**Oczami Niny**
Dwa tygodnie później...
Właśnie wracam ze szkoły z Adą. Jak zwykle rozmawiamy tylko o jednym... ZAKUPY. Ile ja bym oddała za to żeby teraz pospacerować sobie po sklepach. Jednak nie mogę bo na jutro mamy koszmarnie dużo nauki. Ahhh jeszcze tylko 2 lata tego cholernego liceum.. Tych wszystkich ludzi. A potem? Potem zacznę nowe życie, poznam nowych znajomych... Ahh. Z moich rozmyśleć wybiła mnie Ada:
-Czy to czasem nie twoja mama?- Zapytała spoglądając na kobiete siedzącą w granatowych autku. Tak to była moja mama.
- Ale co ona tu robi, miała wrócić dopiero za 2 miesiące- Szepnęłam, tak na prawdę sama do siebie , ponieważ Ada tego nie usłyszała. Doszłam do samochodu i otworzyłam drzwi.
-Hej córko- Powiedziała mama obejmując mnie jedną ręką.- Ada odwieźdz Cię?
-Jeżeli by Pani mogła.- Powiedziała lekko zarumieniona wchodząc do auta.
-Nie ma najmniejszego problemu- Odpowiedziała z uśmiechem mama i już po chwili byłyśmy na drodze prowadzącej do domu mojej przyjaciółki. Po paru sekundach mama zatrzymała samochód.
-Dziękuje bardzo. Do zobaczenia Nina- Odpowiedziała i ruszyła w stronę swojego domu. Był on duży zaopatrzony w duży ogród, basen i malutki ganek. Ada miała piękne widoki na park, chodź nie mieszkała w lesie. Od strony ulicy widać było różowo czarny balkon a na dole ogromne drzwi. Po prostu było jak w bajce.
-Potem zadzwonię!- Krzyknęłam, gdy już miałyśmy odjeżdżać. Mam nadzieje że to usłyszała.- Powiesz mi o co chodzi?- Zaczęłam po paru minutach ciszy. Gdy mama zaczęła się kierować na Wrocław.- W ogóle dlaczego tak wcześnie wróciłaś?- Rzucałam pytaniami jak pokręcona.
-Zaraz Ci wszystko wytłumacze- Powiedziała, uważnie przyglądając się drodze- Skontaktowałam się z siostrą Rossa..- Serce zaczęło bić mi mocniej i powoli traciłam oddech- Powiedziała, że możemy wpadać kiedy chcemy. A z tego że mam niewykorzystany urlop wzięłam go teraz więc za godzine mamy odebrać bilety, po czym jutro o 5;30 wylatujemy do Los Angeles, dobrze się składa bo od zawsze marzyłam o zobaczeniu miasta aniołów , niby pracuje w Miami ale zawsze mnie tam ciągnęło. A teraz mam okazje pobyć tam przez ponad tydzień.- Mama zakończyła swoja wypowiedź a ja? W duchu cieszyłam się jak małe dziecko gdy zobaczy balonik, byłam po prostu zaszokowana, ponieważ nie codziennie słysze że zobaczę swoje słonko, ale i trochę zdenerwowana, zmartwiona i smutna bo do teraz wierzyłam że Ross mnie pamięta. A jutro może się to wszystko zmienić. -Co nie cieszysz się?- Zapytała mama, ponieważ moje rozmyślenia zajęły pare dobrych minut.
