niedziela, 30 listopada 2014

21. Wpadki, chodzą po ludzich..

**Oczami Niny**

Dwa tygodnie później...
 
 
Właśnie wracam ze szkoły z Adą. Jak zwykle rozmawiamy tylko o jednym... ZAKUPY.  Ile ja bym oddała za to żeby teraz pospacerować sobie po sklepach. Jednak nie mogę bo na jutro mamy koszmarnie dużo nauki. Ahhh jeszcze tylko 2 lata tego cholernego liceum.. Tych wszystkich ludzi. A potem? Potem zacznę nowe życie, poznam nowych znajomych... Ahh. Z moich rozmyśleć wybiła mnie Ada:
-Czy to czasem nie twoja mama?- Zapytała spoglądając na kobiete siedzącą w granatowych autku. Tak to była moja mama.
- Ale co ona tu robi, miała wrócić dopiero za 2 miesiące- Szepnęłam, tak na prawdę sama do siebie , ponieważ Ada tego nie usłyszała. Doszłam do samochodu i otworzyłam drzwi.
-Hej córko- Powiedziała mama obejmując mnie jedną ręką.-  Ada odwieźdz Cię?
-Jeżeli by Pani mogła.- Powiedziała lekko zarumieniona wchodząc do auta.
-Nie ma najmniejszego problemu- Odpowiedziała z uśmiechem mama i już po chwili byłyśmy na drodze prowadzącej do domu mojej przyjaciółki. Po paru sekundach mama zatrzymała samochód.
-Dziękuje bardzo. Do zobaczenia Nina- Odpowiedziała i ruszyła w stronę swojego domu. Był on duży zaopatrzony w duży ogród, basen i malutki ganek. Ada miała piękne widoki na park, chodź nie mieszkała  w lesie. Od strony ulicy widać było różowo czarny balkon a na dole ogromne drzwi.  Po prostu było jak w bajce.
-Potem zadzwonię!- Krzyknęłam, gdy już miałyśmy odjeżdżać. Mam nadzieje że to usłyszała.- Powiesz mi o co chodzi?- Zaczęłam po paru minutach ciszy. Gdy mama zaczęła się kierować na Wrocław.- W ogóle dlaczego tak wcześnie wróciłaś?- Rzucałam pytaniami jak pokręcona.
-Zaraz Ci wszystko wytłumacze- Powiedziała, uważnie przyglądając się drodze- Skontaktowałam się z siostrą Rossa..- Serce zaczęło bić mi mocniej i powoli traciłam oddech- Powiedziała, że możemy wpadać kiedy chcemy. A z tego że mam niewykorzystany urlop wzięłam go teraz więc za godzine mamy odebrać bilety, po czym jutro o 5;30 wylatujemy do Los Angeles, dobrze się składa bo od zawsze marzyłam o zobaczeniu miasta aniołów , niby pracuje w Miami ale zawsze mnie tam ciągnęło. A teraz mam okazje pobyć tam przez ponad tydzień.- Mama zakończyła swoja wypowiedź a ja? W duchu cieszyłam się jak małe dziecko gdy zobaczy balonik, byłam po prostu zaszokowana, ponieważ nie codziennie słysze że zobaczę swoje słonko, ale i trochę zdenerwowana, zmartwiona i smutna bo do teraz wierzyłam że Ross mnie pamięta. A jutro może się to wszystko zmienić. -Co nie cieszysz się?- Zapytała mama, ponieważ moje rozmyślenia zajęły pare dobrych minut.
-Oczywiście że się cieszę- Odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem i wróciłam do przyglądania się karajobrazowi za oknem samochodu. Po policzku spłynęła mi łza, jedna ale bardzo duża i dość zauważalna. Rzecz jasna nie była to łza smutku, tylko szczęścia, radości i nadmiaru emocji. Mama jej na szczęście nie zauważyła, nie chciało mi się odpowiadać na zbędne pytania. Gdy znów spojrzałam za okno zobaczyłam wielką tabliczkę z napisem "Wrocław". Skierowałyśmy się na lotnisko, znajdowało się ono około 6 km od centrum miasta. Prowadziła do niego długa, wąska uliczka otoczona z dwóch stron domami i blokami. Gdy już dojechałyśmy na miejsce wolno zamknęłam drzwi podziwiając lotnisko. Co prawda nie byłam tu pierwszy raz, bo dość często przyjeżdżałam tu po mamę. Jednak teraz postanowiłam mu się bardziej przyjrzeć. Było ogromne, pokryte szkłem z wielkim napisem "Wrocław" . Wystawało z niego dość duże poddasze (Nie wiem jak to się nazywa xd ~autorka) Weszłam z mamą do środka po prawej znajdowała się tak zwana kasa, po lewej poczekalnia z małym placykiem zabaw i kawiarenką, a obok tego automat. Mama podeszła do kasy a ja podziwiałam wysokość lotniska. Gdy właśnie wylądował samolot. Podeszłam bliżej okna i leciutko dotknęłam je ręką:
- Jutro to ja będę tam siedzieć.- Powiedziałam sama do siebie i po woli wypuściłam powietrze. Zamknęłam oczy i mimowolnie się uśmiechnęłam, bała się że on nie będzie mnie pamiętał. Tak bardzo chciałam już wiedzieć na czym stoje.. Ale odpowiedz poznam dopiero jutro.
- Ejj nie rozmyślaj tak- powiedziała mama, podcodząc do mnie, jedną ręką objęła mnie w tali, a drugą złapała za rękę i mocno przycisnęła. Stałyśmy chwile w milczeniu, przyglądałyśmy się tylko ogromnemu samolotowi na którym było napisane LOS ANGELES. Chcąc, nie chcąc spuściłam wzrok na swoje buty, były zabłocone lecz dalej trzymały swój beżowy kolor. Odwróciłam się do mamy.
-Jedziemy?- Szepnęłam a mama tylko odwróciła się na pięcie, jednocześnie puszczając mnie z objęcia i ruszyła w stronę naszego malutkiego autka. Lekko acz kolwiek skutecznie szarpnęłam za klamke od drzwi i delkianie schylając się weszłam do auto, to samo zrobiła mama i już po chwili byłyśmy w drodze do domu. Musiałyśmy przejechać przez centrum Wrocławie, które w tych godzinach było oblężone przez ludzi. Mama zatrzymała się na pasach przeszło na oko 20 osobników. I nagle miałam przed oczami akcje jak ze spowolnionego filmu. Mama nacisnęła gaz i ostro ruszyła a w tym samym czasie na jezdnię wybiegła mała dziewczynka.. Nie miała szans na przeżycie. Wysusiłam tylko głośne
-STÓJ- Ale wtedy było już za późno. Usłyszałam tylko głośny pisk, a potem instynktownie chwyciłam się fotela bo samchów obkręcał się pare razy z powodu gwałtownego zahamowania. Gdy już stanął przy małej była grommadka osób. My z mamą też podbiegłyśmy. Łzy naleciały mi do oczu, a ktoś już dzwonił na pogotowie. Mama była strasznie roztrzęsiona cała się telepotała.
- Co ja zrobiłam? Zabiłam dziecko, nigdy sobie tego nie daruje.- Powiedziała, a ja pomomo tego że stała tam już policja, pogotowie i pare innych ludzi. Mocno, ale to najmocniej jak się da przytuliłam mame. Wiedziałam że teraz potrzebuje teo najbardziej. Jednak po krótkiej chwili podszedł do nas policjant.
-Witam tu aspirant Tomczyk (zbieżność nazwisk przypadkowa ~Autorka). Czy Pani była sprawcą wypadku?- Zapytał dość poważnym tonem pokazując plakietkę.
-Tak, to ja- Odpowiedziała mama. A ja włożyłam ręce do kieszeni bo było mi już trochę zimno .
-A to córka?- Nie kurde pra babcia- Ona też widziała wypadek?
-Tak, tez uczestniczyła jako pasażer.- Po co mówiłaś mamo przecież by się nie domyślił. Ahhh...
- Panią prosimy z nami, a córka dostanie termin na zeznania w najbliższym czasie.- Nie teraz serce zaczęło bić mi mocniej.
- A co mamie za to grozi? Pójdzie do więzienia? Kiedy ją wypuścicie?- Rzucałam pytaniami jak nakręcona ale to przez nadmiar emocji towarzyszący mi w tej chwili.
-Na razie nie mogę Pani odpowiedzieć na żadne z tych pytań- Powiedziała zabierając mamę. A ja zkryłam dłonia usta.
-Mogłabym zamienić tylko słowa z córką?- Zapytała mama
-Dobrze ma Pani minute- Powiedział odchodząc do swoich kolegów stojących przy radiowozie.
- Córciu więc tu masz klucze do domu, mój telefon, portfel i bilety. - Powiedziała i wyciągnęła z torebki jeszcze kartke i długopis.- Tu masz napisana zgode na to że zgadzam się na twój wylot do Los Angeles. Może nie zobaczymy go razem, ale ty zobaczysz. Musisz tylko zadzwonić i jutro rano zamienić jeden bilet na pieniądze. A potem za nie kupisz bilet powrotny. Wszystkie "papierki" na wyjazd znajdziesz w mojej szufladzie.Niestety ja musze już iść, będę się z toba kontaktować tamtą komórką z komendy. Pa córciu- Przytuliła mnie jak najmocniej umiała a ja ruszyłam w stronę przystanku autobusowego. Nadal byłam w lekkim szoku, oglądnęłam się za siebie... Nie widziałam już nic oprócz Panów cholujących nasz samochód. Łzy kapały mi na kurtkę i zostawiały po sobie wyraźne slady. Pierwszy przystanek znajdował się jakieś na oko 800m od miejsca wypadku. Gdy już tam doszłam spojrzałam na rozkład jazy. Pierwszy autobus miałam za 15 minut, czyli świetnie się składa, zdążę odsapnąć i poukładać sobie myśli. Pierwsze co zrobiłam to wysłałam smsa do mojej najlpeszej przyjaciółki
Do: Ad <3
Treść: Jak możesz wyjdz na przystanek za około 30 minut. To na prawde ważne.
Następnie spojrzałam w telefon mamy spis połączeń, przewinęłam troszeczkę w dół i zobaczyłam kontakt "Siostra Rossa", bez wahania lekko dosłownie opuszką palca dotknęłam zieloną słuchawke. Długo nie musiałam czekac po paru sygnałach usłyszałam miły kobiecy ale zarazem słodki głoski:
-Ohh dzień dobry właśnie miałam do Pani dzwonić.- Odezwała się a je wzięłam głęboki oddech i zaczęłam mówić.
- Witam, tu Nina już chyba o mnie wcześniej słyszałaś. Chciałabym Cię poimformować że jutro przylecę sama bo mojej mamie coś wpadło.-  Wszystko wypowiedziałam na jednym tchum
-Ahh dobrze jutro mi wszystko opowiesz. Właśnie szykuje dla Ciebie pokój. To co do zobaczenia. A i adres wysłałam wczoraj twojej mamie sms'em.
-Dzieki, do zobaczenia- Powiedziałam i rozłączyłam się. Udetchnęłam z ulga ponieważ trochę bałam się tej rozmowy, ale nie wiem dlaczego. Akurat podjechał autobud, wolnym krokiem udałam się do drzwi, zakupiłam bilet i usiadłam na miejscu. Ludzie szybko weszli i już za chwile jechaliśmy do mojej miejscowości. Miałam za oknem piękne widoki, w końcu jest jesień.. ale jakoś nie miałam ochoty zachwycania się nimi, miałam poważniejsze problemy. Jechaliśmy bardzo krótko. Albo po postu mi się tak wydawało. Na przystanku widziałam zniecierpliwioną Adę.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Rozdział krótki, ale wiecie sami Andrzejki, sprawdziany, lekcje i szkoła. Chyba sami wiecie ile to zajmuje czasu. Następny rozdział za tydzień. Pozdrawiam!!!!
 
 

KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ



piątek, 21 listopada 2014

20. Nic nie przychodzi łatwo..

**Oczami Rossa**

Doleciałem do LA i wszedłem do domu. Przy drzwiach stała Rydel:
-Znalazłeś Ninę?
- Co ? Jaką znowu Nine?
-No ta o której mówiłeś 24/7
- Co? m żadnej Niny nie znam... Daj mi spokój- powiedziałem i pobiegłem do swojego pokoju. Rozpakowałem rzecz, ruszyłem się wykąpać, po czym odpłynełem w kraine Morfeusza.  Rano jak zwykle ruszyłem do łazienki i wziąłem gorący prysznic po czym zszedłem na dół zjeść śniadanie. Zrobiłem sobie płatki z mlekiem, gdy zjadłem ubrałem dres i poszedłem pobiegać.. Najpierw truchtem ruszyłem do parku zajęło mi to około godziny ponieważ postanowiłem się nie śpieszyć, obiegłem cały park co również było czasochłonne z powodu jego długości. Około 14 rzuciłem się na sofe, jednocześnie włączając telewizor.  . Gdy spojrzałem na zegarek dochodziła 15; 30. Postanowiłem dowiedzieć się od Rydel o jaką Nine chodziło. Ja nie znam nikogo takiego.. A może po prostu nie pamiętam... Sam nie wiem... I raczej się nie dowiem...

