itp. Nie wiedziałam co mam robić, stanęłam jak słup i patrzyłam się po kolei to na Rossa, to na jego rodziców, szybko jednak podbiegł do mnie Riker, wziął mnie za rękę i pobiegł ze mną na górę, po czym zaczął mi wszystko tłumaczyć:
-Nina, bo Ross...- Zaczął
-Co mu się stało?-Krzyknęłam i zaczęłam płakać
- Wiesz Ross nie powiedział Ci o jednym. O tym że kiedyś brał narkotyki, i zaczął znowu to robić. Jednak leczył się przez rok. Ale nałóg wrócił, zaczął mieć tak zwane problemy więc sięgał po narkotyki, nie miej mi za złe że Ci nie powiedziałem, ale dopiero teraz dowiedziałem się że znowu zaczął brać- Powiedział, spuszczając głowę, a ja nie wiedziałam co powiedzieć. Riker czule przejechał mi po ramieniu i wyszedł, zostałam sama. Ale dalej nie wiem dlaczego teraz wynoszą go na noszach. Wiem tylko że nie powiedział mi o swojej przeszłości. Ale, Ross Lynch i narkotyki. Jakim cudem on pracuje w wytwórni dla dzieci? Jak to możliwe że dostał role w tylu filmach? To jest po prostu nierealne. Pewnie fani nic nie wiedzą.. bo jak by się dowiedzieli to nie grał by juz w żadnym serialu. Czułam się źle, wiedziałam że nie mogę powiedzieć fanką. Ale postawiłam się na ich miejscu, ja też byłam jego fanką. To myślenie zajęło mi paręnaście dobrych minut, postanowiłam zejść na dół. Jednak widok jaki tam zobaczyłam zwalił mnie z nóg. Był to Ross na noszach, którego wynosili ratownicy. Zbiegłam na dół i zaczęłam biec za nimi. płacząc. Jednak Riker złapał mnie za rekę i przyciągnął mnie do siebie. Wtuliłam się w niego i zaczęłam płakać, po pewnym czasie wtuliła się w nas tez Delly. Nie mogłam w to uwierzyć. Po chwili Delly szepnęła "Jedziemy do szpitala" po czym pomaszerowaliśmy do samochodu. Jechaliśmy w milczeniu, Delly prowadziła. Jechał z nami jeszcze Riker, Ryland i Rocky, a Mark i Stormie pojechali innym samochodem. Po 15 minutach dojechaliśmy do szpitala,szybko wybiegłam z auta udając się do recepcji, Panie pokierowały mnie do sali nr. 7 weszłam lekko otwierając drzwi, zobaczyłam Rossa, miał cała zakrwawiona twarz, a ja dalej nie wiem dlaczego. Blondyn spał, usiadłam na krześle i złapałam go za rękę, a ten lekko otworzył oczy:
-Nina, ja Cię..- Wyszeptał
-Ciii, spokojnie- Powiedziałam i pocałowałam blondynka, a do pokoju weszła reszta. Rozmawialiśmy tylko parę minut, ponieważ Ross nie mógł się przemęczać, ale ja dalej nie wiem co mu się stało. Postanowiłam porozmawiać z Rikerem. Ale nie teraz. Dojechaliśmy do domu i wszyscy udali się do swoich pokoi, ja poszłam do Ross'a wtuliłam się w jego bluzkę i zaczęłam płakać, nagle do pokoju wpadł Rocky:
-Nina, wszystko okej?- Zapytał, siadając koło mnie.
-No właśnie nie, nie wiem nawet dlaczego teraz Ross jest w szpitalu.- Szepnęłam
-To ja Ci powiem. Ross jak już pewnie wiesz kiedyś ćpał, t5o było chwilowe, robił to tylko wtedy jak miał problemy. Nikt na to nie reagował bo był pełnoletni. A rodzice nic nie wiedzieli. Teraz jednak jak brał narkotyki, my jednak nie zauwazyliśmy, spadł ze schodów i mocno walnął się w głowe. Lekarze podejrzewają najgorsze- Wzdychnął
-Co podejrzewają?- Zapytałam, już cała zapłakana
-Że te narkotyki to trucizna, a upadek spowodował silny wstrząs mózgu.- Szepnął, a ja nie wiedziałam co robić. Zaczęłam płakać a Rocky mnie przytulił. Za chwile jednak się ogarnęłam. Wstałam i poszłam do kuchni coś zjeść, bo musiałam dbać o dziecko. Ale jak zobaczyłam jedzenie momentalnie odechciało mi się wszystkiego. Zobaczyłam przed telewizorem Rikera i szybko do niego podeszłam:
-No heej- Powiedział, gdy usiadłam koło niego.
-Siemka- Odpowiedziałam
-Jak się trzymasz, mała?
-Źle- Wyszeptałam
-Spokojnie, wszystko będzie dobrze- Powiedział i objął mnie. W jego objęciach czułam się jak z Rossem.
-Nic nie będzie już dobrze- Szepnęłam, i położyłam głowę na jego ramieniu. Nie odezwał się. Oglądaliśmy jakiś film aż do 23. Kompletnie nie pamiętam o czym on był. Byłam za bardzo przejęta Rossem żeby skupiać się na filmie. Zasnęłam w objęciach Rikera. A co jest najgorsze w mojej sytuacji... chyba się w nim zakochałam...


____________________________________________________

Wiem że rozdział krótki i wgl. ale zawody zajęły mi cały czas wolny, teraz jednak juz jest po zawodach i będę miała więcej czasu. Od 16 maja obiecuje wstawiać rozdziały codziennie.

Co do zawodów zajęłam 4 miejsce z notą 50,0 a najwyższa była 64,9 więc trochę mi zabrakło :D


Pozdrawiam :D