-Oczywiście że się cieszę- Odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem i wróciłam do przyglądania się karajobrazowi za oknem samochodu. Po policzku spłynęła mi łza, jedna ale bardzo duża i dość zauważalna. Rzecz jasna nie była to łza smutku, tylko szczęścia, radości i nadmiaru emocji. Mama jej na szczęście nie zauważyła, nie chciało mi się odpowiadać na zbędne pytania. Gdy znów spojrzałam za okno zobaczyłam wielką tabliczkę z napisem "Wrocław". Skierowałyśmy się na lotnisko, znajdowało się ono około 6 km od centrum miasta. Prowadziła do niego długa, wąska uliczka otoczona z dwóch stron domami i blokami. Gdy już dojechałyśmy na miejsce wolno zamknęłam drzwi podziwiając lotnisko. Co prawda nie byłam tu pierwszy raz, bo dość często przyjeżdżałam tu po mamę. Jednak teraz postanowiłam mu się bardziej przyjrzeć. Było ogromne, pokryte szkłem z wielkim napisem "Wrocław" . Wystawało z niego dość duże poddasze (Nie wiem jak to się nazywa xd ~autorka) Weszłam z mamą do środka po prawej znajdowała się tak zwana kasa, po lewej poczekalnia z małym placykiem zabaw i kawiarenką, a obok tego automat. Mama podeszła do kasy a ja podziwiałam wysokość lotniska. Gdy właśnie wylądował samolot. Podeszłam bliżej okna i leciutko dotknęłam je ręką:
- Jutro to ja będę tam siedzieć.- Powiedziałam sama do siebie i po woli wypuściłam powietrze. Zamknęłam oczy i mimowolnie się uśmiechnęłam, bała się że on nie będzie mnie pamiętał. Tak bardzo chciałam już wiedzieć na czym stoje.. Ale odpowiedz poznam dopiero jutro.
- Ejj nie rozmyślaj tak- powiedziała mama, podcodząc do mnie, jedną ręką objęła mnie w tali, a drugą złapała za rękę i mocno przycisnęła. Stałyśmy chwile w milczeniu, przyglądałyśmy się tylko ogromnemu samolotowi na którym było napisane LOS ANGELES. Chcąc, nie chcąc spuściłam wzrok na swoje buty, były zabłocone lecz dalej trzymały swój beżowy kolor. Odwróciłam się do mamy.
-Jedziemy?- Szepnęłam a mama tylko odwróciła się na pięcie, jednocześnie puszczając mnie z objęcia i ruszyła w stronę naszego malutkiego autka. Lekko acz kolwiek skutecznie szarpnęłam za klamke od drzwi i delkianie schylając się weszłam do auto, to samo zrobiła mama i już po chwili byłyśmy w drodze do domu. Musiałyśmy przejechać przez centrum Wrocławie, które w tych godzinach było oblężone przez ludzi. Mama zatrzymała się na pasach przeszło na oko 20 osobników. I nagle miałam przed oczami akcje jak ze spowolnionego filmu. Mama nacisnęła gaz i ostro ruszyła a w tym samym czasie na jezdnię wybiegła mała dziewczynka.. Nie miała szans na przeżycie. Wysusiłam tylko głośne
-STÓJ- Ale wtedy było już za późno. Usłyszałam tylko głośny pisk, a potem instynktownie chwyciłam się fotela bo samchów obkręcał się pare razy z powodu gwałtownego zahamowania. Gdy już stanął przy małej była grommadka osób. My z mamą też podbiegłyśmy. Łzy naleciały mi do oczu, a ktoś już dzwonił na pogotowie. Mama była strasznie roztrzęsiona cała się telepotała.
- Co ja zrobiłam? Zabiłam dziecko, nigdy sobie tego nie daruje.- Powiedziała, a ja pomomo tego że stała tam już policja, pogotowie i pare innych ludzi. Mocno, ale to najmocniej jak się da przytuliłam mame. Wiedziałam że teraz potrzebuje teo najbardziej. Jednak po krótkiej chwili podszedł do nas policjant.
-Witam tu aspirant Tomczyk (zbieżność nazwisk przypadkowa ~Autorka). Czy Pani była sprawcą wypadku?- Zapytał dość poważnym tonem pokazując plakietkę.
-Tak, to ja- Odpowiedziała mama. A ja włożyłam ręce do kieszeni bo było mi już trochę zimno .
-A to córka?- Nie kurde pra babcia- Ona też widziała wypadek?
-Tak, tez uczestniczyła jako pasażer.- Po co mówiłaś mamo przecież by się nie domyślił. Ahhh...
- Panią prosimy z nami, a córka dostanie termin na zeznania w najbliższym czasie.- Nie teraz serce zaczęło bić mi mocniej.