**Oczami Niny**

Stałam przy półce z kwiatami, cały czas miałam dość szeroko otwartą buzię. Czy to Ross? Byłam na 100% pewna że to mój skarb, mój sens życia. Jednak bałam się podejść. On mnie nie zauważył.. Podjechałam koszykiem do kasy. Położyłam produkty, zapłaciłam i szybko wybiegłam z marketu. Udając się do domu. W połowie drogi zebrało mi się na szloch. Upuściłam pare pojedynczych kropel, ale dalej szłam przed siebie. Po drodze omijałam nasz ulubiony park, market do którego codziennie rano chodziliśmy po bułki, centrum handlowe w którym dość często się wygłupialiśmy, butik w którym Ross kupił mi bluzkę, kwiaciarnęe w której... DOŚĆ. Ross ma mnie gdzieś, czyli ja też powinnam go olać. Będzie dużo innych chłopaków, lepszych... Nina co ty bredzisz.. On był dla Ciebie ideałem.. Czy każdy chłopak do końca życia będzie kojarzył mi się z Rossem? W takim razie zostanę starą Panną. Bo nie wyobrażam sobie iść za rękę z chłopakiem któremu na mnie zależy i myśleć o Rossie... Jeszcze nigdy nie czułam się tak obojętnie...  Doszłam do domu. Położyłam na ziemi zakupy i udałam się na kanape do salonu. Siedziała tam mama, która w ostatnim czasie bardzo mi pomaga. Usiadłam koło niej. Dziwnie się na mnie spojrzała i próbowała cos powiedzieć ale ja jej przerwałam:
-Ja go widziałam..- Zaczęłam
-Kogo?-Zapytała mama a po wyrazie jej twarzy można było wywnioskować że jest zdziwiona.
-Rossa.. Mojego Rossa- Powiedziałam i jednocześnie schowałam głowę między nogi.
-Na pewno Ci się zdawało.- Szepnęła i wróciła do rozwiązywania krzyżówki.
-Ty też masz mnie za idiotkę? Nie wierzysz mi, ja to wiem. Ale mogłabyś chociaż poudawać że Cię to obchodzi!- Krzyknęłam, i wybiegłam w stronę swojego pokoju.
-Nina- Usłyszałam głośne wołanie, jednak nie miałam zamiaru wracać i kontynuować tej rozmowy. Postanowiłam poczytać książkę, może to mnie wyciszy i choć na chwile zapomnę o tej szarej rzeczywistości. Postanowiłam poczytać  "3 metry nad niebem". To właśnie ona przed poznaniem Rossa pomagała mi utrzymać się przy życiu. Zaczęłam  czytanie, "[...] nie wiem dlaczego, ale moje marzenia nigdy nie realizują się do końca." Jak najbardziej się z tym zgadzam! Dwoje ludzi którzy tworzą parę idelaną, ich kłótnie trwają mniej niż godzinę bo więcej nie potrafią milczeć. Ale wystarczy jedna osoba, jedna noc, jeden błąd, ułamek sekundy i tracimy nasz sens życia. Tracimy osobę która była naszym całym światem... Ahh czytam dalej  "Tamten nie może jej kochać tak jak on, nie może jej wielbić w taki sposób, nie jest w stanie dostrzec jej wdzięcznych ruchów ani tych szczególnych znaczków na jej twarzy. Jakby to tylko jemu było dane widzieć prawdziwy kolor jej oczu i poznawać smak jej pocałunków." Kolejne prawdziwe stwierdzenie. Prawdziwie kocha się tylko raz. Pierwsze zakochania są najbardziej trwałe ale w wielu przypadkach bez odwzajemnienia. Moje fascynujące czytanie przerwała mama, usiadłam na łóżku opierając się o ścianę i jednocześnie odwróciłam głowę w drugą stronę:
-Nina, przepraszam, że tak zareagowałam. Nie codziennie słysze takie rzeczy 
-A ja nie na co dzień mam widzę swojego Rossa w markecie.- Powiedziałam trochę ironicznie
- Ja przemyślałam sobie to. Skontaktowałam się z siostrą Rossa. Ma na imię Rydel i powiedziała mi że Ross Cię pamiętał aż do momentu w którym Cię zobaczył. Opowiedział swojej siostrze dokładnie to samo co ty opowiedziałaś mi. Mówił że bardzo Cię kocha i odnajdzie Cię. To właśnie dlatego widziałaś go w markecie. Przyleciał do Polski dla Ciebie. Tylko w momencie kiedy wasze spojrzenia się zetknęły on przestał Cię pamiętać- Wow byłam zaszokowana, ON MNIE ZNAŁ! ON MNIE PAMIĘTAŁ. Jednak jak na razie mogę mówić to tylko w czasie przeszłym.... mam jednak nadzieje że to się zmieni.
-Czy mogłabym się spotkać z Rydel?- Zapytałam
-Ona nie może do nas przylecieć bo niestety musi załatwić sprawy związane z zespołem. Ale jestem z nią w kontakcie i to chyba my polecimy do nich.- Odpowiedziała mama, byłam w szoku! Zobaczę moje słonko! Mojego kochanego Rossiego za którym tęsknie z sekundy na sekundę coraz bardziej. Mam nadzieje że plan wypali i już za parę dni o tej porze będę siedziała w samolocie do wiecznego szczęście...
 
 

**W tym samym czasie u Rossa**

-Hej Delly, co na obiad-?-Zapytałem zadowolony wchodząc do kuchni.
-Za chwile będzie kurczak- Odpowiedziała bez entuzjazmu
-Sis co się stało?- Powiedziałem podchodząc i obejmując ją jedną ręką.
-Ty i tak nic nie pamiętasz, więc po co mam Ci mówić?-  Powiedziała i delikatnie, ledwo widocznie zaszkliły jej się oczy
-Ejeje czy to co zapomniałem było aż tak ważne?
-Bardzo- Odpowiedziała wracając do garnków.
-Ahmm- Odpowiedziałem siadając przed telewizorem i włączając wiadomości. Nigdy ich nie oglądam ale nic lepszego nie leci w telewizji.
-OBIAD!- Krzyknęła głośno Rydel. A za chwile tylko było słuchać szybkie zbieganie po schodach. Po dosłownie 3 sekundach wszyscy siedzieli już przy stole. Tylko ja postanowiłem nie ruszać się ze swojego miejsca.
-Ross!!- Wrzasnęła moja sis
-Już, już- Odpowiedziałem, musiałem się ruszyć bo jak nie to bym zmywał. A do tego nie dopuszczę! Każdy błyskawicznie zjadł, byle by tylko uniknąć zmywania. Ludzie my mamy zmywarke. Ahh co za lenie pospolite. Najdłużej jadłem ja więc musiałem włożyć naczynia do zmywarki. Przecież to takie straszne! Po jakże ciężkej pracy poszedłem do swojego pokoju pograć na gitarze. Zagrałam sobie If I Can't Be Witch You potem (I Can't) Forget About You a na koniec Pass My By. Gdy skończyłem dochodziła godzina 17. Miałem zamiar iść się wykąpać ale była taka kolejka że "rezerwacje" miałem na 19;35, więc sobie odpuściłem. Przebrałem się próbowałem komponować piosenki, ale szybko zasnąłem. Obudziłem się o 5 jak Rydel darła się na Rockiego że budzi wszystkich po nocach, a tak właściwie to ona wszystkich obudziła, ale nie wnikam. Znając Delly gdybym coś powiedział musiałbym sprzątać dom cały tydzień,  robić śniadanie, obiad, kolacje, potem wyciągać naczynia ze zmywarki itd., itd.  Spojrzałem tylko na okno i ponownie odpłynełem w kraine Morfeusza...
 
 
 
 
 
 
 
Heej! :D Dodałam rozdział ;3 Reszte macie na grupie :D Także ten, do następnego! :D
 
 
Paaa misie <3
 
 



niedziela, 13 lipca 2014

19. Własna droga

**Oczami Niny**

Spakowałam się, lecz dalej byłam w szoku. Nie powiem o tym nikomu bo uznają mnie za idiotkę. Bardzo chciałabym żeby teraz Ross był przy mnie. No dobra Nina weź się w garść. Poszłam zjeść śniadanie i szybkim ruchem pomaszerowałam się wykąpać, mam rezerwacje biletu, wylatuje o 13, a jest hmmm 11. Czyli mam jeszcze jakąś godzinę na pomalowanie się, i ubranie. Musze się ruszać. Nałożyłam na twarz delikatny makijaż, ubrałam czarne leginsy, żółtą bluzkę na ramiączkach, która sięgała mi do połowy ud. i do tego szare vansy. Spięłam włosy w kłosa i rozpuściłam grzywkę. Wzięłam swoja walizkę i zeszłam na dół. Pożegnałam się z babcią, zamówiłam taksówkę i ruszyłam na lotnisko. Samolot nie spóźnił się, punktualnie o 13 wylecieliśmy do Miami. Podróż trwała równe 9h byłam padnięta, przez całą drogę nie zmrużyłam oka. Rozmyślałam nad cała ta sprawą. Na lotnisko przyjechała po mnie mama. Pojechałyśmy do domu, a ja poszłam do "swojego" pokoju. rozpakowałam się i od razu położyłam się spać. Znowu pojawiła się ciemność za chwile słyszałam tylko głos Rossa, jejku jak ja za nim tęskniłam. Lekko otworzyłam oczy i spojrzałam się w jego ciemne oczy,  zaczynajac rozmowę:
-Riker, Rydel moglibyście zostawić nas samych
- No dobrze- Odpowiedział blondyn, i szybkim krokiem ruszyli ku wyjściu z sali.
-Dlaczego to zrobiłaś?- Zapytał blondyn, łapiąc mnie za rękę. 
-Zdradziłeś mnie, Ross przemyśl sobie czy tak naprawdę chcesz ze mną być- Powiedziałam i jednocześnie wyrwałam rękę z pod jego ręki.
-Chcę, to była po prostu chwila słabości, coś czego strasznie żałuje. To przyjacielski pocałunek który akurat ty zobaczyłaś, mnie z ta dziewcyną nic nie łączy.- Powiedział, spuścił głowę iiiiiii.... obraz znowu się urwał, tym razem przeleciały mi jeszcze przed oczami smutne momenty naszego "związku".  Znowu zrobiło się czarno, obudziłam się cała spocona, wstałam z łóżka i poszłam wziąść zimny prysznic. Przy okazji ubrałam się i pomalowałam. Założyłam na siebie luźną niebieską bluzke a do tego szare leginsy, uwielbiam je! Do kompletu czarne conversy. Zeszłam na dół gdzie siedziała mama, pijąca kawe. Zrobiłam sobie kanapke z szynka i serem a nastepnie zrobiłam sobie kakao i usiadłam koło mamy., i zaczęłam rozmowe:
- Mama po tym co Ci teraz powiem nie uznasz mnie za idiotkę?
-Oczywiście że nie córeczko.
-No więc zaczne od początku, bo to co teraz jest przezyłam już.. nie wiem czy zrozuiesz, ale przeżyłam twój telefon, wylot do Miami, tylko troche inaczej, bo tam pomyliłam samoloty i poleciałam do Los Angeles. Tam zobaczyłam Josha, no wiesz tego co znim do podstawówki chodziłam. Zaproponował mi żebym przenocowała u jego kolegów, okazało się że mieszka u Lynchów, świetnie mnie ugościli, ale był jeden problem podobałam się Rossowi z którym nie jednokrotnie się całowałam ale i Rikerowi, któremu wyznałam miłość. Na poczatku nic się nie układało, ale potem było jak w bajce, jednak wróciliśmy do Polski i zaczęły się problemy, ja zostałam pobita, potem Ross, zmarła babcia, wy z tata się rozwiedliście, ja zaszłam w ciąże, i jeszcze Josh który pobił mnie i rossa zaczął chodzic tu do szkoły. Ja wyprowadziłam się do LA ze względu ciązy a Ross mnie zdradził,ja przecięłam sobie ręke i wylądowałam w szpitalu, nagle obraz się urwał zadzwonił telefon i odezwałaś się ty, za chwilę znowu usnęłam i sniła mi się jakby częśc dalsza że sa oni w szpitalu. Dzis sniła mi się moja dalsza rozmowa z Rossem. Mamo ja nie wiem co robić, ja chciałabym żeby on był teraz przy mnie. Chciałabym czuc jego ciepło które czuje w śnie- Powiedziałam i zaczęłam płakać.
-Ja nie wiem co powiedzieć. To trochę dziwne, i teraz pozostaje zagadka. Czy on widzi również Ciebie...


**W tym samym czasie u Rossa**

Poszłem na dół i zjadłem śniadanie, ubrałam sie i uczesałam swoje blond włosy. Wyszłem z łazienki i udałem sie do swojego pokoju. Nagle przyszła Rydel, usiadła koło mnie na łózku i zaczeła rozmowe:
-Ross o jakiej Ninie mówiłeś?- Zapytała kładac swoja lewa reke na mojej nodze.
-Rydel moze uznasz mnie za idiote ale to było tak (Ross zaczął opowiadac to co Nina swojej mamie- od autora). Ja po prostu boje się że ona nie istnieje, że nigdy jej nie poznam, nie pocałuje i nie wesprze. Również boje się że ona mnie nie zna. Chodź we snie była nasza wielka fanką...A i jeszcze dodam że moge sie z nia kontaktowac tylko przez sen.
-Ross, zatkało mnie, obiecuje że pomoge Ci ja odnaleźć, i nie spoczne póki nie będziesz szczęśliwy- Mówiąc to przytuliła mnie i zaczęła głaskac po plecach
-Dziekuje sis, jestes najlepsza- Powiedziałem i odwzajemniłem uścisk.
-Nie ma za co, ale teraz musze spadac ide na zakupy z Rockym.- Powiedziała podeekscytowana
-Jakim cudem onn..- Nie dała mi dokonczyć
-Ma się moc przekonywania- Powiedziała Rydel z lekkim usmieszkiem
-Tsaa jasne. Co mu zrobiłaś?- Zapytał
-Ganiałam go z patelnią nic wielkiego- Powiedziała i złośliwie zaczęła się śmiać wychodząc z mojego pokoju. Co ja będe robił? No dobra namówie Rylanda i ryuszymy na basen, musze jakos odreagować.
-Ryland jedziesz na basen?-Zapytałem
-Oczywiściee! 
-A może chcecie jechac z nami na zakupy?- Zapytała Rydel
-Po moim trupie- zekłem wychodząc z domu razem z młodszym bratem. Na basenie było bosko nie jednokrotnie wrzuciłem Rylanda do wody i przez to po godzinie wyrzucili nas z basenu. Zapomniałem o wszystkim, jednak na krótko. Juz po drodze o wszystkim sobie przypomniałem. Jednak nie dałem tego po sobie poznać. Jechalismy przez zatłoczone ulice Los Angeles, dochodziła 16 więc były ogromne korki. Dopiero po 18 udało nam się dotrzec na miejsce. Przyjechałem do domu i ruszyłem do pokoju w którym w moim śnie spała Nina. Położyłem się na łóżko i momentalnie usnąłem, ale już nie śniła mi się częśc dalsza tego tylko to jak całuje się z Niną. A jakiś głos w oddali mówi "Lec do Miami, ona Cie potrzebuje" i tak w kółko. Obudziłem się około 23 siadłem na łóżku i udałem się do swojego pokoju, otworzyłem laptopa i sprawdziłem najbliższy lot do Miami, był on o 7 rano. Spakowałem się w jedną maluteńka walizke i zszedłem na dół oznajmić rodzinie że jutro z rana wylatuje szukac Niny:
- Hej, jutro z rana wylatuje do Miami- oznajmiłem
-Synku po co Ci tam lecieć??- Zapytał tata
-Musze odnaleźdz swój ideał- Powiedziałem i ruszyłem na górę a rodzina tylko zmierzyła mnie wzrokiem. Jednak po chwili usłyszałem że ktoś bieganie na góre, odwróciłem się i zobaczyłem Rydel:
-Ross, chcesz może żebym leciała z tobą?- Zapytała
-Nie Ryd poradze sobie sam, ale dziekuje sis- Odpowiedziałem i przytuliłem ją. Na co ta odpowiedziała usmiechem i zeszła na dół. Ja poszłem do swojego pokoju i dokończyłem pakowanie, po czym usnąłem a co było najdziwniejsze we snie nie widziałem Niny.


**W tym samym czasie u Niny**

-Mamo, on na pewno mnie zna!!- Wykrzyczałam prawie na całą ulicę.
--Wiesz nie jestem tego taka pewna..- Powiedziała a mi zakręciła się łezka w oku. Czyli Ross tak na prawdę mnie nie zna? To tylko moja głupia wyobraźnia? Nie możliwe? Wybiegłam z domu, biegłam uliczkami LA, dobiegłam do parku, kocham go! To jedyne gdzie mogę się wyluzować i przemyśleć sobie wszystkie rzeczy. Usiadłam na ławce, nie usiedziałam długo, może z jakieś 15 minut. Droga do parku mi trochę zajęła, ponieważ dochodziła już 15, spacerkiem ruszyłam do domu, doszłam około 18 i byłam tak zmęczona że poszłam zjeść śniadanie i spać. We śnie nie widziałam Rossa. Obudziłam się o 5 poszłam się wykąpać i dalej spałam. Około 13 obudziły mnie huki dochodzące z salonu. Okazało się że mama niechcący zbiła wazon. Ubrałam się i ruszyłam w stronę marketu, przechodząc koło półek z kwiatami stało się coś dziwnego...


**W tym czasie u Rossa**

Lot dłużył mi się strasznie, wysiadłem z samolotu i ruszyłem w stronę marketu sam nie wiem czemu po prostu serce mnie tam pokierowało. Przy wejściu zobaczyłem dużo grupkę dziewczyn. Jednak nie było tam Niny, mojej Niny. Poszedłem dalej, najpierw zajrzałem na półkę ze słodyczami i wybrałem czekoladki dla Niny. Dalej kwiaty, poszedłem na półkę z kwiatami i zobaczyłem Ninę. Przed oczami zrobiło mi się czarno i nagle nic nie pamiętałem, Jakbym jej nie znał przeszyłem obok niej i nie zareagowałem. Wybrałem róże, czerwone róże. Poszedłem do kasy i zapłaciłem, tylko zapomniałem dla kogo to kupiłem. Nina wtedy wyleciała mi z pamięci.. Jakbym w ogóle jej nie znał. Zapłaciłem za kwiaty i wyszedłem z super marketu udając się na samolot do Los Angeles a pobyt w Miami potraktowałem jako pomyłkę. 

____________________________________________

Wybaczcie ale reszte błędów poprawie jak przyjadę z koncertów :D Pozdrawiam!

środa, 14 maja 2014

18. Rozstania i powroty...

Była to Nina leżąca na dywanie, a wokół niej peeeełno krwi. Nie mogłem tak bezczynnie, patrzeć. Szybko wybrałem numer, na pogotowie. Jezu oni wiecznie mają czas. Po 30 minutach dojechali i wzięli Ninę a ja zabrałem się z nimi zostawiając krótką karteczkę dla rodziny. Lekarze próbowali cos zrobić, ale to na nic. Chwile potem już siedziałem na korytarzu, w szpitalu. I co mogłem robić? Czekałem co powie lekarz. Postanowiłem zadzwonić do Rydel.

**Oczami Rydel**
Wbiegłam szybko do sali Rossa i zdenerwowana zaczęła się drzeć:
-Ross, gówniarzu! Co ty zrobiłes tej biednej Ninie- tu przerwał mi telefon.- Halo
-Rydel, Nina jest w szpitalu- Powiedział zdenerwowany Riker.
-Jak to? Co się stało?- Krzyknęłam
-Z tego co wiem przecieła sobie ręke żyletką! I pech chciał że trafiła pewnie na żyłę- Powiedział, juz troszkę spokojniej.
-Zaraz tam będę- Powiedziałam i rozłączyłam się. -Jestes z siebie dumny Ross?
-A co ja zrobiłem?- Zapytał, myslałam że mnie szlak trafi.
-Zdradziłeś Ninę z jakąś dziewczyną. A teraz przez Ciebie lezy w szpitalu i ma marne szanse na przeżycie!- Krzyknęłam na jednym wdechu.
-A co jej się stało?- Zapytał, i przerażony wstał z łózka.
-Przecieła sobie rękę żyletka natrafiając na żyłę.- Powiedziałam, juz troche spokojniej.
-Ale dlaczego?- Zapytał
-Bo ja zdradziłeś i sobie z tym nie radziła?- Powiedziałam jakby to było oczywiste
-Ja, ja jej nie zdradziłem- Wydukał, nie no wcale!
-Jak to nie! Całowałes się z jakaś blondyną!- Krzyknełam
-To był przyjacielski pocałunek!- Bronił się
-Mhm od kiedy przyjaciele się całują?
-A od dziś!-Krzyknął
-Jedziesz do Niny czy nie?!- Zapytałam
-Oczywiscie że tak!- Odpowiedział, widziałam że był wystraszony

**Oczami Niny
Obudziłam się, i widziałam ciemność, nie było światła! Nagle usłyszałam pukanie i stukanie. Otworzyłam oczy i to co zobaczyłam zwaliło mnie z nóg!!! Byłam u siebie w domu, w swoim pokoju. A przede mną stała babcia! To nie możliwe! Nie miałam siły nic mówić ale babcia zaczęła:
-Nina rusz się mama dzwoniła 2 razy a ty śpisz.- Powiedziała i wyszła z pokoju, zupełnie jakby nic nigdy się nie stało. Nagle zadzwonił mój telefon:
-Halo? Nina, jesteś?- Zapytała kobieta, wiedziałam że to mama
-Tak- Odpowiedziałam resztkami sił.
-Jutro wylatujesz do Miami. Cieszysz się?- Zapytała
-Tak, znaczy, oczywiście ale teraz.. ja muszę siebie coś przemyśleć. No narazie, powiedziałam i zaczęłam płakać. Jak to? Nie znam Rossa i całego R5? To był tylko sen, te wszystkie emocje i ciąża.. to było mało realne. Zaczęłam sobie wszystko przypominać, wszystko co stało się w ostatnich "miesiącach". Było zupełnie jak teraz. A może ten sen to była moja przyszłość? Niee, to mało realne. tak bardzo łudziłam się że to tylko głupi żart, ale nie wydawało się jakby ktoś chciał mnie wkręcić. Usiadłam na łóżko i połozyłam ręce na głowie. A do pokoju weszła babcia:
-Pakuj się! Jutro wylatujesz do Miami- Powiedziała i wyszła a ja na serio musiałam się spakować. Zajęło mi to 15 minut a potem zasnęłam. Śniła mi się jakby dalsza część obudziłam się w szpitalu, siedział nade mną Riker a za chwile wszedł Ross i Rydel. Nie odzywałam się, bo co to do cholery było? Przed chwilą siedziałam w domu a tu nagle leże w szpitalu? To chyba jakiś żart. Wszyscy siedzieli i nie odzywali się do siebie. Za chwile obraz jakby zgasł zrobiło się czarno i znowu obudziłam się u siebie w pokoju... Tu było dziwne, czyli ja przez sen kontaktowałam się Lynchami? Co ja jestem jakaś nie z tego świata? Czyli w normalnym prawdziwym życiu ich nie znam? Nagle coś we mnie pękło... zaczęłam płakać jak małe dziecko które nie dostało tego co chce. Super czyli teraz wszyscy będą uznawać mnie za jeszcze większa idiotke? No to się złożyło...






**Oczami Rossa**

Wszedłem  do pokoju Niny.. iiiiiiiiiii nagle wszystko się urwało cały obraz zgasł a ja obudziłem się w swoim łóżku ubrany jak w dzień w którym poznałem Ninę. Zszedłem na dół a tam siedziała cała moja rodzinka. Skrępowany i poirytowany zapytałem:
-Gdzie Nina?
-jaka Nina? Coś Ci się stało? Żadnej Niny tu nigdy nie było.- Powiedział Riker a mi zakręciła się łezka w oku. Czyli Nina tak na prawdę nie istnieje? Ale w sumie musi istniec czytałem kiedys na ten temat w internecie. Tak czy siak nie spoczne puki nie odnajde Niny, tej dziewczyny która we snie była moim ideałem.. 



________________________________________________________________





 Hej skarby :D Nie wiem czy ktos ze mna został bo trosze się nie odzywałam :( Ale stwierdziłam że ten blog to najlepszy jakim kiedykolwiek prowadziłam i czytaja go najlepsze osoby :D 


CZYTASZ? KOMENTUJESZ :D CHCE WIEDZIEĆ ILE OSOÓB ZE MNA ZOSTALO :D

środa, 7 maja 2014

17. Czarna godzina

No nie wiem, z Rikerem czuje się jak z Rossem. On pomaga mi zapominać te złe rzeczy, a cieszyć się tymi dobrymi. On zawsze mnie pociesza. Ale Ross... Jego i tak zawsze będę kochała najmocniej. Z niego brałam przykład. Chodź teraz nie wiem czy powinnam to robić. Te narkotyki...  nawet nie chcę myśleć jakie on będzie miał przez to problemy... Z moich rozmyśleń wyrwał mnie telefon:
-Tak, słucham?- Szepnęłam
-Witam, jest może Rossy?- Zapytała, była to dziewczyna o słodkim, miłym głosiku.
-Niestety nie, a mam coś przekazać?
-Tak, proszę powiedz mu ze jego dawna koleżanka wróciła- Szepnęła
-No spoko- Powiedziałam przeciągłym głosem
-Aaa tak w ogóle nie przedstawiłam się, jestem Selena, byłam przyjaciółka Rossa. A ty kim jesteś?- Zapytała.
-Mam na imię Nina, i jestem dziewczyną Rossa.- Powiedziałam
-To Ross ma dziewczynę?- Krzyknęła
-No tak
-A to drań, zerwie z tobą kotku prędzej czy później. Nareczka- Powiedziała, a ja stałam z otwartą buzia i nie wiedziałam o co chodzi. Stałam tak trzymając słuchawkę w ręku. Gdy nagle zorientowałam się że koło mnie stoi Riker.
-Nina ja...muszę Ci coś powiedzieć. - Szepnął -Ja od dawna, coś.. ale to się potwierdziło.. ja nie wiem, czy ty.. też- Wykrztusił
-Riker, przejedz do rzeczy!
-Emm bo ja się chyba w tobie zakochałem..- Szepnął
-No to się porobiło..- Odpowiedziałam
-Ale ja rozumiem że ty i Ross jesteście razem i że..- tu mu przerwałam
-Porobiło się, bo ty tez mi się podobasz- Powiedziałam, już troche bardziej zirytowana
-Jest- Szepnął pod nosem, ale ja to słyszałam
-Riker, to nie jest śmieszne. Ross leży w szpitalu, a ja zakochuje się w jego bracie. Do tego jestem z nim w ciąży..- Szepnęłam
-Nina, wcale nie musisz byc z Rossem. Możesz byc ze mną.- Powiedział
-Fajnie, a ja głupia myślałam że zrozumiesz. Riker, Ross jest ojcem mojego dziecka.- Krzyknęłam zła, pełna smutku i irytacji.
-Nina, ja rozumiem ale ja mógłbym wychowywać to dziecko- Powiedział, a ja momentalnie wybuchłam
-Riker! To dziecko jest Rossa! To on ma je wychowywać razem ze mną. Nie zostawię go teraz. Ty mi siępodobasz, a go kocham!- Krzyknęłam i wyszłam z domu. Skierowałam się w kierunku szpitala, miałam do niego jakąś godzinę drogi. Ale dla Rossa zrobię wszystko. Szłam uliczkami Los Angeles, jeździło tu bardzo dużo samochodów dlatego starałam się nie przechodzić co chwile na inna stronę. Po około 1,30h doszłam do szpitala i szybko skierowałam się do sali Rossa. Co zobaczyłam, totalnie mnie zatkało. Nie mogłam wydusić ani jednego słowa. Przy Rossie siedziała, jakaś mała drobna blondyneczka na oko może z 165cm. Siedziała, koło Rossa i głaskała go po głowie. Byli tak blisko, ich usta były od siebie zaledwie parę centymetrów, minimetrów... i pocałowali się. Ross potem spojrzał w stronę drzwi i zobaczył zapłakana mnie. Szybko wybiegłam ze szpitala i najszybciej wracałam do domu. Droga zajęła mi jakieś 30 minut. Ale bez przerwy biegłam. Weszłam do domu, rozebrałam się i pobiegłam na górę, momentalnie rzuciłam się na łóżku, cały czas miałam przed sobą obraz Rossa i tej dziewczyny. Nie to nie może być prawda. Znowu Ross okazał się podrywaczem, i.. słodkim, kochanym, romantycznym.. Nina co ty gadasz!Ten chłopak parę minut temu całował się z inną. Moje przemyślenia przerwała Rydel:
-Hej słonko- Szepneła
-Delly, Ross on..- Szepnełam łkając- Całował się z inna dziewczyną. Nie znam jej, była taka drobna o blond włosach i ślicznej figurze.
-Ja nie wiem co powiedzieć. Takiego czegoś się po nim nie spodziewałam
-Ja tez- Wykrztusiłam
-Jadę do niego- Powiedziała Rydel, i wybiegła z pokoju. A ja bez namysł. Powróciłam do dawnego sposobu radzenia sobie z takimi rzeczami. Wzięłam żyletkę i mocno przejechałam nią Sobie po ręce. jednak trafiłam w żyłę, i straciłam przytomność...

**Oczami Rossa**

Co ze mnie za dupek. Co prawda nie widziałem długo Seleny. No ale żeby całowac się z nią na oczach Niny. Kompletny ze mnie idiota. Ona teraz pewnie nie chce mnie znac, przeciez ona jest w ciąży. Nie no moja głupota nie zna granic. Musiałem się jej pozbyć, chce pobyć sam:
-Selena, mogłabyś przyjść jutro? Trochę źle się czuje.- Szepnąłem
-Jasne- Powiedziała i po krótkiej chwili wyszła, a ja miałem czas wszystko przemyśleć.

**Oczami Rydel**

Jejku, jak wstyd mi za mojego brata. Co on zrobił tej dziewczynie? Nie wieżę... Musze sobie z nim poważnie porozmawiać. On już za dużo sobie pozwala. najpierw wyzywa dziewczynę, potem z nią jest, potem robi jej dziecko, a teraz całuje inna na jej oczach. Niech się lepiej gówniarz boi!!!!