- A co mamie za to grozi? Pójdzie do więzienia? Kiedy ją wypuścicie?- Rzucałam pytaniami jak nakręcona ale to przez nadmiar emocji towarzyszący mi w tej chwili.
-Na razie nie mogę Pani odpowiedzieć na żadne z tych pytań- Powiedziała zabierając mamę. A ja zkryłam dłonia usta.
-Mogłabym zamienić tylko słowa z córką?- Zapytała mama
-Dobrze ma Pani minute- Powiedział odchodząc do swoich kolegów stojących przy radiowozie.
- Córciu więc tu masz klucze do domu, mój telefon, portfel i bilety. - Powiedziała i wyciągnęła z torebki jeszcze kartke i długopis.- Tu masz napisana zgode na to że zgadzam się na twój wylot do Los Angeles. Może nie zobaczymy go razem, ale ty zobaczysz. Musisz tylko zadzwonić i jutro rano zamienić jeden bilet na pieniądze. A potem za nie kupisz bilet powrotny. Wszystkie "papierki" na wyjazd znajdziesz w mojej szufladzie.Niestety ja musze już iść, będę się z toba kontaktować tamtą komórką z komendy. Pa córciu- Przytuliła mnie jak najmocniej umiała a ja ruszyłam w stronę przystanku autobusowego. Nadal byłam w lekkim szoku, oglądnęłam się za siebie... Nie widziałam już nic oprócz Panów cholujących nasz samochód. Łzy kapały mi na kurtkę i zostawiały po sobie wyraźne slady. Pierwszy przystanek znajdował się jakieś na oko 800m od miejsca wypadku. Gdy już tam doszłam spojrzałam na rozkład jazy. Pierwszy autobus miałam za 15 minut, czyli świetnie się składa, zdążę odsapnąć i poukładać sobie myśli. Pierwsze co zrobiłam to wysłałam smsa do mojej najlpeszej przyjaciółki
Do: Ad <3
Treść: Jak możesz wyjdz na przystanek za około 30 minut. To na prawde ważne.
Następnie spojrzałam w telefon mamy spis połączeń, przewinęłam troszeczkę w dół i zobaczyłam kontakt "Siostra Rossa", bez wahania lekko dosłownie opuszką palca dotknęłam zieloną słuchawke. Długo nie musiałam czekac po paru sygnałach usłyszałam miły kobiecy ale zarazem słodki głoski:
-Ohh dzień dobry właśnie miałam do Pani dzwonić.- Odezwała się a je wzięłam głęboki oddech i zaczęłam mówić.
- Witam, tu Nina już chyba o mnie wcześniej słyszałaś. Chciałabym Cię poimformować że jutro przylecę sama bo mojej mamie coś wpadło.- Wszystko wypowiedziałam na jednym tchum
-Ahh dobrze jutro mi wszystko opowiesz. Właśnie szykuje dla Ciebie pokój. To co do zobaczenia. A i adres wysłałam wczoraj twojej mamie sms'em.
-Dzieki, do zobaczenia- Powiedziałam i rozłączyłam się. Udetchnęłam z ulga ponieważ trochę bałam się tej rozmowy, ale nie wiem dlaczego. Akurat podjechał autobud, wolnym krokiem udałam się do drzwi, zakupiłam bilet i usiadłam na miejscu. Ludzie szybko weszli i już za chwile jechaliśmy do mojej miejscowości. Miałam za oknem piękne widoki, w końcu jest jesień.. ale jakoś nie miałam ochoty zachwycania się nimi, miałam poważniejsze problemy. Jechaliśmy bardzo krótko. Albo po postu mi się tak wydawało. Na przystanku widziałam zniecierpliwioną Adę.
Rozdział krótki, ale wiecie sami Andrzejki, sprawdziany, lekcje i szkoła. Chyba sami wiecie ile to zajmuje czasu. Następny rozdział za tydzień. Pozdrawiam!!!!
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Jestem ciekawa co dalej będzie. Cxy Ross wreszcie pozna kim jest Nina ??? Czekam na next.
OdpowiedzUsuńDodaj następny rozdział nie mogę się doczekać jesteś w pisaniu takich opowieści świetna :D
OdpowiedzUsuń