**Oczami Rikera**
Weszłam do pokoju Niny, i to co zobaczyłem totalnie zwaliło mnie z nóg, była to...


________________________________________________


Wiem że pewnie mnie zabijecie za końcówkę no ale :*** Napisałam rozdział, mimo że mam mega dużo nauki :( Następny, hmm może w Sobotę, albo niedziele. Ale to zależy czy pojadę na weekend do BFF :D Tak wiem że krótki, ale chciałam wam go dziś opublikować więc :D Za wszelkie błędy przepraszam

Komentujciee :***


niedziela, 4 maja 2014

16. Blizny przeszłośći

Zobaczyłam Rossa, tak wiem to nic dziwnego że widziałam Rossa. Ale był on na noszach a wokół niego pełno pielęgniarek, lekarzy itp. Nie wiedziałam co mam robić, stanęłam jak słup i patrzyłam się po kolei to na Rossa, to na jego rodziców, szybko jednak podbiegł do mnie Riker, wziął mnie za rękę i pobiegł ze mną na górę, po czym zaczął mi wszystko tłumaczyć:
-Nina, bo Ross...- Zaczął
-Co mu się stało?-Krzyknęłam i zaczęłam płakać
- Wiesz Ross nie powiedział Ci o jednym. O tym że kiedyś brał narkotyki, i zaczął znowu to robić. Jednak leczył się przez rok. Ale nałóg wrócił, zaczął mieć tak zwane problemy więc sięgał po narkotyki, nie miej mi za złe że Ci nie powiedziałem, ale dopiero teraz dowiedziałem się że znowu zaczął brać- Powiedział, spuszczając głowę, a ja nie wiedziałam co powiedzieć. Riker czule przejechał mi po ramieniu i wyszedł, zostałam sama. Ale dalej nie wiem dlaczego teraz wynoszą go na noszach. Wiem tylko że nie powiedział mi o swojej przeszłości. Ale, Ross Lynch i narkotyki. Jakim cudem on pracuje w wytwórni dla dzieci? Jak to możliwe że dostał role w tylu filmach? To jest po prostu nierealne. Pewnie fani nic nie wiedzą.. bo jak by się dowiedzieli to nie grał by juz w żadnym serialu. Czułam się źle, wiedziałam że nie mogę powiedzieć fanką. Ale postawiłam się na ich miejscu, ja też byłam jego fanką. To myślenie zajęło mi paręnaście dobrych minut, postanowiłam zejść na dół. Jednak widok jaki tam zobaczyłam zwalił mnie z nóg. Był to Ross na noszach, którego wynosili ratownicy. Zbiegłam na dół i zaczęłam biec za nimi. płacząc. Jednak Riker złapał mnie za rekę i przyciągnął mnie do siebie. Wtuliłam się w niego i zaczęłam płakać, po pewnym czasie wtuliła się w nas tez Delly. Nie mogłam w to uwierzyć. Po chwili Delly szepnęła "Jedziemy do szpitala" po czym pomaszerowaliśmy do samochodu. Jechaliśmy w milczeniu, Delly prowadziła. Jechał z nami jeszcze Riker, Ryland i Rocky, a Mark i Stormie pojechali innym samochodem. Po 15 minutach dojechaliśmy do szpitala,szybko wybiegłam z auta udając się do recepcji, Panie pokierowały mnie do sali nr. 7 weszłam lekko otwierając drzwi, zobaczyłam Rossa, miał cała zakrwawiona twarz, a ja dalej nie wiem dlaczego. Blondyn spał, usiadłam na krześle i złapałam go za rękę, a ten lekko otworzył oczy:
-Nina, ja Cię..- Wyszeptał
-Ciii, spokojnie- Powiedziałam i pocałowałam blondynka, a do pokoju weszła reszta. Rozmawialiśmy tylko parę minut, ponieważ Ross nie mógł się przemęczać, ale ja dalej nie wiem co mu się stało. Postanowiłam porozmawiać z Rikerem. Ale nie teraz. Dojechaliśmy do domu i wszyscy udali się do swoich pokoi, ja poszłam do Ross'a wtuliłam się w jego bluzkę i zaczęłam płakać, nagle do pokoju wpadł Rocky:
-Nina, wszystko okej?- Zapytał, siadając koło mnie.
-No właśnie nie, nie wiem nawet dlaczego teraz Ross jest w szpitalu.- Szepnęłam
-To ja Ci powiem. Ross jak już pewnie wiesz kiedyś ćpał, t5o było chwilowe, robił to tylko wtedy jak miał problemy. Nikt na to nie reagował bo był pełnoletni. A rodzice nic nie wiedzieli. Teraz jednak jak brał narkotyki, my jednak nie zauwazyliśmy, spadł ze schodów i mocno walnął się w głowe. Lekarze podejrzewają najgorsze- Wzdychnął
-Co podejrzewają?- Zapytałam, już cała zapłakana
-Że te narkotyki to trucizna, a upadek spowodował silny wstrząs mózgu.- Szepnął, a ja nie wiedziałam co robić. Zaczęłam płakać a Rocky mnie przytulił. Za chwile jednak się ogarnęłam. Wstałam i poszłam do kuchni coś zjeść, bo musiałam dbać o dziecko. Ale jak zobaczyłam jedzenie momentalnie odechciało mi się wszystkiego. Zobaczyłam przed telewizorem Rikera i szybko do niego podeszłam:
-No heej- Powiedział, gdy usiadłam koło niego.
-Siemka- Odpowiedziałam
-Jak się trzymasz, mała?
-Źle- Wyszeptałam
-Spokojnie, wszystko będzie dobrze- Powiedział i objął mnie. W jego objęciach czułam się jak z Rossem.
-Nic nie będzie już dobrze- Szepnęłam, i położyłam głowę na jego ramieniu. Nie odezwał się. Oglądaliśmy jakiś film aż do 23. Kompletnie nie pamiętam o czym on był. Byłam za bardzo przejęta Rossem żeby skupiać się na filmie. Zasnęłam w objęciach Rikera. A co jest najgorsze w mojej sytuacji... chyba się w nim zakochałam...


____________________________________________________

Wiem że rozdział krótki i wgl. ale zawody zajęły mi cały czas wolny, teraz jednak juz jest po zawodach i będę miała więcej czasu. Od 16 maja obiecuje wstawiać rozdziały codziennie.

Co do zawodów zajęłam 4 miejsce z notą 50,0 a najwyższa była 64,9 więc trochę mi zabrakło :D


Pozdrawiam :D

piątek, 25 kwietnia 2014

15. Co ma być, to będzie

 **Rozdział zawiera scenkę +18**

Czytasz, na własną odpowiedzialność :D

 Ubrałam się w strój do kąpania, i nałożyłam na niego luźną bluzkę+spodenki. Ross nie pogardził, gdy wychodziłam z łazienki, złapał mnie w talii i zaczął całować, potem wziął na ręce i zaniósł do swojego pokoju po czym położył się ze mna na łóżko, jednak do pokoju weszła Rydel. Poszliśmy na basen i bawiliśmy się świetnie. Rossa włosy zrobiły się zielone hahah, mega śmiesznie to wyglądało. Wrócilismy do domu i oglądalismy z Lynchami horrory. Potem pogralismy w gry planszowe i tak dobiła 22. Musiałam się wykapać, poszłam do pokoju Rossa. Ale on poszedł za mną, jednak połozył się na łózko, nie odzywając się, ja poszłam się wykapać i przebrać. Po czym lekko połozyłam się koło Rossa i zaczęłam rozmowę:
-Ross jak ty sobie to wyobrażasz?- Zapytałam
-Normalnie- Odrzekł bez entuzjazmu
-Czyli?!
-No będzie dziecko, i co z tego?
-No dużo? Będziesz miał syna, albo córkę?
-Nie zależy mi na tym- Odrzekł i kompletnie mnie zatkało
-Nie zależy Ci na mnie i na dziecku?- Zapytałam
-Na tobie tak, ale na dziecku nie- Szepnął
-Ale dziecko to część mnie- Wykrzyczałam wybiegając z pokoju. Pokierowałam się do Rydel.
-Hej nie śpisz jeszcze?- Zapytałam
-Nie no co ty, siadaj- Szepnęła.- Więc co się stało?
-Ross powiedział że nie zalezy mu na dziecku- Powiedziałam, a łza spłynęła mi po policzku.
-Oj no coś ty, on ma takie chwile słabości. Na pewno się cieszy. Wiem to, bo znam go juz parę lat. Uwierz- Powiedziała i mocno mnie przytuliła a do pokoju wbiegł Ross.
-Nina, ja..- tu mu przerwałam
-Nie chcę z tobą gadać- Powiedziałam
-Ja nie chciałęm, wiesz że ciesze się że jestes w ciąży- Powiedział
-Mówiłam Nina- Szpnęła Rydel
-Ross następnym razem zastanów się nad tym co mówisz- Powiedziałam, wychodząc z pokoju.
-Paa Delly- Powiedziałam zamykając drzwi.
-Paa- Odpowiedziała, a ja z Rossem znowu usiedliśmy na łóżku.
-Co robisz?- Zapytałam gdy zobaczyłam że blonyynek trzyma ręce na głowie.
-Myśle czy jak powiem Ci że Cię kocham to mi się oberwie.- Powiedział śmiejąc się, a ja przyłożyłam mu poduszką. -Ejj a to za co?
-Za nic- Powiedziałam i pocałowałam blondynka a ten się usmiechnął.
-Mam nadzieje- Szepnął
-Idziemy spać.- Powiedziałam
-Juuż?- Powiedział i zrobił smutne oczka.
-Taak-Odpowiedziałam
-No dobrze- Szepnął odwracając się. Obudziłam sie o 8, nareszcie normalna godzina. Ross jeszcze spał więc wstałam umyłam się, ubrałam i poszłam zrobic sobie kawę. Za jakies 15 minut obudził się Ross. Dzień spędzilismy w domu, na luzie. Oglądaliśmy tv i serfowalismy po necie. Nic ciekawego się nie zdarzyło. Wieczorem stwierdzilismy, że wykąpiemy się razem. Ross sciągną ze mnie bluzkę a ja z niego spodnie. Potem jakos poszło, Ross został w samych bokserkach a ja w bieliźnie. Szybko jednak się jej pozbyłam, ściągnęłam różowe bokserki Rossa w bardzo nachalny sposób. On założył ten nieszczęsny przedmiot i zaczał mnie całować bo brzuchu, klatce piersiowej i szyi. Zjeżdżając coraz niżej. Potem ja złapałam go za jego "strefe prywatną", ale szybko się odwrócił. Zaczęlismy się całować, on wziął mnie na ręce a następnie szybko "we mnie" wszedł. Na początku poruszał się wolno, ale potem, bardzo szybko. Bolało mnie dosłownie wszystko. Jednak wyszedł ze mnie za parę minut. Lecz jeszcze nie miał zamiaru kończyć, wszedł we mnie "od tyłu". Znowu zaczął poruszac się szybko. Ale naszczęscie szybko skończył. Pocałował mnie i wyszlismy z prysznica. Zasnęłam.. miałam koszmary. obudziłam się i byłam cała mokra. Wypiłam szkalnke wody i spojrzałam na zegarek, wskazywał on 5:30. Dlaczego ja tak szybko wstaje? Pff no tak w Polsce jest wieczór. Wzięłam telefon i spojrzałam na ekran, miałam 10 nieodebranych połączeń od mamy. Postanowiłam do niej oddzwonić:
-No hej, co chciałaś?- Zapytałam
-Ty nie spisz o tej godzinie?- Szepnęła i słychać było że ja obudziłam.
-No jakos nie mogę..
-Więc co mi chciałas powiedziec? Dlaczego nie siedzisz w szkole tylko jesteś w Los Angeles?-Zapytała
-Bo, bo ja, jestem z Rossem w-w-w-w- ciiiążżżży-  Wydukałam, zajęło mi to dobre parę minut.
-ŻE  CO? W CIĄŻY? Masz przechlapane droga damo- Powiedziała, wkurzona
-Dzieki za wsparcie- Szepnęłam
-Ty oczekujesz ode mnie wsparcia po tym co przed chwila usłyszałam?
-No
-A ten twój najwspanialszy Ross, to nie wie jak się zabezpieczać?
-Pfff oczywiście że wie- Powiedziałam
-To dlaczego do cholery jesteś teraz w ciąży?
-No bo tak, wyszło- Powiedziałam
-Aha, a powiedz mi teraz kto będzie zajmował się tym dzieckiem.
-No wiesz, jestem w Los Angeles jest tu około ośmiu osób. Na pewno sobie poradzimy- Szepnęłam
-Ja dalej nie wierze. Ty, ty takie grzeczne dziecko o boże- Szpnęła
-Ja musze kończyć- Powiedziałam widząc w drzwiach Rossa.
-I jak?- Zapytał
-Jest dobrze- Szepnęłam
-Jak zareagowała mama?
-Wiesz no, myślałam że będzie gorzej.
-Dobra ja idę bo tata chce rozmawiać o gumkach, boże za jakie grzechy- Powiedział blondynek i uśmiechnął się.
-Hahahah powodzenia- Szepnęłam a moim oczom ukazała się Rydel.
-Hej Nina, idziemy na zakupy?- Zapytała
-No jasne
-To za 10 minut zejdz na dół- Powiedziała blondynka wchodząc na górę. Poszłam cos zjeść, nie zajęło mi to duzo czasu ponieważ zrobiłam sobie na szybko kanapke z serem i polałam ja ketchupem . Zjadłam to szybko i juz czekałam na Delly. Ona tylko wzięła kluczyki od samochodu Rossa, a ten wysłał jej spojrzenie typu "Odłóz te kluczyki, albo nie ręcze za siebie" ale Rydel poszła dalej. Weszłyśmy do samochodu i z piskiem opon, pojechałysmy do ulubionej galeri Delly. Wybrałyśmy parę ciuchów, i wróciłyśmy do domu. Gdy weszłam, zobaczyłam...


_____________________________________________________

Elo, elo  jak widzicie zboczona część mnie się odezwała w tym rozdziale :D Trolololo

Nie wiem co zrobie z blogiem. To decyzja do przemyślenia ;)

Pozdrowionka Misiaki <3

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

14. Krok w przyszłość

Weszliśmy na imprezę. Było tam dużo osób, na szczęście dyskoteka była na dworze. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to hmm duże lampy. Po paru minutach znalazłam Adę, i zobaczyłam Josha.. wyglądał tak:

Próbowałam się na niego nie patrzeć, jednak sam do nas podszedł:
-No hej, gołąbeczki- Powiedział, widać że był już napity
-Odjedz ode mnie- Powiedziałam i "schowałam" się za Rossa
-Ja wiem że mnie kochasz- Krzyknął, ledwie stojąc na nogach
-Odwal się od niej- Krzyknął Ross
-Wiesz co blondasku, cienki jesteś. Ona Cię rzuci. A ty jeszcze będziesz błagała o to żebym Cię chciał- Krzyknął i odszedł.
-Ross.. ja się go zaczynam bać- Szepnęłam
-Teraz się nim nie przejmuj.- Szepnął, złapał mnie za rękę i poszliśmy tańczyć. Akurat leciało
https://www.youtube.com/watch?v=UqSww10eeKw
Objął mnie lekko i zaczęliśmy tańczyć, ale dlaczego ludzie się tak patrzeli. A no tak to przecież to Ross Lynch. Było pięknie dopóki nie przypomniałam sobie o tej ciąży..
-Ross, ja, ja nie- Szepnęłam i wybiegłam, usiadłam na pierwszej ławce jaką mijałam.
A co najdziwniejsze Ross nie pobiegł za mną, został na dyskotece się bawić wtedy gdy ja zamartwiam się o ciąże. Jak ja mam powiedzieć mamie że jestem w ciąży? Wychowawczyni albo dyrektorce? Co oni sobie pomyślą? Wszyscy w szkole będą uznawać mnie za debilkę, za osobę która wymyśliła sobie ciąże. Po 15 minutach rozmyślania ruszyłam do domu. Rossa tam nie było. Co on sobie myśli? Zjadłam kolacje i gdy już wykąpana schodziłam na dół wszedł Ross. Był pijany:
-Ross, czemu nie przyszedłeś do domu?-Zapytałam
-No, przecież przyszedłem- Powiedział ledwie idąc.
-Ross, wiesz co lepiej śpij w salonie- Szepnęłam
-Ale ja chce spać z tobą- Powiedział i pocałował mnie ale się odsunęłam bo śmierdział alkoholem
-Pogadamy jutro! A teraz idź spać.- Krzyknęłam
-No dobrze, dobrze- Powiedział i położył się na sofę.
Ja za to nie poszłam spać tylko myślałam jak to będzie za 9 miesięcy, jak, jak.. będę miała z Rossem dziecko. Ciekawe jak na to zareagują jego rodzice. Ale wyobraziłam sobie, mnie idącą z wózkiem a obok Rossa, trzymającego mnie za rękę. Tak może być, ale te wszystkie problemy. To mnie przerastało. Myśląc tak dostałam sms'a od mamy.

Nina dostałam sms'a ze szpitala. babcia odeszła dziś po południu. A jak tam w domu? Wracam za miesiąc słonko. Trzymaj się

Po tym sms'ie położyłam się na łózko i zaczęłam płakał. Była już 4 rano. Nie przestawałam płakać. Cała mokra obudziłam się o 7 rano. Leżałam i zobaczyłam jeszcze raz tego sms'a od mamy. Znowu zaczęłam płakać. Ross był w łazience i szybko do mnie przybiegł:
-Nina co jest?- Zapytał zdenerwowany
-Babcia zmarła- Wykrztusiłam szlochając.
-Przykro mi- Szepnął i przytulił mnie.
-Dobra, a teraz na poważnie, co robiłeś gdy wybiegłam z imprezy?
-Emm no bo ja, no ta- Wydukał
-Kto? co? i jak?- Krzyknęłam
-No bo taka blondynka ona miała chyba Alex na imię. Ona zaczęła się do mnie kleić ale na szczęście twoja przyjaciółka Ada ją powstrzymała no i ja za duzo wypiłem i no przyszłem do domu- Powiedział
-No dobrze, niech będzie że Ci wierze- Szepnęłam
-To dobrze- Powiedział i objął mnie.
-Ross ty i ja.. my musimy.. powiedzieć, rodzicom o ciąży- Szepnęłam
-Ale to jak wszystko będzie pewne
-No dobrze, umówię się na wizytę- Powiedziałam wyjmując telefon
-Nina jest 7 rano
-A no takk.. zadzwonię potem
-To teraz może jakieś zakupy- Zaproponował blondyn
-Czy ty serio masz za dużo kasy?- Zapytałam
-Można tak powiedzieć
-No dobra- Szepnęłam i pobiegłam się przebrać.
Za parę minut byliśmy już przy drzwiach, ja ubrałam kurtkę a Ross zamknął dom. Po paru minutach doszliśmy do centrum, kupiliśmy bardzo dużo ciuchów i słodyczy. Zachowywaliśmy się jak dzieci.  Ludzie patrzyli się na nas jak na nienormalnych nastolatków. Ale cóż, przy nim zapominam o wszystkich problemach. Przyszliśmy do domu a ja zadzwoniłam do ginekologa:
-Dzień dobry, chciałabym umówić się na wizytę. Najlepiej jeszcze na dziś- Powiedziałam, kiedy ktoś odebrał telefon
-No dobrze, to dziś na 17:30- Odpowiedziała
-Dziękuje, do widzenia- Odpowiedziała kobieta.
-I co?- Zapytał Ross
-Dziś na 17:30, Ross boje się- Szepnęłam i wtuliłam się w blondynka.
-Spokojnie, będę tam z tobą
-Kocham Cię- Powiedziałam i pobiegłam na górę. Przygotowywałam się do 17, wyszłam i wyglądałam tak:




Wyszliśmy z domu o 17:17 i już po paru minutach dotarliśmy na miejsce. Zapukałam i weszłam do środka, czułam narastający strach. Złapałam Rossa za rękę i mocno przycisnęłam:
-Dzień dobry, ja jestem Nina, a to mój chłopak Ross.-Szepnęłam
-Wow czy to Ross Lynch?- Powiedział ginekolog
-We własnej osobie- Szepnął Ross i zaśmiał się
-No dobrze więc w czym jest problem?-Zapytał
-Podejrzewam że ja, ja jestem w .. ciąży- Wydukałam
-Emm sprawdźmy to- Powiedział
Podniósł mi bluzkę i nasmarował brzuch a następnie zaczął po nim jeździć tym no.. wiecie co spałam na biologi czy czymkolwiek kiedy to objaśniali. Po chwili odwrócił się i spojrzał się najpierw na Rossa a potem na mnie:
-Jest Pani w pierwszym miesiącu ciąży- Szepnął
-Co? To na sto procent pewne?-Zapytałam
-Tak- Szepnął
-W takim razie dziękujemy- Powiedział Ross a ja wstałam i wyszłam za nim. On tylko trzymał ręce na głowie i nic nie mówił ale po paru minutach przerwał milczenie:
-Nina, musisz lecieć ze mną do Los Angeles- Szepnął
-Ross, a szkoła?-Zapytałam
-Właśnie tam idziemy- Powiedział, złapał mnie za rękę i weszliśmy do szkoły, udając się do gabinetu dyrektora.
-Wie Pani co bo jest taka sprawa- Szepnęłam
-Jaka sprawa- Powiedział oschle, co prawda nigdy jej nie lubiłam
-Nie będę chodzić do szkoły przez bardzo długi okres- Powiedziałam
-A jaka jest tego przyczyna?
-Ja, ja, jestem w ciąży- Szepnęłam i przegryzłam dolną wargę.
-CO?! W takim wieku??! Chyba oszalałaś
-No właśnie, nie- Szepnęłam
-Ehh muszę mieć pisemną zgodę rodzica i badania od ginekologa- Powiedziała, a w tej chwili Ross dał jej kartkę.
-A no faktycznie- Powiedziała przypatrując się kartce.- Teraz jeszcze tylko zgoda rodzica i jesteś zwolniona do końca roku.
-No właśnie z ta zgodą będzie duży problem- Powiedziałam
-Dlaczego?
-Bo babcia zmarła, mama jest w Miami, tata na końcu świata a ja w najbliższym czasie wylatuje do Los Angeles.-Powiedziałam
-Niestety, musisz chodzić do szkoły dopóki nie dostane zgody.-Powiedziała, a ja wymyśliłam chytry plan. Napisałam sobie sama sms'a że niby jest od mamy
-Niech Pani poczeka zaraz powiem mamie żeby wysłała zgodę sms'em.
-No dobrze- Powiedziała, a ja pokazałam jej sms'a. -No dobrze jesteś zwolniona do końca roku, do zobaczenia- powiedziała a ja z Rossem wyszłam z gabinetu.

-Czyli jutro lecimy do Los Angeles- Zapytał
-Jutro?
-No a kiedy?
-Za tydzień-Szepnęłam
-Nie, zaraz zarezerwuje bilety.
-No dobra- Odpowiedziałam, gdy Ross już dzwonił na lotnisko.
-Jutro na 17:30 mamy samolot- Powiedział
-No ok- Odpowiedziałam, kiedy właśnie doszliśmy do domu.
Szybko zjedliśmy obiado- kolację i zaczęliśmy się pakować. Zajęło mi to 3 walizki, ale przecież wyjeżdżam na długo. Gdy już spakowaliśmy się, położyliśmy się spać, Ross objął mnie, a ja przytknęłam jego rękę do serca, po paru minutach zasnęłam. Obudziłam się o 10, a Ross jeszcze spał, poszłam zrobić śniadanie i kawę, a w tym czasie blondynek się obudził, szybo zjedliśmy śniadanie i dokończyliśmy pakowanie się. Napisałam szybko dwa sms'y

Do: Ada
Treść: Hej, nie zobaczymy się prędko, bo do szkoły nie wracam w tym roku. Za 2h mam samolot do Los Angeles, i nie wiem kiedy wracam. Trzymaj się <3

Do:Mama
Treść: Hej, dzis wylatuje do Los Angeles. Potem powiem co dlaczego. Papa

Wysłałam te sms'y wzięłam walizki i zeszłam na dół. Usiadłam koło Rossa i jeszcze przez jakiś czas oglądaliśmy telewizje. Ale o 16:30 wyruszyliśmy z domu taxówka, która zamówiłam. Na lotnisku czekaliśmy bardzo krótko, samolot był punktualny i już za parę minut siedzieliśmy na siedzeniach w samolocie. Wiedziałam że w Los Angeles będziemy bardzo późno, dlatego oparłam głowę o Rossa i zasnęłam. Obudziłam się kiedy mieliśmy lądować. Była 5 rano, a Ross nie spał:
-Ross, czy ty w ogóle spałeś- Zapytałam
-Nie
-Dlaczego?
-Za bardzo się przejmuje.
-Czym
-Wszystkim-Odpowiedział
-Ross, musimy powiedzieć twoim rodzicom.- Szepnęłam
-No wiem, powiemy to najlepiej przy rodzeństwie
-No dobrze- Odpowiedziałam, a samolot wylądował. Wzieliśmy szybko walizki i ruszyliśmy w stronę domu Rossa. Po około czterdziestu minutach doszliśmy, weszliśmy cicho do domu myśląc ze wszyscy śpią. Jednak w salonie siedział Riker i Rydel:
-No heej skarbie- Powiedziała Rydel przytulając mnie.
-Heeej, tęskniłam-Szepnęłam
-Siemka mała- Powiedział Riker i również mnie przytulił
-No heeej- Powiedziałam, i odwzajemniłam uścisk.
-A wy czemu nie spicie?- Zapytał Ross.
-Jakoś nie możemy spać- Powiedziała Rydel
-Ross, może powiemy pierw im. Będzie łatwiej.- Szepnęłam
-O czymś nie wiemy?- Zapytał Riker
-W sumie tak, ale lepiej usiądźcie-Powiedział Ross, a Rydel i Riker  usiedli na sofie.
-No więc, ja my to już potwierdzone że- Wydukałam
-Potwierdzone że Nina jest w ciąży.- Szepnął Ross odgarniając włosy z twarzy. A ja przegryzłam dolna wargę.
-Wow, gratuluje bracie- Powiedział Riker.
-Ja, ja nie wiem co powiedzieć- Szepnęła Rydel i ciągle miała otwartą buzie
-Wiesz od wczoraj to pewne. Pierwszy miesiąc- Szepnąłem siadając.
-Wow,no to gratuluje- Powiedział bardzo głośno Riker, wręcz krzyknął na dół zszedł Ry Ry.
-Czemu wy się tak wydzieracie jest 5:30- Powiedział na pół żywy
-Bracie mój ty najmłodszy, twoja koleżanka jest w ciąży-Powiedział Ross, a ja zaczęłam się śmiać.
-Wow, Nina Cię zdradziła?- Zapytał i również zaczął się śmiać
-Ze mną gamoniu- Wydarł się Ross.
-Heheh no dobrze, spokojnie- Powiedział i poklepał Rossa po ramieniu a następnie podszedł do mnie.
-Wiesz co teraz to Ci współczuje, będziesz musiała spędzać z nim tyle czasu- Powiedział, a Ross wziął poduszkę i zaczął go gonić po salonie, aż obudził resztę domowników.
-O jak miło was znowu widzieć- Powiedziała Stormie robiąc sobie kawę.
-Możecie usiąść?- Zapytał Ross.
-No jasne a co masz nam do powiedzenia- Powiedział Mark kładąc kawę na stole i jednocześnie siadając.
-No bo, już połowa z was wie, że ja i Nina- Wydukał
-To może ja powiem, Nina jest w ciąży- Powiedział i Riker a ja spojrzałam się na rodziców Rossa.
-I jak się domyślam Ross jest ojcem- Szepnęła Stormie.
-Gratuluje brachu- Powiedział Rocky.
-No a kto inny?- Wrzasnąłem
-No dobrze spokojnie, a teraz. To już pewne?- Zapytała Stormie
-Tak, byliśmy wczoraj u ginekologa- Szepnęłam
-A, to,my jedziemy na zakupy- Powiedział Riker, a za nim ruszyła Rydel, Rocky i Ryland.
-A twoja mama coś o tym wie?-Zapytał Mark
-Nie, i niech lepiej nie wiem- Szepnęłam
-Dlaczego?-Zapytała Stormie.
-Ostatnio dużo się stało. My idziemy do mnie- Powiedział Ross.
-Ale z tobą synu przeprowadzę poważna rozmowę, na temat wiesz czego.- Powiedział Mark grożąc Rossowi palcem. A ja zaczęłam się śmiać.
-Hahah już się boję- Krzyknął Ross gdy wchodziliśmy już do pokoju.
-Emm to co dziś będziemy robić?- Zapytałam
-Hmmm.. no niech pomyślę, może byśmy poszli na basen?-Powiedział
-O taaak- Krzyknęłam

-_______________________________________________________________

Tak wiem ze miałam zawiesić bloga, ale to już ostatni rozdział, następny zobaczycie po 4 maja. Chyba że zaskoczycie mnie liczbą komentarzy to wtedy pomyślę. Papa ;**




piątek, 18 kwietnia 2014

13. Wszystko się zmienia.

Pogadałam jeszcze trochę z Adą, po czym dziewczyna ruszyła do domu. Spakowałam się i zeszłam do Ross'a. Siedział on w salonie zapatrzony w laptopa. Usiadłam koło niego i zaczęłam rozmowę:
-Ross, a jeśli, jeśli okaże się że ja serio jestem w ciąży?- Zapytałam spokojnie, patrząc się w jego czekoladowe oczy.
-No to, no, wiesz.. będziemy mieli dziecko- Powiedział i spojrzał w górę.
-Ross właśnie tego się obawiałam- Szepnęłam.
-Ale czego?- Zapytał, nie odrywając wzroku od laptopa.
-Przez to zniszczę Ci życie- Krzyknęłam
-Prędzej ja tobie- Szepnął i wyłączył laptopa.
-Ross co ja mam do stracenia? Nic! A ty? Role w Austin&Ally, i swoje fanki.
-Wiesz co, nauczyłem się jednego. Prawdziwe fanki zostaną nawet jak zrobię największą głupotę świata, a te nie prawdziwe najzwyczajniej odejdą- Szepnął
-No wiesz prawda, ale byłam twoja fanka i wiem jakbym się zachowała jakbym pewnego dnia przeczytała że mój idol jest w ciąży z inną dziewczyną.
-Odeszła byś ode mnie?
-Ross, wtedy nawet za największą głupotę świata bym Cię nie zostawiła, alee.. było by mi smutno.
-Ehh no tak.- Powiedział
-Ross jest tylko jedno wyjście
-Jakie?
-Usunięcie ciąży- Szepnęłam, a blondyn schował głowę w ręce i wybiegł z salonu.
Dwa tygodnie minęły szybko, nie chodziłam do szkoły a Ada przynosiła mi lekcje. Nadszedł ten dzień. Tak ten w którym musiałam iść do szkoły i zmierzyć się z problemami. Najgorsze jest to że za 2 tygodnie wyjeżdża Ross, i już nie ma odwrotu. Babci nie odwiedzałam bo po prostu nie dałam rady, mama napisała mi sms'a że jestem na tyle dorosła żebym była parę miesięcy sama w domu bo ona jest w Miami. To strasznie mnie bolało. Wstałam rano, była 7  szybko pomknęłam na dół coś zjeść i ruszyłam się ubrać. Ross jeszcze smacznie spał dlatego lekko pocałowałam go w policzek wzięłam plecak i ruszyłam w stronę domu Ady. Otworzyła mi drzwi jej mama i zaczęła rozmowę:
-Nina, co Ci jest? Bardzo słabo wyglądasz- Powiedziała przykładając mi rękę do czoła.
-I tak się czuje- Szepnęłam i lekko przymknęłam oczy.
-Wiesz co Ada dziś nie idzie do szkoły i ty tez nie powinnaś, wejdź do środka i zaraz zrobię wam herbatę.
-No dobrze, szepnęłam wchodząc i ściągając buty.
-O hej Nina, zostajesz u mnie?- Krzyknęła uradowana.
-Tak, tylko zadzwonię do niego- Powiedziałam, wskazując na plakat Ady na którym był Ross i Riker.
-Heheh okej- Powiedziała i wybuchła śmiechem.
-Auć- Szepnęłam siadając
-Nina, czy to możliwe że to przez...?- Zapytała Ada
-Tak to przez to- Odpowiedziałam wijąc się z bólu. Kiedy do pokoju weszła mama Ady.
-Nina co Ci jest?- Zapytała
-Mamo przysięgnij że nikomu nie powiesz.- Szepnęła Ada.
-No bo Nina, no, on, to te bóle, to przez to, że, no- Wykrztusiła Ada
-To przez to że jestem z Rossem w ciąży, przynajmniej tak podejrzewam- Szepnęłam.
-CO? W takim wieku?- Krzyknęła mama Ady.
-Tak, ale to nie było planowane- Wykrztusiłam
-A mogłam się domyślić. Ale że z kim jesteś w ciąży?- Zapytała
-Z nim- Powiedziała Ada wskazując na plakat, a jej mama wybuchła śmiechem.
-Taa jasne- Wykrztusiła
-Ty serio nie wierzysz?- Zapytała Ada biorąc mój telefon i pisząc sms'a do Rossa.
-Hahha nie- odpowiedziała
-No to zobaczymy- Szepnęła Ada i zaśmiała się, a ja wyrwałam jej telefon.
- Co się stało?- Szepnął Ross bardzo zdyszany, stając w drzwiach.
 -O boziu to, ty serio, z nim?- Wykrztusiła Pani Ania (Mama Ady- Autor)
-Tak, ale błagam niech Pani nie wnika- Szepnęłam i uśmiechnęłam się.
-A twoja mama o tym wie?- Zapytała
-Nie, i niech lepiej nie wie
-Ale zauważy że chodzisz z brzuchem, a potem z dzieckiem
-Ona się mną nie przejmuje więc nie zauważy- Szepnęłam
- No dobrze, a więc. Ja jestem Ania mama Ady- Powiedziała do Rossa, kurcze miała bardzo ładny Angielski akcent.
-A ja Ross- Szepnął blondynek podając jej rękę.
-Zostawiam was samych, wypuszczę was do domu jak Nina będzie wyglądała jak człowiek.- Powiedziała mama Ady, wychodząc z pokoju.
-No to ja idę.- Powiedział Ross rozglądając się po pokoju.
-A co będziesz robił w domu?- Zapytałam
-Siedział na twoim laptopie- Szepnął
-CO?!- Krzyknęłam
-Robił Ci obiad- Odpowiedział bardzo zmieszany i uśmiechnięty.
-No ja myślę- Szepnęłam, a blondynek wyszedł.
-Ughhh- Szepnęłam
-Co Ci?- Zapytała Ada
-Chciałabym zacząć wszystko od nowa- Szepnęłam
-Co? Chciałabyś nie poznać Rossa?- Zapytała siadając na przeciwko mnie.
-Chciałabym żeby to był jeden wielki sen- Powiedziałam, ale nie chciałam tego powiedzieć.
-Co? Marzyłaś żeby spotkać Rossa a teraz jesteś z nim w ciąży. Serio chciałabyś dalej wgapiać się godzinami w plakaty jak kiedyś? I nigdy go nie poznać?- Powiedziała wymachując rekami.
-W sumie tak.- Szepnęłam
-Nina masz wielkiego farta że znasz Rossa.- Szepnęła
-Niby dlaczego?- Zapytałam
-Bo bez niego, nie dałabyś sobie teraz rady.- Szepnęła
-Bo bez niego nie miałabym tych problemów- Odpowiedziałam
-Nina! Nawet tak nie mów- Krzyknęła wkurzona Ada.
-Wiesz co zasiedziałam się, idę. Do jutra- Powiedziałam wychodząc z domu.
Szłam uliczkami i po 15 minutach doszłam do domu. Ross siedział na kanapie, ja rzuciłam torbę w kuchni i pobiegłam do siebie, czułam się okropnie przez to co powiedziałam. Ale w sumie jak pojawił się Ross zaczęłam mieć te wszystkie problemy. Może gdyby go nie było nie miałabym ich? Ale przeżyłam z nim tez te dobre rzeczy. Nie wiem co o tym myśleć. Gdy tak siedziałam rozmyślając na łóżku do pokoju wszedł Ross:
-No hej, co chcesz na obiad?- Zapytał
-Nic- Odpowiedziałam
-Ejj co się stało?- Powiedział siadając koło mnie.
-Ehh nic- Szepnęłam
-Jak nic, jak widzę ze coś się stało- Powiedział bardzo spokojnie.
-To wszystko mnie przerasta- Szepnęłam
-A to o to chodzi- Powiedział
-Ehh- Szepnęłam kładąc się na łóżku.
-Wszystko się ułoży, obiecuje- Szepnął
-Ross, już nigdy nie będzie tak jak kiedyś
-Będzie lepiej, zobaczysz.
-Z pewnością
-Ej, czy ty jesteś na mnie obrażona?- Zapytał
-Nie Ross- Szepnęłam
-Bo zachowujesz się jakbyś była.
-Ross sam wiesz jak teraz mi jest ciężko, ile mam problemów!- Krzyknęłam
-Rozumiem- Powiedział, przytulił mnie i wyszedł.
Przecież nie powiem mu że żałuje tego co powiedziałam Adzie. Dlaczego wszystko się wali? Było tak dobrze...  Dlaczego teraz się wszystko popsuło? Dlaczego wszystko stało się tak nagle? Ehh musiałam spakować się na jutro. Dlaczego jutro są same nudne lekcje? Los jest przeciwko mnie! To nie jest za miłe. Plan na czwartek:
1.Godzina z wychowawcą.
2. Matematyka
3. Matematyka.
4. Biologia
5. Polski
6.Fizyka
7.Chemia
8. W-F
Odrobiłam te lekcje i zeszłam do salonu, Ross przygotowywał mi obiad:
-Co ja bym bez Ciebie zrobiła?- Powiedziałam opierając się o Rossa, i jednocześnie patrząc co robi.
-Żyłabyś- Powiedział dalej przygotowując danie.
-Ale inaczej- Szepnęłam, ale przypomniało mi się co powiedziałam Adzie.
-Nie sądzę.- Szepnął blondynek
-Dlaczego?- Zapytałam
-Wiesz Ada wysłała mi sms'a, chyba się pomyliła bo miał być do Ciebie- Powiedział i dał mi telefon. Treść sms'a

Nina, dokańczając naszą rozmowę. Przemyśl to co powiedziałaś o Ross'ie bez niego twoje życie na pewno nie byłoby lepsze!!

-Ross ten sms jest po Polsku, jakim cudem coś zrozumiałeś?- Zapytałam
-Wiesz, aż tak głupi nie jestem żeby nie wiedzieć co to tłumacz.
-Przepraszam, wtedy byłam zła, na cały świat. Ja nie chciałam tego powiedzieć.- Szepnęłam, przytulając się do blondynka.
-Ta, jasne. Nie chcesz mnie, ja to wiem. Za tydzień wylatuje do Los Angeles.
-Ross, zostawisz mnie tu samą? W ciąży? Z takimi problemami?!-Szepnęłam
-To leć ze mną- Powiedział, zupełnie obojętnie.
-Jak mam z tobą lecieć, kiedy ty wcale tego nie chcesz?- Zapytałam.
-Chce- Powiedział, podając mi pizze.
-Jasne- Szepnęłam
-Nina dobrze wiesz że chcę- Krzyknął
-No dobrze już spokojnie- Powiedziałam, podchodząc do blondynka.
-A teraz jedz. Bo jesteś blada.- Powiedział
-No dobrze- Szepnęłam, siadając do stołu. W tym samym czasie przyszedł mi sms od Ady.

Nina, dziś dyskoteka u nas w szkole. Razem z Rossem, musicie wpaść!

-Ross u mnie w szkole jest dyskoteka. Czy miałbyś chęć na nią pójść?- Szepnęłam
-Oczywiście- odpowiedział.
Zjadłam obiad, wzięłam prysznic i po godzinie byliśmy z Rossem gotowi. Ja wyglądałam tak:


A Ross tak:

O godzinie 21, wyszliśmy z domu, ruszając w strone mojej szkoły..

______________________________________________

Ogłosiłam konkurs, dla najbardziej aktywnego "fana". Szczegóły tutaj  https://www.facebook.com/groups/670036723031457/ jak cos spokojnie dodajcie się, albo napiszcie mi na prv na fb. "Kaja Korszun" 

Zachęcam, fajne nagrody!!!


wtorek, 15 kwietnia 2014

12- Dlaczego gdy coś się układa, nagle wszystko się wali?

-Bo o to mi chodziło, masz mnie a ja zostanę na zawsze- Powiedział i lekko pocałował mnie w czoło.
-Nie prawda, tylko tak mówisz. Jak wyjedziesz znajdziesz sobie inną dziewczynę. O wiele lepszą ode mnie- Powiedziałam podchodzą do okna a łza spłynęła mi po policzku
-.Ale nie ma drugiej takiej jak ty- Powiedział obejmując mnie w talii.
-Są miliony takich jak ja.-Szepnęłam szlochając.
-Ale ja nie kocham miliona tylko kocham Ciebie- Powiedział
-Ross jak stracę jeszcze Ciebie to ja..- Tu mnie pocałował.
-Mnie nie stracisz nigdy.- Szepnął
-Bo wtedy moje życie nie miało by sensu, jak ty odejdziesz skocze z mostu. Nie będzie babci nie będzie Ciebie- Tu wtuliłam się w niego i zaczęłam płakać.
-Ejeje ja będę zawsze.- Powiedział
-Mam nadzieje- Powiedziałam i pocałowałam blondynka w policzek a ten się uśmiechnął, w tym samym czasie do pokoju weszła mama:
-Jak się trzymasz- Powiedziała siadając koło mnie.
-Ehh źle- Szepnęłam, cały czas wtulona w Rossa.
 -Ale wiesz że to nie zależy ode mnie.- Powiedziała i spłynęła jej łza.
-Wiem mamuś- Powiedziałam i załapałam ją za rękę.
-My jedziemy do babci, nie wiem czy wrócimy na noc- Powiedziałam, zamykając drzwi.
-Ehh- Szepnęłam i rzuciłam się na łózko.
-Czyli znowu jesteśmy sami?- Powiedział Ross,podciągając mi bluzkę.
-Nie Ross- Powiedziałam pewna siebie.
-Dlaczego- Szepnął i odszedł ode mnie.
-Ojejku no weź- Krzyknęłam i przytuliłam się do niego.
-Ale co?- Zapytał.
-Nie smuć się, dziś przeżywam traumę. Zrozum- Wyszeptałam i znowu położyłam się na łóżku.
-Rozumiem- Powiedział tak cicho że ledwie usłyszałam i usiadł na przeciwko mnie
-To dobrze- Powiedziałam i lekko go pocałowałam.
Ten wieczór spędziliśmy rozmawiając na różne tematy. Tzn. Nasz związek i wyjazd Rossa.Oglądaliśmy "Romeo i Julia". A do domu wbiegli kłócący się rodzice:
-No i dobrze od zawsze Cię nie kochałem- Krzyknął ojciec.
-Nigdy nie chciałam się z tobą wiązać. To był mój największy błąd.
-To mam pomysł, rozjedzmy się!- Krzyknął jeszcze głośniej ojciec.
-Świetny pomysł i to już jutro- Krzyknęła mama wybiegając z domu i tata też.
No super, babcia śmiertelnie chora a rodzice się rozchodzą. Coś jeszcze? W tej chwili czułam ogromne kucie brzucha.
-Auć- Szepnęłam.
-Co się stało?- Powiedział Ross stając nade mną.
-Nic- Powiedziałam, próbując wstać ale upadłam.
-Nina, Nina- Usłyszałam te ostatnie słowa Rossa.
Gdy się obudziłam ujrzałam że mam na czole lód, i jestem oblana zimna wodą a Ross siedzi i ma głowę schowaną w rękach .
-Rossy, spokojnie- Powiedziałam po pewnym czasie.
-Nina ja wiem co Ci jest.- Powiedział i podszedł do mnie.
-Co?- Szepnęłam
-Te bóle brzucha i omdlenia, Nina jesteś w ciąży- Szepnął a to ostatnie słowo powiedział bardzo wolno.
-Co? Jak to? Ale, przecież? Ty.. no- Szepnęłam
-No właśnie nie- Powiedział i podniósł mnie z podłogi.
-Ross ale..- Powiedziałam a do domu wpadł ojciec.
-A tu co się wyprawia- Powiedział bardzo głośnym tonem.
-Nic- Powiedziałam a Ross położył mnie na sofę.
-No właśnie widzę-Krzyknął podchodząc do mnie.
-A ty po co tu?- Zapytałam
-Przyszedłem się spakować.- Oznajmił i wbiegł do swojego pokoju. A ja schowałam głowę w rękach, jak wcześniej Ross.
-To nie może być prawda- Szepnęłam
-Ale jest- Powiedział Ross, chodząc w kółko po pokoju.
-Ale tak pójdę do szkoły i powiem że nie zajrzę tu przez jakiś czas bo jestem w ciąży z Rossem Lynchem, na sto pro mi uwierzą- Szepnęłam i łza spłynęła mi po poliku.
-Nie spokojnie to jeszcze nie potwierdzone.
-Tak, jeszcze nie. Ale jak to powiedziałeś...- Krzyknęłam i przytuliłam się do blondyna a do pokoju wbiegł tata.
-Co jeszcze nie jest potwierdzone?- Krzyknął
-Emm no wiesz jeszcze nie wiemy kiedy Ross wylatuje- Odpowiedziałam.
-Aha, pa córka. Do zobaczenia, nie wiem kiedy Cię odwiedzę- Powiedział tata i przytulił się do mnie.
-Pa- Szepnęłam a gdy wyszedł zaczęłam płakać.
-Spokojnie, wszystko się ułoży- Powiedział, bardzo spokojnie i czule Rossy.
-Serio? Wszystko co się teraz zdarzy mnie nie zaskoczy. Odchodzą ode mnie ludzie których tak kocham, którzy podtrzymują mnie na duchu, ja.. ja nie mogę- Powiedziałam i ze łzami wybiegłam z domu. Biegłam ulicami i zatrzymałam się na..

**W tym samym czasie. Oczami Ross'a**

Gdzie ona pobiegła. Wziąłem jej zeszyt i przeczytałem jedno zdanie. "Nie ma nic gorszego niż stracić kogoś, kto był dla nas wszystkim". Ale zaraz ona mówiła że gdyby mnie nie poznała rzuciła by się z mostu. To znaczy że, że.. muszę biegnąć jej szukać. Zamknąłem dom, kluczami które Nina miała w plecaku, i wybiegłem. Zapytałem się pierwszej Pani gdzie najbliżej jest jakieś jezioro/rzeka. Na początku mnie nie rozumiała, ale potem pokierowała mnie. Była to długa droga, po 20 minutach dobiegłem do celu. Zobaczyłem Ninę siedzącą na pomoście.

**W tym czasie. Oczami Niny**

Biegłam do pierwszej rzeczy jaka przyszła mi do głowy. Było to jezioro, nie zamierzałam skakać z mostu czy coś. Ja po prostu chciałam być sama, chciałam sobie wszystko przemyśleć. Gdy dobiegłam usiadłam na pomoście, i siedziałam około 15 minut. Nagle odwracając się zobaczyłam Rossa, usiadł koło mnie:
-Wiesz jak się o Ciebie bałem?- Powiedział dając mi swoja bluzę.
-Oo czyli kogoś jeszcze interesuje- Szepnęłam.
-Mnie będziesz zawsze interesowała- Powiedział i przytulił mnie.
-Tylko Ciebie- Oznajmiłam i popatrzyłam na wodę
-Nawet tak nie mów, pewnie że nie tylko mnie. A twoja mama?- Szepnął.
-Ona ma mnie gdzieś. Nie wie co czuje teraz, gdy rozeszła się z tatą.- Krzyknęłam i spojrzałam zapłakana w oczy blondynka.
-Przestać- Szepnął
-Chodźmy do domu bo mamy godzinę drogi- Szepnął Ross, a ja spojrzałam się na niego bardzo zaskoczona.
-No co jakoś musiałem tu dojść- Powiedział
-Ale jakim cudem w 15 minut?- Zapytałam
-Biegłem- Odpowiedział
-Ooo to tak jak ja- Szepnęłam i zaśmiałam się.
Po  około godzinie doszliśmy do domu.Rodziców nie było i tak naprawdę nie chciałam wiedzieć gdzie są. Po prostu przebrałam się w piżamę podobnie jak Ross i zasnęliśmy. Nic dziwnego bo dochodziła 2 w nocy. Rano wstałam o 12. Miałam 30 nieodebranych połączeń od Ady. Aaaa przecież dziś szkoła, jak to możliwe że zaspałam. Napisałam szybko sms'a do Ady.
Hej Ada, dużo się wczoraj wydarzyło. Życie mi się wali i nie poszłam do szkoły. Powiedz że pojechałam do lekarza. Błagam przynieś mi lekcje. 

Obudziłam szybko Rossa i poszliśmy zjeść śniadanie po czym ruszyliśmy na zakupy.Kupiliśmy coś do jedzenia i ja dostałam od Rossa miętową bluzkę:
-Jest boska, ale czy ty nie masz na co pieniędzy wydawać- Zapytałam
-Hmm nie w sumie nie- Powiedział i złapał mnie za rękę po czym ruszyliśmy dalej.
Około 16 przyszła Ada w bardzo dobrym humorze:
-Hej- Powiedziałam otwierając drzwi dziewczynie.
-Nie uwierzysz, do naszej szkoły wprowadziło się mega ciacho- Pisnęła.
-Jak się nazywa- Szepnęłam
-Josh- Powiedziała dalej bardzo się ciesząc.
-A czy jest może wysokim brunetem- Zapytałam
-No tak, a co?- Powiedziała
-O nie- Szepnęłam uderzając się w drzwi
-Co się stało- Zapytała wchodząc do mieszkania.
-Wiesz co potem czas na ploteczki a teraz, cos jeszcze chciałaś powiedzieć?- Zapytałam
-Potem Ci powiem- Szepnęła i ruszyłyśmy na górę.
Tak no super rodzice się rozeszli, babcia jest śmiertelnie chora, ja jestem w ciąży, i jeszcze Josh w mojej szkole. Coś jeszcze? Chyba nigdy nie czułam czegoś takiego. A no tak czułam, gdy miałam to wszystko a nie miałam Rossa, a jak mam Rossa nie mam wszystkiego. To bardzo dziwne, no ale cóż życie. Przepisałam lekcje w niecałą godzine. Po czym usiadłyśmy na łóżku:
-No to mów- Szepnęła Ada
-Emm nie chce wam przeszkadzać czy coś, ale biore laptopa Nina- Powiedział Ross wchodząc do pokoju.
-Ughh niech Ci będzie- Szepnęłam, a blondyn wyszedł
-No więc zdarzyło się bardzo dużo może zacznę pierw od tego ze moi rodzice się rozwodzą- Szepnęłam
-Ale jak to?- Krzyknęła Ada
-Normalnie, wpadli wczoraj zaczęli na siebie krzyczeć, wyzywać się i wgl. i tata się wyprowadził, ale to mój najmniejszy problem.
-To powiedz ten najgorszy- Szepnęła i załapała mnie za rękę.
-Więc ten cały Josh.. ten nowy w naszej szkole to mój dawny kolega.. kolega przez którego poznałam Rossa, ale również chłopak przez którego wylądowałam w szpitalu i.. chłopak który pobił Rossa.
-Czyli ten chłopak który zaprosił mnie na randkę, zrobił mojej przyjaciółce ogromną krzywdę- Powtórzyła nie dowierzając.
-Że co zrobił?- Krzyknęłam
-Chciał się ze mną umówić.. A ja się zgodziłam. Ale spokojnie nie pójdę z nim nigdzie- Szepnęła
-Wiesz mogłabyś iść ale nie rób tego. To nieobliczalny człowiek.
-No wiem po tym co powiedziałaś.. to coś jeszcze chciałaś mi powiedzieć?
-Mam jeszcze dwa. Ten pierwszy to babcia jest chora na raka płuc i nie przeżyje, a drugi to to że jestem z Rossem w ciąży.- Szepnęłam
-Że z kim jesteś w ciąży- krzyknęła
-A może ciszej?! Z Rossem- Powtórzyłam
-Ale w ten, no, no, no wiesz- Wykrztusiła
-Tak- Szepnęłam po cichu.
-Współczuje Ci, baardzo. Tyle problemów na jeden tydzień. Ale pamiętaj, masz mnie i Rossa a my Cię nie zostawimy

____________________________________________________
Miał wyjść fajny wyszedł do dupy :(

Mam teraz zawody i mase treningów, więc rozdział nie prędko. Może hmmm w piatek, jak będzie duzo komów.

Rozdział baaaardzo przygodowy. Mam nadzieje że nie płakaliście jak ja :D

Rozadział postaram się wstawić jakoś najpóźniej w czwartek, bo jutro nie idę do szkoły.

Komentujesz= Kaja wstawi rozdział szybciej :DD

Ledwo żyje. Pozdrowionka misie <3

piątek, 11 kwietnia 2014

11. Dla Ciebie skocze z mostu.

**Oczami Ross'a**

Były tam wpisy typu "Byłeś i będziesz najważniejszy. Nikt nigdy nie zajmie twojego miejsca." Ale jeden wpis zrobił na mnie duże wrażenie, a oto jego treść "Zawsze gdy na Ciebie patrze uśmiecham się, zawsze gdy się śmiejesz, cały świat się śmieje, nie tracę wiary że kiedyś Cię zobaczę, przytulę a może nawet pogadam, jesteś najlepszym idolem jakiego miałam. Kocham Cię najmocniej na świecie. Skocze z mostu jeśli ty skoczysz. Mogę być tą dziwną w szkole ale mam Ciebie. Kocham Cię.." Po przeczytaniu tego wtuliłem się w dziewczynę, i szepnąłem jej:
-Ja też zawsze marzyłem o takiej dziewczynie jak ty, o sympatycznej, zawsze uśmiechniętej i lekko zwariowanej brunetce. Okazało się że marzyłem właśnie o tobie.- Powiedziałem i pocałowałem ją w czoło.
-Jesteś uroczy- powiedziała cicho.
Te plakaty na których byłem tylko ja i te cytaty w pamiętniku.. Ona serio musiała uważać mnie za najlepszego idola. Nie wiedziałem że mam fanki które aż tak mnie wielbią, a jednak. Czytałem jeszcze wpisy jak się z niej wyśmiewali. To było okropne. Przecież każdy ma swój gust. Ale jednak to co o mnie pisała było wspaniałe.

**Oczami Niny**

Kurcze Ross czytał moje wpisy, jaka siara.  Poszliśmy sobie na spacer a po drodze zaczepiły nas fanki. Ross dał parę autografów i poszliśmy dalej. Wieczorem pościeliłam łóżko i poszłam się kąpać. Ross zrobił to samo i już o 21 byliśmy gotowi do snu nagle usłyszałam że mama wchodzi do pokoju:
-Nina, babcia jest chora. Jedziemy z nią i tatą do szpitala. Jesteście sami do jutra wieczorem.
-Okok- Odpowiedziałam- Za 15 minut rodziców już nie było.
Gdy pojechali położyliśmy się i  gdy już przysypiałam, coś albo ktoś zaczął bawić się moimi włosami...na początku przeraziłam się,zaczęłam krzyczeć i jak najszybciej wyskoczyłam z łóżka. Gdy zorientowałam się ze to był Rossy położyłam się koło niego. W pewnym momencie Ross zaczął mnie całować.... Jednak zeszliśmy spólnię po napoje. Gdy szliśmy Ross zaczął mnie całować. Oczywiście odwzajemniłam to z miłą chęcią. Robiliśmy to z coraz większą namiętnością i nawet nie zauważyliśmy, gdy doszliśmy do schodów. Po chwili blondyn znalazł się na piętrze, odwróciłam się i poszłam zgasić światło w kuchni. Rossy zszedł kawałek i wziął mnie na ręce, a gdy tylko owinęłam wokół niego swe nogi, wciąż pozostając w pocałunku, ruszył do sypialni na górę.W pokoju Ross położył mnie na łóżko i zaczął całować, jednak wrócił się i zamknął drzwi. Całowaliśmy się jeszcze przez  20 minut, Ross zaczął ściągać mi bluzkę, ale ktoś szarpnął drzwi do pokoju:
-Nina jesteś?- Krzyknęła
-Tak, tak jestem- Powiedziałam nakładając na siebie ubranie.
-Co tu się wyrabiało?- Zapytała dziewczyna patrząc się na rozczochrane włosy Rossa i moją źle zapiętą koszule.
-Nic my, my odrabialiśmy matme- Próbowałam ją okłamać, jednak Ona się nie nabrała.
-Wiecie co? To ja może zostawię was samych.- Powiedziała i szybko wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi.
-Ughh- Szepnął Ross.
-Ojj spokojnie- Powiedziałam siadając mu na kolana.
-Mmm powtórzymy to?- Powiedział całując mnie po szyi.
-Wiesz co ale nie dziś kotek bo jutro mam szkołę.- Powiedziałam siadając na łóżku.
-Jest dopiero 22. Nigdy nie kładziesz się o tej godzinie- Powiedział całując mnie
-Masz racje- Szepnęłam, i znowu zaczęliśmy się całować
Po 10 minutach siedziałam na łóżku w samej bieliźnie.
-Ross ale..- Tu mi przerwał i zaczął całować.
-Wiem, spokojnie- Powiedział i mrugnął do mnie oczkiem. Na szczęście do niczego nie doszło.
Rano nie mogłam wstać, mino że była już 7:20. Ross na szczęście mnie obudził:
-Nina kotek wstawaj- Powiedział szturchając mnie.
-Która godzina?- Zapytałam ledwie żyjąc.
-7:20 szybko bo się spóźnisz- Powiedział podając mi ciuchy.
-Ooo masz gust- Powiedziałam ubierając ciuchy które podał mi blondynek.
-Wiem- Powiedział i zaczął się śmiać. Nagle zadzwoniła Ada
-Nina gdzie ty jesteś? Już 7:30- Powiedziała zdenerwowana.
-Juz do Ciebie Idę, możesz iść w moją stronę.- Powiedziałam wychodząc.
-Paa skarbie- powiedział Ross gdy wychodziłam
-paa będę o 15:15- Powiedziałam i wyszłam, biegnąc w kierunku Ady.
-Nina masz szczęście, nie ma Pani od matmy więc spokojnie możemy iść.- Powiedziała Ada witając się ze mną.
-O to dobrze- Powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej.
-Więc co zaszło wczoraj między tobą a Rossem?- Zapytała i zaczęła się śmiać
-Nic- Powiedziałam skrępowana.
-No jasne, gdy weszłam On miał włosy jakby się tydzień nie czesał a ty miałaś źle zapiętą koszule.- Powiedziała cały czas się śmiecąc.
-No dobra tylko się całowaliśmy. Nic więcej, spokojnie- Powiedziałam, cały czas poważna.
-No dobrze, całowaliście się w samej bieliźnie- Zapytała
-Zmieńmy temat- Powiedziałam
- Jak chcesz- Rzuciła od niechcenia.
Całą drogę,jak to zwyczajne nastolatki plotkowałyśmy. Bawiłyśmy się w kto do kogo pasuje, to było mega zabawne, i jeszcze obczajałyśmy nowe pary w szkole. Tak stwierdzam że Ada jest moją najlepsza przyjaciółką, drugiej takiej nie ma.. Lekcje dłużyły się nam jak nigdy dotąd, najgorsza była biologia, byłam ze 20 razy przy tablicy. Ale jakoś przetrwałyśmy, wróciłam do domu, ale Rossa tam nie było. Poszłam na górę a on spał u mnie na łóżku. Zakradłam się cicho, stanęłam nad nim i pocałowałam go a ten od razu otworzył oczy i mocno mnie przytulił.:
-Jesteś najlepsza- Powiedział
-W czym?- Zapytałam i głośno zaczęłam się śmiać.
-We wszystkim- Odpowiedział i zaczął mnie całować. 
Gdy on całował to nie to samo co inni chłopcy, choć za wielu ich nie miałam, chodziłam z jednym na początku gimnazjum. Ross jest świetny, taki delikatny.
 Całował mnie tak jak wczoraj, ale dziś zaczął całowałć mnie też po klatce piersiowej i brzuchu. Robił to bardzo delikatnie.  Po paru minutach sam został tylko w bokserkach a ja bieliźnie. Zamknęłam drzwi. Tym razem na klucz i położyłam się na łóżku. Chłopak znowu zaczął całować mnie po brzuchu. Tak robiliśmy TO mogę stwierdzić że było fajnie. Rodzice przyjechali do domu o 18 i zaczęłam martwic się o babcie:
-I co z babcią?- Zapytałam zdenerwowana.
-Wykryli u niej raka płuc, może przeżyć nie dłużej jak miesiąc.- powiedziała mama ze łzami w oczach.
-Co? Dlaczego?- Powiedziałam i pobiegłam do pokoju w którym Ross siedział na laptopie. Walnęłam się na łóżko i zaczęłam płakać.
-Co się stało mała?- Zapytał z troską podchodząc do mnie.
-Moja babcia, ona może przeżyć tylko miesiąc. Wykryli u niej raka płuc- Powiedziałam szlochając a blondyn przytulił mnie.
-Będzie dobrze.- Szepnął.
-Już nic nie będzie dobrze- Powiedziałam.
-Ejjej coś Ci wytłumaczę. Nie wierzyłaś że mnie spotkasz , a jednak spotkałaś. Nie wierzyłaś że mnie przytulisz a co dopiero będziesz całować. A jednak. Nie wierzyłaś że będziesz kiedyś koło mnie siedziała a jednak teraz siedzisz. Życie jest jak waga, jeśli spotkało Cie coś dobrego to niestety musi wydarzyć się coś koszmarnego, a potem znowu spotka Cie miła rzecz. Niestety nawet jak twoja babcia odejdzie, nie odejdzie na zawsze. Będziesz ją miała w sercu. A tam pozostanie na zawsze- Powiedział blondyn, łał był na prawdę mądry.
-Ross to co powiedziałeś...- Tu  mi przerwał
-Cii, spokojnie- Powiedział i wtulił się we mnie. Siedzieliśmy tak dotąd kiedy ja nie przestałam płakać a wtedy Ross mnie puścił.
-i jak lepiej?- Zapytał
-Tak twoje słowa na prawdę mi pomogły.- Powiedziałam łapiąc go za rękę.


___________________________________________

Coś ode mnie:

Dziękuje dla Karoliny która pomogła mi napisac scenki +18 i dla Wiktori która pisze te wspaniałe komentarze <3 Dziekuje bardzo dla wszystkich czytelników..

Napisałam scenke nad którą męczyłam się bardzo długo więc wy zaskoczcie mnie komentarzami :D Czytasz + Komentujesz a może bedzie więcej takich scenek heheh xD

Pozdrowionka

środa, 9 kwietnia 2014

10. Nareszcie w domu.

Skręciliśmy w jakąś ulice i go zgubiliśmy, ale bardzo się wtedy bałam. No więc minęły już 2 tygodnie odkąd jestem w szpitalu, ale zaraz.. to dziś wychodzę? Aaa tak to dziś, je je nareszcie stąd wyjdę. Mam dość tego miejsca. A Ross zostaje ze mną jeszcze 1,5 miesiąca. Ale będzie super, ale zaraz ja muszę chodzić do szkoły. Ale z jednej strony Ross może wtedy zostawać w domu. Ale to się jeszcze pomyśli. Obudziłam się o 5 w niedziele, wstałam i podeszłam na palcach obudzić Ross'a zaczęłam go szturchać.. nic, potem krzyczeń..nic, pocałowałam go i od razu się obudził:
-A jednak tak muszę Cię budzić- Powiedziałam i zaśmiałam się.
-Nie pogardził bym- Szepnął wstając i rozciągając się.
-Dziś jedziemy do mnie- Szepnęłam i lekko się uśmiechnęłam.
-Mm fajnie- Powiedział i zaczął się ubierać
-Ale wiesz że chodzę do szkoły?
-O kurde no tak. A co ja będę wtedy robił?- Zapytał i uśmiechnął się.
-No wiesz mógłbyś mi odrabiać matmę i robić obiad i hmm..- Tu mnie pocałował.
-Starczy- Powiedział i zaśmiał się.
-No to w drogę- powiedziałam i zaczęliśmy się pakować.
Za parę godzin przyjechała po nas taxówka i pojechaliśmy na moją wioskę. W domu nawet nie spojrzałam się na mamę, po prostu odrobiłam lekcje które zostawiła mi Ada i zaczęłam pakować się na jutro mój plan wyglądał tak:
Poniedziałek
1.Biologia
2.Matematyka
3.Fizyka
4.J. Angielski
5.J. Polski
6.Historia
7.Wf
- O  której jutro będziesz?- Zapytał podchodząc do książek
-Powinnam być jakoś o 14:30, chyba że zaczepią mnie twoje fanki- Powiedziałam i zaczęłam się śmiać
-Heheh czyli o 14:30 będziesz, okok- Powiedział i usiadł na łóżku. A ja oparłam głowę o jego ramie.
-Dawaj mi korki z matmy- Powiedziałam załamana
-Co? Ja korki z matmy? Nie jestem w tym dobry.- Powiedział i spojrzał się na mnie.
-Ale jesteś o 2 lata starszy.
-Heheh no tak, pomyślę.
-Hah a my to dziś śpimy razem?- Zapytałam ale to było bardziej pytanie retoryczne
-Mi to nie przeszkadza- Powiedział i uśmiechnął się.
-Aa no dobra, idę po materac- Powiedziałam, schodząc po schodach zobaczyłam że materac leży w salonie.
-A dlaczego tu jest materac?- Zapytałam
-Bo tata przyjeżdża- Powiedziała a może odkrzyknęła mama.
-Aham- Powiedziałam i pobiegłam na górę
-Ejj a ty i Ross?- Zapytała babcia
-My będziemy spali na jednym łózku, spokojnie- Powiedziałam i zaśmiałam się
-Co? Wy na jednym łóżku? No chyba nie- Powiedziała mama
-No chyba tak- Powiedziałam i wystawiłam jej język a ta pogroziła mi palcem.
-Wyszło na to że śpimy na jednym łóżku- Powiedziałam do blondynka
-Hahah wiedziałem- Powiedział i zrobił słodką minkę.
-Jest 23 ja rano idę do szkoły. Lece się przebrać- Powiedziałam biorąc piżame i lecąc do łazienki.
-Okej idę po tobie hah - powiedział blondyn. Szybko się przebrałam i za chwile byłam juz w pokoju
-Łał, szybka jesteś- Powiedział wchodząc do łazienki
-Wiem- Odpowiedziałam i położyłam się, Ross wziął ze mnie przykład i też szybko się przebrał.Za chwile już leżał koło mnie, pocałował mnie w policzek, po czym się odwrócił.

**Następny dzień**
**Oczami Niny**
Wstałam rano bardzo szybko zjadłam śniadanie, po czym pomknęłam na górę obudzić Rossa, dałam mu całusa a ten od razu się obudził:
-Ja wychodzę, dziś na obiad chcę hmm naleśniki.- Powiedziałam
-Ale ja Ci je mam z piasku zrobić? Nie umiem gotować- Powiedział
-Ross wiem że umiesz- Powiedziałam
-Nie umiem- Dalej się sprzeczał
-Idę bo się spóźnię, papa- Powiedziałam i pocałowałam go w policzek po czym wybiegłam z domu.
Za chwilę byłam już pod domem Ady:
-Hej Ada idziesz?- Zapytałam uśmiechając się do dziewczyny.
-Tak, tak już idę. Poczekaj sekundkę
-Okok- powiedziałam i już za chwilę byłyśmy w drodze do szkoły.
-To jak między tobą a Rossem?- Zapytała unosząc brwi
-Wiesz dużo by opowiadać..- powiedziałam
-A gdzie on teraz jest?
-U mnie w domu, Wylatuje dopiero za 1,5 miesiąca- Powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-U Ciebie w domu jest Ross Lynch?- Krzyknęła
-A może ciszej?- Zapytałam i zaśmiałam się.
-No dobra co pierwsze?
-Biologia- Powiedziałam gdy weszłyśmy do szkoły.
-O nie- Jęknęła Ada.
Lekcje minęły nam bardzo szybko, oczywiście parę osób musiało mnie upokorzyć no i Rossa.. Szkoda że one nie wiedzą że on teraz jest u mnie. Wyszłam po ostatniej lekcji i to co zobaczyłam po prostu mnie bardzo zdziwiło. Przed drzwiami stał Ross:
-Rossy co ty tu robisz?- Zapytałam
-Przyszedłem po moją dziewczynę- Powiedział i puścił mi oczko
-Ross my..nie- Powiedziałam ale przerwałam gdy podeszła do mnie Alex (Ta dziewczyna której Nina tak nie lubi, która ja obraża itd~Kaja)
-Czy to.. to- Powiedziała
-Tak to Ross Lynch, chodź Rossy- Powiedziałam i odeszłam a Alex długo nam się przyglądała, o kurde zapomniałam o Adzie, postanowiłam na nią zaczekać.
-Ross zaczekajmy na Adę- Powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Ojć no dobrze- Powiedział. Ada doszła do nas, i za parę minut byłyśmy już w domu.
-Łał Ross jednak umiesz robić naleśniki. Są pyszne- Powiedziałam jedząc obiad przygotowany przez Blondynka.
-Kucharzem nie będę- Powiedział
-No wiem twój śliczniusi głosik by się wtedy zmarnował- Powiedziałam i wybuchałam śmiechem a Ross zrobił to samo.
-Chodź pomożesz mi z lekcjami.- Powiedziałam i szliśmy na górę gdy do domu wrócił tata.
-Hej córcia- Powiedział
-Hej- Odpowiedziałam bez entuzjazmu
-Ale zaraz to ten chłopiec z twoich plakatów? Skądś ty wytrzasnęła tak podobnego człowieka do Rossa. Serio wyglądają identycznie- Powiedział wpatrując się w Rossa
-Tata ale to jest Ross- Powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
-Hahah dobry żart, tego swojego Rossa to ty nigdy na oczy nie zobaczysz.- Powiedział a ja powiedziałam do Rossa żeby się przedstawił
-Dzień Dobry, jestem Ross.- Powiedział blondynek podając tacie rękę.
-Ten Ross z Austin i Ally?- Zapytał nie dowierzając.
-No tak i jeszcze Teen Beach Movie no i z zespołu R5.- Powiedział i zaśmiałam i zaśmiałam się.
-Ale co on tutaj robi?- Dopytywał
-Długa historia. Ale w skrócie Ross zostanie jeszcze 1,5 miesiąca. No to paa idziemy się uczyć- Powiedziałam i poszliśmy na górę.
-A tak w ogóle o czym rozmawiałaś z tatą?- Zapytał ponieważ wtedy rozmawialiśmy po Polsku.
-Nie wierzył mi że ty jesteś Ross Lynch i zapytał skąd tu jesteś- Powiedziałam 
-Hahah wyglądam tak samo jak Ross Lynch, łał haha- Powiedział śmiejąc się.
-Hahah no baaardzo- Powiedziałam
-O widzę że masz plakaty.. Ale tu są same moje plakaty- Powiedział
-Teraz widzisz jak Cie wielbię- Powiedziałam i zaśmiałam się jednocześnie odrabiając Matematykę.
-Wow, musiałem na prawdę być dla Ciebie ważny- Powiedział wpatrując się w plakaty.
-Byłeś i jesteś-Powiedziałam a Ross tylko się zaśmiał.
-Ty na serio nie wierzyłaś że mnie kiedyś spotkasz?- Zapytał
-Tak, myślałam że nigdy Cię nie zobaczę. A bycie twoja dziewczyną było moim największym marzeniem.
-Jak widzisz marzenia się spełniają- Powiedział czytając moje wpisy w notesie
-Tak, zaczęłam w to wierzyć jak Cię poznałam. Wcześniej moje życie było bezsensu. Ciągle się ze mnie śmiali że nigdy Cię nie spotkam, albo dlaczego Cię bronie jak ty i tak nigdy nie dowiesz się o moim istnieniu itd. zawsze byłam ta dziwna ze względu na to że Cię kochałam. Byłam gotowa skoczyć dla ciebie z mostu- Powiedziałam i łza spłynęła mi po poliku.
-Nie wiedziałem ze byłem dla Ciebie taki ważny. Wybacz zachowywałem się na początku jak dupek- Powiedział podchodząc do mnie
-Nie prawda, miałeś prawo- Powiedziałam
-Kocham Cię- Powiedział
-Ja Ciebie też- Szepnęłam
-To jest takie dziwne, kochamy się a nie możemy być razem- Powiedział blondyn i posmutniał.
-Ross nie zaczynaj błagam- Krzyknęłam
-Ale dlaczego? Juz wiele razy widzieli nas razem, i jakoś nic nie ma w internecie ani w gazetach. To w czym jest problem?- Powiedział i wydawał się zdenerowany.
-Ross nie mogę- Szepnełam.
W tej chwili spojrzałam na swoje wpisy w notesie " Gdyby on sie zabił zrobiłabym to samo". Usmiechnełam się w duchu albo ten "Gdy go kiedyś zobacze będę najszczęśliwszą osobą na ziemi. Oddam za niego życie" a po tym wpisie wtuliłam się w Rossa a on wziął ode mnie notes i przeczytał wpisy..

____________________________________

Napisałam :)

Przepraszam że tak długo czekaliście <3

Dobijamy do 1000 wyświetleń <3 Jesteście najlepsi :D

Zawsze tak komentujcie jak pod ostatnim rozdziałem bo to serio duża motywacja!!